Dzieckiem być

Sing-bajka-animowana-dla-dzieci-o-śpiewających-zwierzętach-Recenzja-filmu-piosenki-opis   Ostatnio pewna osoba zarzuciła mi, że jestem dziecinny. Zapewne zastanawiacie się, czy mnie to zasmuciło? Mam przecież 26 lat i już prawie od 8 lat zgodnie z literą prawa jestem osobą dorosłą. Tak więc pragnę wszystkim Czytelnikom zakomunikować, że NIE. Nie zasmuciło mnie to, że ktoś powiedział, że jestem dziecinny. Ja pragnę być dzieckiem nawet wtedy, kiedy będę już sędziwym starcem, Dlaczego? Bo dzieci zupełnie inaczej patrzą na świat. Zupełnie inaczej rozwiązują powstałe problemy. Są bardziej ufne i prawdomówne. I przede wszystkim kochają bajki. A ja jestem wielkim fanem bajek. Właśnie bajka, którą obejrzałem dzisiaj w kinie zainspirowała mnie do tych dywagacji.

   Sing- bo o nim mowa urzekł mnie wszystkim. Fabułą, efektami, piosenkami. Ale przede wszystkim postaciami. Bo w każdym z bohaterów, w każdej z pokazanych historii mogłem odkryć siebie. Każda z postaci miała swój problem, z którym musiała się zmierzyć, z którym musiała stanąć w konkury. Była tam świnka- matka ponad dwudziestki prosiaków, która zdecydowała się tak zorganizować prowadzony przez siebie dom, aby móc brać udział w próbach. Zrobiła to tak perfekcyjnie, że nikt nie zauważył, że znika na długie godziny. Była bardzo pewna siebie mysz, która nie widziała nic, poza czubkiem swojego nosa, która uważała, że to ona jest najważniejsza, która traktowała innych z wysoka. Ta mysz w końcu zrozumiała, że pozodtałe zwierzęta też mają talenty, że trzeba im po prostu dać szansę, że nie każdy może być przebojowy, że nie można nikogo z góry stawiać na straconej pozycji. Każdemu trzeba dać możliwość wykazania się. Był goryl- członek rodzinnego gangu, który zamiast rabować wolał śpiewać. Jednak dla ojca to się nie liczyło. On chciał, żeby jego syn był taki jak on. Gdy okazuje się, że on chce być inny, że postanawia postawić się, dowiaduje się, że już nie może nazywać się jego synem, że ojciec się go wypiera. To jednak nie powstrzymuje go przed realizacją marzeń. W końcu ojciec zrozumie, że nie wolno podcinać skrzydeł, że trzeba godzić się na bunt. Jest też rockowa przedstawicielka gatunku zwanego jeżozwierzem, która pomimo trudnych decyzji, jakie musi podjąć, nie poddaje się. Postanawia mimo wszystko zawalczyć o siebie. I oczywiście jest nieśmiała słonica, która najbardziej mnie urzekła. Wie, że posiada talent, że może zawojować świat, jednak mimo tego stoi z boku, robi inne rzeczy, które nie dają jej satysfakcji. Jednak dzięki głównemu bohaterowi- Busterowi Moonowi- sympatycznemu misiowi koala, który sam ma wielkie kłopoty, ona jaķ i reszta postaci odkrywają, że są coś warci. Odnajdują w sobie energię do tego, aby zmienić swoje życie. Napełniają się nadzieją, że tylko realizacja marzeń może dać prawdziwe szczęście. Dowiadują się, że czasami trzeba dosięgnąć dna, aby się od niego odbić, że warto czasami postawić na swoim, aby poczuć się spełnionym. Bajka ta uświadamia nam wiele prawd, o których na co dzień zapominamy. Myślę, że każdy, kto ją obejrzy będzie nią zauroczony, że będzie mógł w jakiejś postaci odnaleźć swoją historię, że tak po prostu poczuje się lepiej.

   Nic już więcej nie piszę, co by nie spolerować. Po prostu polecam. Mam nadzieję, że tak jak ja, zakochacie się w tej historii, szczególnie w sekretarce jaszczurce, która oprócz tego, że ma chyba ze sto dwadzieścia lat, posiada przezabawne, ciągle wypadające sztuczne oko. Tak więc: Do kina!

Szafa

SMALL_regal_na_przetwory   Ostatnimi czasy bardzo popularne stały się szafy.  I to chyba wszystkie ich rodzaje. Te dwudrzwiowe, wysokie, niskie, drewniane czy pancerne. A cały ten galimatias wywołany jest przez jedną szafę- szafę Kiszczaka, w której to podobno są dokumenty, świadczące, że III RP to fikcja. W której są dowody, mające sprawić, że historia Polski po 1989 roku zostanie napisana na nowo, że starzy bohaterowie i ich czyny zostaną zdeprecjonowani, a na piedestał zostaną wniesieni Ci, którzy w tamtych czasach siedzieli w domu i nawet palcem nie kiwnęli, aby coś zrobić. Szkoda, że my Polacy tak szybko zapominamy. Szkoda, że tak łatwo jest nam kogoś opluwać. Szkoda, że najlepszym towarem eksportowym, jaki mamy jest właśnie żółć. Żółć, która sączy się z każdego sfrustrowanego człowieka, który nie może pogodzić się z tym, że nic w życiu nie osiągnął. Ale postawmy tutaj kropkę, gdyż nie o tym chcę dzisiaj pisać.

   Mnie bardziej interesuje szafa, którą każdy z nas ma we własnym domu. Szafa, w której przechowujemy  marzenia, pragnienia, nasze sekrety. Bo chyba każdy z Was- Drodzy Czytelnicy ma takie rzeczy, o których nie chce nikomu powiedzieć. Ma słoiczki, w których wekuje swoje mniejsze lub większe problemy, mniejsze lub większe pragnienia czy marzenia. Te słoiczki skrzętnie wstawiane są na półki w szafie i cierpliwie czekają na lepsze czasy, aby je wyciągnąć. To tak samo jak z kiszonymi ogórkami. Idziemy po nie do piwnicy, tylko wówczas, gdy są potrzebne. Wcześniej stoją sobie cichutko na półce i się po prostu kiszą. Czekają na odpowiedni moment. I podobnie jest z naszymi marzeniami, planami. Są pochowane i czekają na dobre czasy.

   Gorzej z sekretami. Te zazwyczaj chcemy schować, gdzieś głęboko, najlepiej na najwyższą półkę, czy w takie miejsce, gdzie na pewno ich nie zauważymy. Robimy wszystko, aby być od nich jak najdalej. Ale czy to jest najlepsze wyjście? Czy dobrze się na tym wychodzi? Co dzieje się z wekami, o których ktoś zapomniał, które stoją w piwnicy już kilka lat? Psują się. Tak samo jest z naszymi sekretami. Psują nas samych od środka. Sprawiają, że nie możemy siebie do końca wyrazić. Ograniczają nas w jakiś sposób. Zamykają nas. Bardzo dobrze to zilustrowała J.K. Rowling- autorka przygód Harrego Pottera. W każdej jej książce pojawiała się postać, która miała jakiś sekret. Osoba, która przez cały czas wydawała się inna niż była w rzeczywistości. Ile w tych fikcyjnych postaciach jest odniesień do nas? Ilu jest w każdym z nas profesorów Quirellów, Lockhartów, Lupinów, Moodych, Umbridge czy Snapeów? Ilu w końcu jest w nas Dumbledorów? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami- Drodzy Czytelnicy. To Wy najlepiej siebie znacie. Znacie swoje sekrety.

   Pamiętajcie- nie wekujcie zbyt długo swoich problemów. Nie wekujcie zbyt długo swoich sekretów. Zaglądajcie często do szafy Waszego życia. Wyciągajcie z niej na bieżąco słoiki. Wietrzcie ją. Wtedy na pewno życie będzie łatwiejsze. Tak więc- Drodzy Czytelnicy- marsz do szafy :) .

Finis coronat opus

11402770_10200639844634519_7768887119022010328_n   Podobno wszystko, co dobre szybko się kończy. Prawda ta znana każdemu z nas, jest tą prawdą życiową, którą najtrudniej zrozumieć i przyjąć. Bo niezależnie, jak długo trwałaby przyjemna chwila – 5 minut, 6 miesięcy czy 10 lat, zawsze po jej zakończeniu pozostaje w nas niedosyt, że to już koniec. I powiem Wam, Drodzy Czytelnicy, że ja czuje obecnie to samo. Mimo, iż moje studia trwały pięć długich lat, to teraz po ich zakończeniu, wydaje się, że trwały o pięć lat za krótko. Dlatego też dzisiaj chcę się z Wami podzielić historią najlepszego- jak do tej pory- okresu w moim życiu.

   Paweł- mieszkaniec małej miejscowości, uczęszczający do zwykłej podstawówki i gimnazjum, a później do technikum ekonomicznego, nie posiadający rodzeństwa i przyzwyczajony do tego, aby uczyć się systematycznie, z lekcji na lekcje, wyjeżdża do Poznania. Ten Paweł z roku 2010 nie jest tym samym Pawłem, co dzisiaj. Studia zmieniły wiele w moim życiu. I w 99 % zmieniły je na lepsze. Nauczyły mnie tego, że nie zawsze dobry stopień jest priorytetem, że czasami warto zarwać jedną noc, aby nauczyć się na kolokwium, ale wyjść ze znajomymi na piwo, do kina czy na kręgle. Nauczyły mnie, że piwo, wino czy wódka, to nie coś, co jest złe i niedobre, ale jest czymś, co sprawia, że lepiej toczy się rozmowa, do głowy przychodzą ciekawe pomysły, tworzą się wzniosłe idee i zacieśnia przyjaźń. Nauczyły mnie, że nie zawsze cisza i spokój są potrzebne do tego, aby móc się uczyć, że można z książką wyjść na łąkę i przy zapachu świeżej trawy zgłębiać wiedzę z rachunkowości. Studia dały mi poznać, czym tak naprawdę jest życie. Nauczyły mnie dobrze gotować, prać, prasować, myć okna, szyć, cerować i umiejętnie gospodarować pieniędzmi- podobno to przymioty dobrego męża- tak więc dziewczyny :) . Studia dały mi też coś, czego nie można kupić za żadne pieniądze świata. Dały mi wspaniałych przyjaciół. Przyjaciół, z którymi można się śmiać i płakać, z którymi można podyskutować o konsekwencji wprowadzenia podatku dochodowego w rolnictwie, ale także o tym, dlaczego tak mało wódki kupiliśmy na nasze wspólne spotkanie :) . Przyjaciół, którzy sprawiają, że moje życie jest piękniejsze, że po 5 latach mogę powiedzieć, że przeżyłem cudowne chwile, że to, co z nimi zobaczyłem, zrobiłem, jest czymś, czego mi nikt nie zabierze. Co pozostanie aż do śmierci w mojej pamięci- no chyba, że dorobię się sklerozy :) . Nie sposób wymienić tutaj wszystkich, chociaż każdy w jakiś sposób odcisnął swoje piętno na moim studenckim życiu. Ale szczególnie chciałbym podziękować mojej kochanej grupie 2. Tej, z którą spędziłem trzy lata na studiach licencjackich, na kierunku finanse i rachunkowość. Dziękuję również kolegom i koleżankom ze studiów drugiego stopnia na kierunku ekonomia. Oba kierunki odbywane na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, na wydziale Ekonomiczno-Społecznym. Ale, żeby trochę połechtać kolegów i koleżanki po ich ego, niektórych wymienię z imienia. To dzięki Wam moje życie przeszło tak wielką metamorfozę. Dziękuję: Ilonie, Martynie, Agnieszce, Madzi, Michałowi, Norbertowi, Patrykowi, Kamilowi, Maciejowi, Asi, Natalii, Bogusi, Kasi, Marcie i Karolinie- jej szczególnie :) . Naprawdę, bez Was te studia nie miałyby takiego uroku i powabu, nie miałbym tylu wyjątkowych wspomnień, tylu przeżyć i oczywiście mnóstwa zdjęć. Jak jest mi smutno, zawsze je przeglądam. I już nie piszę więcej, bo za chwilę zaleję łzami cały komputer.

   Ale jak już mam tak podsumowywać, to pochwalę się Drogim Czytelnikom, że od 19 czerwca jestem już magistrem ekonomii z oceną bardzo dobrą oraz, że nie kończę swojej przygody z uczelnią. Teraz role się odwrócą :) . Ale o tym, to może kiedy indziej :) .