Z dziennika asystenta

images   Każdy z Was- Drodzy Czytelnicy ma marzenia. Jedne większe, drugie mniejsze, te dotyczące teraźniejszości, ale w głównej mierze te, które nakierowane są na przyszłość. Zapewne i w Waszym przypadku- Drodzy Czytelnicy, dochodziło w dzieciństwie, do takich sytuacji, że wyobrażaliście sobie, co będziecie robić w przyszłości. Jaki będzie Wasz zawód? Zastanawialiście się nad tym, czy zostaniecie na przykład fryzjerem, piłkarzem, pielęgniarką, czy może politykiem. I ja także miałem takie marzenia. W mojej wizji przyszłości zawsze powtarzałem, że chciałbym wykonywać jeden z czterech zawodów: lekarza, księdza (wiem, wiem, ksiądz to powołanie :) ), dziennikarza i nauczyciela. Nigdy jednak się nie spodziewałem, że któraś z tych dziecinnych mrzonek zostanie spełniona. A jednak. Jak to mówią- warto mieć marzenia, doczekać ich spełnienia. Życie jest tak nieprzewidywalne, że nieraz jesteśmy przez nie zaskakiwani. I ja niedawno zostałem przez nie zaskoczony.

   Gdy w dniu dzisiejszym przekroczyłem próg Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wiedziałem, że coś jest nie tak. Wiedziałem, że wchodzę w mury Uniwersytetu w zupełnie innej roli, że teraz wszystko będzie wyglądało inaczej. Pobranie klucza do pokoju uświadomiło mi, jak dużo się zmieniło. Jeszcze niedawno odwiedzałem pokoje wykładowców z drżącymi dłońmi i szybciej bijącym sercem, a teraz okazuje się, że w jednym z nich stoi biurko, przy którym przez najbliższy czas ja będę pracował. Naprawdę dziwne uczucie. Ale jak to mówią- punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) . Jeszcze niespełna cztery miesiące temu, to ja czekałem aż wykładowca przyjdzie i otworzy salę, i zaprosi nas do środka na zajęcia. Teraz to ja musiałem zaprosić studentów na ćwiczenia ze mną. Musiałem stanąć przed nimi i próbować przekazać im konkretną wiedzę. Gdy tak stałem, dotarło do mnie, że lepiej chyba jest siedzieć po drugiej stronie biurka :)  . Ale z czasem okazało się, że prowadzenie zajęć może także być ciekawe. Tak jak denerwowałem się przed rozpoczęciem ćwiczeń, intensywnie myślałem- jak to będzie, tak w momencie ich trwania, te wszystkie wątpliwości minęły. Stres i zdenerwowanie odeszły i bez większych przeszkód mogłem przekazać słuchającym to, co miałem na dzisiaj przygotowane. Wiem, że w 80% było to związane z osobami, które mnie słuchały- z sympatycznymi studentami 3 roku finansów i rachunkowości. Myślę, że to dzięki ich wyrozumiałości dla moich pierwszych zajęć w nauczycielskiej karierze i otwartości umysłów, te zajęcia przebiegły w miłej dla nich i dla mnie atmosferze. Mam nadzieję, że będzie tak na każdych zajęciach, przez wszystkie lata mojej pracy, jako nauczyciela akademickiego.

   Tego sobie życzę, a może lepiej byłoby powiedzieć, o tym marzę. Bo przecież marzenia są od tego, aby się spełniały :) .

Finis coronat opus

11402770_10200639844634519_7768887119022010328_n   Podobno wszystko, co dobre szybko się kończy. Prawda ta znana każdemu z nas, jest tą prawdą życiową, którą najtrudniej zrozumieć i przyjąć. Bo niezależnie, jak długo trwałaby przyjemna chwila – 5 minut, 6 miesięcy czy 10 lat, zawsze po jej zakończeniu pozostaje w nas niedosyt, że to już koniec. I powiem Wam, Drodzy Czytelnicy, że ja czuje obecnie to samo. Mimo, iż moje studia trwały pięć długich lat, to teraz po ich zakończeniu, wydaje się, że trwały o pięć lat za krótko. Dlatego też dzisiaj chcę się z Wami podzielić historią najlepszego- jak do tej pory- okresu w moim życiu.

   Paweł- mieszkaniec małej miejscowości, uczęszczający do zwykłej podstawówki i gimnazjum, a później do technikum ekonomicznego, nie posiadający rodzeństwa i przyzwyczajony do tego, aby uczyć się systematycznie, z lekcji na lekcje, wyjeżdża do Poznania. Ten Paweł z roku 2010 nie jest tym samym Pawłem, co dzisiaj. Studia zmieniły wiele w moim życiu. I w 99 % zmieniły je na lepsze. Nauczyły mnie tego, że nie zawsze dobry stopień jest priorytetem, że czasami warto zarwać jedną noc, aby nauczyć się na kolokwium, ale wyjść ze znajomymi na piwo, do kina czy na kręgle. Nauczyły mnie, że piwo, wino czy wódka, to nie coś, co jest złe i niedobre, ale jest czymś, co sprawia, że lepiej toczy się rozmowa, do głowy przychodzą ciekawe pomysły, tworzą się wzniosłe idee i zacieśnia przyjaźń. Nauczyły mnie, że nie zawsze cisza i spokój są potrzebne do tego, aby móc się uczyć, że można z książką wyjść na łąkę i przy zapachu świeżej trawy zgłębiać wiedzę z rachunkowości. Studia dały mi poznać, czym tak naprawdę jest życie. Nauczyły mnie dobrze gotować, prać, prasować, myć okna, szyć, cerować i umiejętnie gospodarować pieniędzmi- podobno to przymioty dobrego męża- tak więc dziewczyny :) . Studia dały mi też coś, czego nie można kupić za żadne pieniądze świata. Dały mi wspaniałych przyjaciół. Przyjaciół, z którymi można się śmiać i płakać, z którymi można podyskutować o konsekwencji wprowadzenia podatku dochodowego w rolnictwie, ale także o tym, dlaczego tak mało wódki kupiliśmy na nasze wspólne spotkanie :) . Przyjaciół, którzy sprawiają, że moje życie jest piękniejsze, że po 5 latach mogę powiedzieć, że przeżyłem cudowne chwile, że to, co z nimi zobaczyłem, zrobiłem, jest czymś, czego mi nikt nie zabierze. Co pozostanie aż do śmierci w mojej pamięci- no chyba, że dorobię się sklerozy :) . Nie sposób wymienić tutaj wszystkich, chociaż każdy w jakiś sposób odcisnął swoje piętno na moim studenckim życiu. Ale szczególnie chciałbym podziękować mojej kochanej grupie 2. Tej, z którą spędziłem trzy lata na studiach licencjackich, na kierunku finanse i rachunkowość. Dziękuję również kolegom i koleżankom ze studiów drugiego stopnia na kierunku ekonomia. Oba kierunki odbywane na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, na wydziale Ekonomiczno-Społecznym. Ale, żeby trochę połechtać kolegów i koleżanki po ich ego, niektórych wymienię z imienia. To dzięki Wam moje życie przeszło tak wielką metamorfozę. Dziękuję: Ilonie, Martynie, Agnieszce, Madzi, Michałowi, Norbertowi, Patrykowi, Kamilowi, Maciejowi, Asi, Natalii, Bogusi, Kasi, Marcie i Karolinie- jej szczególnie :) . Naprawdę, bez Was te studia nie miałyby takiego uroku i powabu, nie miałbym tylu wyjątkowych wspomnień, tylu przeżyć i oczywiście mnóstwa zdjęć. Jak jest mi smutno, zawsze je przeglądam. I już nie piszę więcej, bo za chwilę zaleję łzami cały komputer.

   Ale jak już mam tak podsumowywać, to pochwalę się Drogim Czytelnikom, że od 19 czerwca jestem już magistrem ekonomii z oceną bardzo dobrą oraz, że nie kończę swojej przygody z uczelnią. Teraz role się odwrócą :) . Ale o tym, to może kiedy indziej :) .