W zdrowym ciele, zdrowa dusza?

   Marathon, black silhouettes of runners on the sunsetPawłowe blubry dotyczą wielu spraw. Od polityki, przez naukę, wspomnienia odwiedzonych miejsc, po tematy dotyczące wiary. I dzisiejszy wpis będzie dotyczył własnie spraw związanych z religią. Niezainteresowanych odsyłam do kubka mrożonej kawy na balkonie a zaciekawionych do lektury i komentarzy.

   Nie sposób w dzisiejszym świecie zauważyć wielkiego kultu ciała. Większość z nas na początku każdego roku, a jeszcze częściej przed okresem wakacyjnym, postanawia sobie, coś zrobić ze swoim ciałem. Zaczynamy chodzić na siłownię, biegamy, pływamy w basenie czy jeździmy na rowerze. Wszystko po to, aby w okresie letnim, kiedy to jesteśmy bardziej skłonni odsłaniać więcej partii ciała, móc pokazać innym naszą muskulaturę. Pisząc te słowa w żaden sposób nie chcę wyrażać opinii, że jest to złe, bo nie jest. Bardzo często sport jest najlepszą ucieczką przed grzechem. Gdy nasze ciało zajęte jest spalaniem kalorii, kolejnym przebiegniętym kilometrem, czy podniesiony ciężarem, jesteśmy mniej skłonni myśleć lub czynić coś, co jest przeciw Bogu. Ale zastanówmy się dzisiaj przy tej okazji, czy przy tej samej intensywności dbania o swoje ciało dbamy także o swoją duszę?

   Ile czasu zajmuje nam poranna toaleta? Ile czasu wykonujemy makijaż? Jak długo jesteśmy na siłowni, basenie czy w klubie fitness? Czy oby przypadkiem nie tracimy zbyt wiele czasu na to, co tak naprawdę jest mało istotne. A teraz zapytajmy się, ile czasu przede Mszą Świętą pojawiam się w kościele, aby się do niej przygotować? Ile czasu poświęcam na modlitwę po przyjęciu Ciała Pana Jezusa? Ile czasu na dziękczynienie? Czy potrafię oprócz wymaganej przez Kościół niedzielnej Eucharystii poświęcić w tygodniu czas na modlitwę, nabożeństwo, różaniec, pacierze? Czy potrafię proporcje ciała zbilansować z proporcjami duszy? Wiem, że pytania te są bardzo trudne, wiem, że czujemy się zawstydzeni, gdy je sobie musimy zadać, ale musimy przede wszystkim pamiętać, że nasza religia, to nie pluszowy Bóg, do którego przytulamy się tylko wtedy, gdy jest nam smutno lub gdy jesteśmy sami. Musimy pamiętać o tym, że on nas kocha od zawsze na zawsze. A skoro On nas ukochał, to nie pozostaje nic innego, jak robić to samo. A przecież najlepszą z możliwości okazania miłości jest czas poświęcony drugiej osobie. Bóg nie wymaga od nas heroicznych czynów, nie wymaga od nas godzin pochwalnych hymnów, nie wymaga leżenia krzyżem. On żąda odrobiny miłości, odrobiny czasu Mu poświęconego. Chyba nas na to stać?

   Jaki pożytek osiągniemy, gdy przyjdziemy do kościoła w najpiękniejszym garniturze czy sukience? Jaki pożytek osiągniemy, gdy będziemy mieć najlepszy makijaż, czy pod linijkę ułożone włosy, gdy pod tym wszystkim będzie się kryła gnijąca dusza? Gdy mimo tego wszystkiego, nie będziemy mogli zjednoczyć się z Chrystusem z Eucharystii. Pamiętaj, że dla Boga liczy się Twoje wnętrze, Twoja dusza. On tak Cię kocha, że będzie o nią walczył, zawsze. Ciało umiera i staje się pożywką dla ziemi, dusza żyje wiecznie. Dbaj o nią, a wówczas w pełni odkryjesz znaczenie słów, że gdy duch zdrowy, to i ciało zdrowe.

Szlifowanie diamentu

   imagesJuż starożytni odkryli, że sport jest czymś, co sprawia, że życie człowieka nabiera sensu, co daje siły witalne, przedłuża nasz pobyt na tym ziemskim padole, ale również kształtuje charakter. Bo przecież każda dyscyplina sportowa opiera się na rywalizacji, która jest czynnikiem sprawiającym, że dążymy do bycia jeszcze lepszymi, doskonalszymi, że chcemy aby to nas oklaskiwano, nam zakładano laury na głowę. Uczy on nas także pokory, bo przecież każdy sukces jest wcześniej okraszony wieloma niepowodzeniami, upadkami, licznymi pytaniami- czy to ma sens? Jednak, aby to wszystko było możliwe musi w każdym człowieku, zwłaszcza młodym, narodzić się, a później zostać odkryta pewna predyspozycja do uprawiania danej dyscypliny sportu. I właśnie nad tematem odkrywania chciałbym się dzisiaj pochylić.

  Jestem przekonany, że każdy z Was, Drodzy Czytelnicy pamięta swoje zajęcia z wychowania fizycznego, prowadzone na każdym szczeblu edukacji. Były one mniej lub bardziej ciekawe, mniej lub bardziej urozmaicone, prowadzone z mniejszym bądź większym zapałem. Były one także przez Was, mniej lub bardziej lubiane. Wiem z własnego doświadczenia, że nasze spojrzenie na dany przedmiot szkolny w głównej mierze było uwarunkowane podejściem nauczyciela do wykładanych treści. Jeśli historyczka potrafiła zachęcić uczniów do słuchania, jakie to były ciekawe wojny napoleońskie, to i oni odpłacali jej się później dobrymi ocenami na sprawdzianie. A zamiłowanie do sportu rodzi się głównie, w mojej ocenie i mam nadzieję, że także i w ocenie wielu spośród Was, z tego, jakie podejście ma do prowadzonych zajęć wuefista. Jeśli prowadzone przez niego zajęcia polegają wyłącznie na rzuceniu piłki do gry w nogę i spędzeniu reszty lekcji na siedzeniu na ławce i patrzeniu na to, jak młodzi chłopcy w dziki sposób w nią grają, nie zwracając w ogóle uwagi na tych, których piłka nożna w ogóle nie interesuje- takie zajęcia nie mają najmniejszego sensu. Powiem szczerze, że mój brak zamiłowania do lekcji wychowania fizycznego wynikał właśnie z takiego podejścia nauczyciela, który z góry zakładał, że skoro piłka nożna jest naczelnym sportem Polaków, skoro gra się w nią wszędzie, to przecież będzie idealną rozrywką na 45 minut, które stanowią odskocznię pomiędzy trzema zajęciami z języka polskiego, a matematyką i przyrodą. A przecież nie każdy młody chłopak musi fascynować się Messim, Błaszczykowskim czy Lewandowskim, nie musi znać wyników ostatnich meczów Ligii Mistrzów, czy autorów najlepszych bramek na ostatnim Mundialu. Przecież nie każdy urodził się piłkarzem. Może w chłopcu, który jest wybierany na samym końcu podczas podziału drużyn na zajęciach, drzemie talent do gry w siatkówkę, koszykówkę, piłkę ręczną. Może w tym chłopcu, któremu nikt nie chce podać piłki, jest talent do biegów przełajowych, rzutu piłeczką palantową czy skoku wzwyż. Może ten chłopiec, który jest przez kolegów marginalizowany podczas gry w piłkę, mógłby w przyszłości zostać wyśmienitym pływakiem, lekkoatletą czy tenisistą.Aby z diamentu uzyskać piękny brylant, trzeba go najpierw oszlifować. Tak samo jest z odkryciem talentu. Trzeba spróbować wielu rzeczy w życiu, aby w końcu odkryć to, co mi najlepiej wychodzi, co chciałbym robić dalej, co sprawia mi przyjemność. A gdzie najłatwiej odszukać taką ,,szlifiernię”? Nie trzeba wybiegać daleko. Uważam, że jest nią szkoła i ludzie w niej pracujący. A odnosząc się do tematu artykułu- są nią wuefiści. To oni poprzez swoje zaangażowanie, poprzez głębsze spojrzenie na młodego człowieka, mogą odkryć wiele talentów. Mogą poprzez swoją postawę rozbudzić w młodzieży- coraz to bardziej otyłej, zasapanej, przytłoczonej siedzeniem przed komputerem i telewizorem- zainteresowanie szeroko rozumianym sportem. Mogą sprawić, że rodzice nie będą musieli załatwiać swoim dzieciom zwolnień lekarskich, tylko dlatego, że na każdych zajęciach gra się w piłkę nożną. Może dzięki temu za kilka lat będziemy cieszyć się sukcesami naszych rodaków na konkursach, mistrzostwach czy igrzyskach olimpijskich.

  Wszystko, co wcześniej napisałem wynika z mojego własnego doświadczenia szkolnego. Zarówno tego w szkole podstawowej, gimnazjum, jak i w szkole średniej. Na każdym z tych szczebli edukacji pojawiał się taki sam schemat. Rozgrzewka, rzucenie piłki i hulaj dusza, piekła nie ma. Czasami tylko jakieś biegi, czy ten czy inny skok, co by mieć jakieś oceny w dzienniku. A tak poza tym, cały czas piłka nożna i piłka nożna i piłka nożna. Może chodziłem do wyjątkowych szkół. Nie wiem. Pytanie czy i u Was, Drodzy Czytelnicy też tak to wyglądało? Dlatego też bardzo spodobała mi się forma zajęć z wychowania fizycznego, jaka została zaproponowana na studiach. Mogłem wówczas wybrać, to co chciałem, to co sprawiałoby mi przyjemność, co nie byłoby przykrym obowiązkiem, ale szczęśliwą koniecznością. Z racji, że lubię pływać- wybrałem basen. I nie żałuję tej decyzji.

   Dlatego też i Was zachęcam, Drodzy Czytelnicy- niezależnie kim jesteście- uczniami, rodzicami, czy nauczycielami- zabiegajcie o to, aby zajęcia w-fu były urozmaicone, aby były przekrojem wszystkich możliwych dyscyplin sportowych, aby dawały każdemu- nawet najsłabszemu- możliwość wykazania się. Jeśli tak będzie, wówczas każdy młody człowiek, będzie mógł z ręką na sercu powiedzieć, że w zdrowym ciele jest zdrowy duch. A jak duch jest zdrowy, to wszystko jest THE BEST.

Trzy sety płatne niestety

polsat-zakodowal-ms-w-siatkowce-memy_20582313 Czy Polska ma swój sport narodowy? Znawcy tematu odpowiedzą na to pytanie twierdząco i od razu podadzą, że jest nim niewątpliwie piłka nożna. Grają w nią bowiem wszyscy- dzieci, młodzież, starsi. Gra się w nią wszędzie- na ulicy, między blokami, na boisku, w hali. O niej rozmawia się przy piwie i wówczas, gdy nie ma innych ciekawszych tematów. Wiele osób zna nazwy  popularnych klubów piłkarskich, nazwiska graczy, ich pozycje, transfery czy strzelone bramki. Cała rzesza pamięta, w której minucie danego spotkania był karny, kto kogo faulował, czy kiedy był spalony. Wszystko ładnie, pięknie, tylko czy tego wszystkiego warta jest polska reprezentacja? Chyba nie. Ale z tym nie będę dyskutował, bo za chwilę wierni kibice zlinczują mnie za te słowa :)  .

  Ten krótki wstęp prowadzi nas bowiem, drodzy Czytelnicy do właściwego tematu dzisiejszego wpisu, czyli odbywających się obecnie w naszym kraju mistrzostw świata mężczyzn w piłce siatkowej. Czy właśnie siatkówka nie mogłaby stać się naszą narodową dyscypliną? Czy to z niej nie moglibyśmy uczynić czegoś, z czego  byli byśmy dumni? Przecież w tej dziedzinie Polacy już od wielu, wielu lat odnoszą sukcesy. I nie są to byle jakie sukcesy. Mamy mistrzostwo i wicemistrzostwo świata, mistrzostwo olimpijskie, mistrzostwo Europy, posiadamy także złote medale w Lidze Światowej. Jest się czym pochwalić. Czy nasi trampkarze odnieśli podobne sukcesy? No tak, coś tam wygrali za Górskiego, ale kiedy to było. Tego to nawet najstarsi górale nie pamiętają :) . Ale jak grzyby po deszczu powstają Orliki, boiska na których ćwiczą mali chłopcy i dziewczęta, którzy marzą o karierze piłkarskiej. A czy nie lepiej byłoby inwestować także w inne sporty, inne dyscypliny? To, że w nogę można grać prawie wszędzie nie oznacza, że należy stawiać ją na piedestał.

  I w końcu pozwolę sobie nawiązać do tytułu. Bo w mojej ocenie czymś karygodnym jest zakodowanie tak ważnej imprezy sportowej, która na pewno już w naszym kraju się nie powtórzy. Pobieranie opłat za możliwość obejrzenia naszych siatkarzy oraz ich pięknej gry jest drwiną z kibiców, drwiną z Polaków. Takie ważne wydarzenie w moim mniemaniu powinna transmitować telewizja publiczna- tak jak miało to miejsce podczas Euro 2012. Czy nie byłoby nam miło, gdybyśmy wszyscy mogli zasiąść przed telewizory i wspólnie oglądać zmagania naszych graczy, ich sukcesy. Na pewno tak. I zapewne te chwile trwałyby dłużej. Bo jak dotąd Plakom udało się ograć wszystkie grupowe drużyny i z silną pozycją przechodzą dalej. Nie to co piłkarzom, którzy nie poradzili sobie ze słabymi rywalami i nie przeszli nawet do ćwierćfinału.

   Życzę naszym siatkarzom sukcesów. Niech grają jak najlepiej. Niech pokażą piłkarzom, że są od nich o niebo lepsi oraz udowodnią panu Solorzowi, że jego decyzja pokierowana chęcią zysku była jedną z najgłupszych, które podjął. Do boju, do boju, do boju Polacy!!!