W gąszczu galerii hadlowych

bilde  Zakupy są nieodłączną czynnością, którą wykonujemy niema każdego dnia. Codziennie udajemy się do piekarni po świeże, pachnące  bułki, idziemy na ryneczek, aby kupić pachnące latem warzywa i owoce. Zazwyczaj jednak, celem zmniejszenia liczby odwiedzanych miejsc i skrócenia czasu poświęcanego na czynności związane z zakupami wybieramy  sklepy, gdzie można wszystko nabyć. Wchodzimy do jednego i wychodzimy z koszykiem pełnym wszystkiego- od proszku do prania, przez wędlinę, na  żółtym serze kończąc- tak zwane mydło i powidło. Ktoś powie, ze to wygoda i jeden ze sposób w jaki handlowcy ułatwiają życie kupującym. Inny stwierdzi, że wolałby powrotu do czasów, kiedy to mleko kupowało się w mleczarni, chleb w piekarni, a wędlinę u rzeźnika. Mimo, iż te czasy nie wrócą, to coraz więcej sklepów zaczyna się specjalizować  w jednej dziedzinie i przebijać się z tym, przez gąszcz otaczającej konkurencji. A konkurencja jest spora, szczególnie ta ze strony wielkich centrów handlowych, którym chcę poświęcić ten dzisiejszy artykuł.

   Jak grzyby po deszczu wyrastają w kolejnych miastach Polski wielkie centra handlowe. Są one zlokalizowane na ich obrzeżach, w centrum miast, coraz częściej także każde osiedle ma swoje centrum. I pytanie komu to wszystko potrzebne? W każdym z nich znajdziemy bowiem te same sklepy, w których możemy kupić identyczny towar, ich wygląd jest podobny, nawet ta sama muzyka wydobywa się z głośników w nich umieszczonych. Korytarzami przechadzają się Ci sami ludzie, którzy z braku innego sposobu spędzania wolnego czasu, przemieszczają się z jednego do drugiego centrum, licząc na to, że może w tym a nie w tamtym, znajdą to, czego szukają. Za ladami poszczególnych sklepów stoją uśmiechnięci ekspedienci, którzy często pracują tam na zwykłą umowę zlecenie, nie mając prawa do urlopu, czy świadczeń chorobowych. Muszą być mili dla kupujących, mówić to, co im karze góra i co najważniejsze, wyrabiać plany sprzedażowe, które później przekładają się na ich wynagrodzenie. Muszą dbać o ekspozycję sklepu, bo przecież wszędzie, wszystko musi być tak samo ułożone, bo klient, niezależnie od tego, gdzie wejdzie, musi czuć się tak samo. Z jednej strony takie coś daje duże ułatwienie kupującym, ale z drugiej wprowadza pewną monotonię, no i jest oczywiście chwytem marketingowym, bo przecież, aby kupić bluzkę musimy przejść obok spodni, bluzy, kurtki czy butów.

   I rodzi się też pytanie, czy potrzebne nam jest tyle tych galerii handlowych? W Poznaniu mamy ich już masę, a nowe są w planie. Już niedługo zostanie otwarta nowa Galeria Dębiec. Budowa największego- Posnania już się rozpoczęła. A jak wiadomo wszystkim- Poznań jeszcze się nie nasycił centrami handlowymi. Ciekawe, ciekawe. Czy nie lepiej byłoby w miejsce tych ,,świątyń zakupów” postawić nowe mieszkania, szkoły czy przedszkola? Ktoś powie, że przecież tam pracują ludzie, że gdyby nie było tak wielu galerii a w nich sklepów, wielu ludzi nie miałoby pracy. Zgadza się, ale szkoda tylko, że ta praca nie da im w przyszłości emerytury. A mieszkania są potrzebne, bo coraz więcej osób chce mieszkać w wielkim mieście, bo tam są lepsze perspektywy. Rodzice chcą posyłać swoje dzieci do szkoły blisko domy. W miejscu tych galerii mogłyby powstać  place zabaw, tereny zielone,  mobilne siłownie, tereny do jazdy rowerem, czy na deskorolce. Ale cóż widocznie tak już musi być. Decyzje o powstaniu lub nie powstaniu takiego miejsca podejmują władze danego miasta. Skoro więc one obrały taki kurs na zagospodarowanie miejskich terenów, to my zwykli ludzie nie będziemy mieli na to żadnego wpływu. Czyli pozostaje nam jedynie zmienić władzę lub zmobilizować większą grupę ludzi do protestu. Oba sposoby dobre, ale chyba pierwszy łatwiejszy. Listopad już blisko…