Blisko i daleko nie tylko palcem po mapie

   14022228_970147246431475_151491744836873362_nOd razu zaznaczam Drodzy Czytelnicy, że dzisiejszy wpis będzie trochę przydługawy. Dlatego też osoby, które nie lubią czytać o podróżach, o interesujących miejscach znajdujących się  w Polsce i Europie, zachęcam do opuszczenia strony, co by nie tracić 15-minut cennego czasu na czytanie pawłowych blubrów (co oczywiście nie oznacza, że swoim wejściem nie podbiliście mi statystyk- z czego bardzo się cieszę :) ). A osoby, które lubią podróżować- nie tylko palcem po mapie- zapraszam do wygodnego fotela. Rozsiądźcie się. Oczywiście wcześniej zaparzcie sobie duży kubek herbaty lub kakao. I przygotujcie się na dłuuuuuuugi trip. A więc zaczynamy.

   Swoją wakacyjną, podróżniczą przygodę zacząłem w tym roku, tak jak to już czynię 8 lat od Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Tak, tak Drodzy Czytelnicy. Wraz z ponad 1000 osób przeszedłem pieszo z Poznania do Częstochowy. Mówię Wam- super przygoda. Codziennie nocleg w innym miejscu. Codziennie inna zupa pomidorowa. Uwierzcie mi- niby taka prosta zupa, ale każda ma inny, wyjątkowy smak. 13668992_941874692592064_408759641243206255_nCodziennie nowi ciekawi ludzie, których spotykamy na szlaku i starzy znajomi, których widzisz tylko przez te 10 dni. Znajomości, które zawiązują się podczas drogi są wspaniałe i na długie lata. A ile można się o sobie dowiedzieć. Można sprawdzić wytrzymałość swojego organizmu, odporność na ból, deszcz i palące słońce. Można ćwiczyć się w altruizmie, sprawdzić zdolność wczesnego wstawania, czy zdolności do zachowywania przez dłuższy czas ciszy. Można sprawdzić swój głos i zdolność do zapamiętywania piosenek. No i oczywiście można wypróbować swoją wiarę, pogłębić ją, umocnić. Tak więc wszystkich zapraszam do podjęcia trudu pielgrzymowania w przyszłym roku. Oczywiście w grupie 5 Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę.

   13872691_951679974944869_7567901346196184513_nA co było po pielgrzymce? Po pełnym przygód 10-dniowym tuptaniu do Częstochowy przyszedł czas na Światowe Dni Młodzieży. Najpierw przeżywane te we własnej parafii- z gośćmi z Etiopii, następnie te diecezjalne- na poznańskiej Cytadeli. Właśnie uczestnictwo w diecezjalnych obchodach przyczyniło się do tego, że pojechałem do Krakowa. Znalazłem się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i przy odpowiednich osobach. I tak dane mi było zobaczyć papieża Franciszka. Dane mi było doświadczyć entuzjazmu wiary. Dane mi było przeżyć wspaniałe chwile, które pozostaną ze mną na długo. Gdybym nie pojechał w lipcu na ŚDM, to całe życie bym sobie wyrzucał, że było to coś na wyciągnięcie ręki, a ja nie skorzystałem. Na szczęście nie będę musiał tego robić.

   Nie zdążyłem zapomnieć o Krakowie a znów w nim byłem. Tym razem wybrałem się do grodu Kraka z rodzinną w celach turystycznych. Wawel, Skałka, Smocza Jama, Stary Rynek, Barbakan, Kościół Mariacki, ul. Grodzka i Bracka, okno papieskie, kościół franciszkanów, Błonia. A poza tym opactwo w Tyńcu. Kraków jest przepięknym miastem, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Miesiąc by nie starczył, aby poznać wszystkie13895514_951460244966842_2121516639314823881_n jego zakamarki. Po Krakowie przyszedł czas po raz wtóry na Częstochowę i pierwszy raz w tym roku na Łódź. Kawa na Piotrkowskiej smakuje inaczej. No i ten Miś Uszatek. A tak nawiasem mówiąc. Polska wcale nie jest w ruinie, jak głosiła w kampanii wyborczej pewna partia. Polska jest piękna. Drogi, mosty, wiadukty, obwodnice, autostrady- coś wspaniałego. Moja czerwona Micra- zwana pieszczotliwie ,,Biedronką”- mknęła przez wspaniały kraj. Nie mamy się czego wstydzić. Musimy być dumni z naszej ojczyzny.

   I przyszedł czas na wakacje, na które czekałem cały rok. Przyszedł czas na Chorwację. Po krótkim odpoczynku po krakowskich wojażach, wyruszyłem na Bałkany, przejeżdżając przez urokliwe Czechy, Słowację i Węgry. Chorwacja jest przepiękna. Morze, góry, plaża, palmy, mandarynki, bora bora (ciepły, wiejący zazwyczaj 3 dni wiatr), rakija i inne frykasy. Jak ja to stwierdziłem: dasz mi pracę, wikt i opierunek, to zostaje tutaj na zawsze. I to nie są puste słowa. Jestem zauroczony każdą miejscowością, którą dane mi było odwiedzić. Makarska (nie mylić z masakra), Split, Trogir, Dubrownik, Jelsa, Bol, Mostar, Medjugorie, jeziora Plitwickie i Park 14063993_973385209441012_8758232251623751282_nNarodowy rzeki Krka. Wielość doświadczeń- zarówno wizualnych, zapachowych jak i smakowych sprawia, że trudno to wszystko opisać w kilku słowach. Nie pozostaje mi nic innego, jak z czystym sumieniem polecić Chorwację każdemu, kto nie wie, gdzie pojechać w przyszłym roku na wakacje. Ja na pewno tam wrócę.

   Może koniec z tymi wyjazdami. Trzeba trochę w domu pomieszkać. Ależ skądże- jedziemy dalej. Tym razem moje kroki skierowały się na wschód Polski, a konkretnie do Białej Podlaskiej, gdzie uczestniczyłem w XXIII Kongresie Ekonomistów Rolnictwa i Agrobiznesu. Miałem okazję poznać ciekawe osoby z całej Polski, posmakować tamtejszych smakołyków, między innymi kartaczy, czy sękacza. Ale najciekawszym w tym wszystkim był wyjazd na Białoruś. Miałem wyjątkową okazję przebywać w tym dość ,,egzotycznym” kraju, rządzonym twardą, dyktatorką ręką. Jakież też było moje zdziwienie, gdy po przekroczeniu granicy zobaczyłem piękne europejskie miasto Brześć, z równo przystrzyżonymi trawnikami, czystymi ulicami. Brześć z supermarketami takimi 14291853_984980228281510_2642344602463850938_njak u nas, z radiem, z którego płyną znane piosenki. To był pierwszy z pozytywnych i zaskakujących akcentów. Kolejnymi była wizyta na fermie strusi, gdzie niewątpliwą niespodzianką była możliwość spróbowania jajecznicy ze strusiego jaja oraz kotleta ze strusia (oba dania bardzo pyszne). Brześć to przede wszystkim twierdza brzeska- piękna, powojenna twierdza, z historią zawartą w każdym zakamarku oraz cerkwie i piękny rynek, na którym podziwiać można latarnie, codziennie zapalane przez latarnika. Coś wspaniałego. Białoruskie piwa, wódki i czekolady też niczego sobie.

    I na tym bym zakończył, bo przecież wypadałoby. Ale niestety, to jeszcze nie koniec. Powiedziecie- skąd ten Krysztofiak ma tyle urlopu? A ja na to- pracuję na uczelni :) . Co ja na to  poradzę, że mój pracodawca jest tak łaskawy i daje mi tyle wolnego. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Dlatego też w te wakacje, odwiedziłem jeszcze trzy polskie miejscowości- Wrocław, Gniezno i Warszawę (dwie ostatnie w połączeniu z Krakowem dają szlak polskich stolic). Wszystkie piękne i ze swoim urokiem. Wrocław- perła Dolnego Śląska. Z krasnalami, rynkiem, kamieniczkami, Ostrowem Tumskim, Panoramą Racławicką, Sky Tower i zoo- urzeka swoim pięknem, harmonią, oraz niemieckim ordnungiem. Gniezno z Katedrą, ryneczkiem, jeziorkiem sprawia, że człowiek 14502684_1003127609800105_9119006666254578588_npowraca do czasów, kiedy Polska się zaczęła. A Warszawa? Ach Warszawa! Zapierająca dech w piersiach europejska stolica z biurowcami, starymi kamieniczkami, Zamkiem Królewskim, Wisłostradą, Stadionem Narodowym, metrem czy w końcu Pałacem Kultury i Nauki. Byłem w Warszawie tylko 3 dni. O 3 dni za mało. Na pewno tam wrócę, bo przecież przede mną jeszcze tyle do zwiedzenia.

    I teraz naprawdę już koniec z podróżowaniem. Czas wrócić na ziemię i zabrać się do pracy. W końcu rozpoczął się nowy rok akademicki. W końcu mogę zacząć normalnie pracować oraz marzyć o kolejnych wakacjach.

Mądrości papieża Franciszka

pobrany plik Papież Franciszek chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Jego prośba, którą skierował w pierwszą niedzielę września, podczas modlitwy Anioł Pański, do wszystkich parafii, sanktuariów, zakonów i wspólnot, była i jest bowiem najlepszą i najmądrzejszą, którą, jak do tej pory, udało się wystosować jakiemukolwiek z władców tego świata- do których biskup Rzymu niewątpliwie należy. Nie był potrzebny nadzwyczajny szczyt państw należących do Unii Europejskiej, nie było potrzebne spotkanie premierów czy prezydentów krajów Europy Zachodniej, przepełnione blaskiem kamer, fleszami aparatów, sztucznymi uśmiechami czy uściskami dłoni, aby powiedzieć, co należy zrobić, aby rozwiązać kwestię uchodźców w Europie. Wystarczyło, aby Ojciec Święty odwołał się do sumień ludzi wierzących, do drzemiącego w nich dobra, do wzajemnej solidarności i przede wszystkim do ich miłości bliźniego.

   Ktoś powie, że naszym zadaniem nie jest zajmowanie się sprawami uchodźców, że przecież sami mamy mnóstwo swoich własnych problemów. Tak, zgadza się- mamy je. Jednak nasze problemy przy ich cierpieniu są niczym. Oni doświadczyli dramatu wojny, doświadczyli cierpienia związanego ze zniszczeniem ich domów, ze śmiercią najbliższych z utratą wszystkiego, co było im drogie. Poprzez ucieczkę z kraju ogarniętego chaosem i rządzonego przez fanatyczną grupę ludzi, chcieli zakończyć swoje przepełnione bólem i płaczem życie, chcieli zacząć żyć na nowo, jak ludzie. W tym miejscu wypadałoby zapytać babcię, czy dziadka, czy i oni podczas II wojny światowej nie mieli podobnie? Czy i oni nie musieli uciekać z bombardowanej i okupowanej Polski do lepszego świata? W tym miejscu należałoby również zadać pytanie, dlaczego Polacy ratowali Żydów? Dlaczego ukrywali ich w piwnicach swoich domostw, na strychach czy w stodołach? Dlaczego to robili? Odpowiedź jest prosta. Chcieli pomagać, bo taki jest nasz obowiązek, bo taka jest nasza natura. Bo człowieka nie określa to, co posiada, lecz to, czym dzieli się z innymi. Jesteśmy bardziej ludzcy, gdy dajemy coś bliźniemu, gdy potrafimy ostatnią kromkę chleba oddać temu, który jej bardziej potrzebuje.

   Problem uchodźców stał się niewątpliwie numerem jeden obecnego miesiąca. Stał się pretekstem do wielu rozmów, debat, marszy czy artykułów. Wywołał lawinę emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Bo przecież wśród ludzi, którzy uciekają, są także i Ci, którzy są tak zwanymi imigrantami ekonomicznymi. Oni to, ukryci w grupie uchodźców wojennych chcą dostać się do lepszego świata. Świata, który nie ma im dać schronienia, nowego domu, spokoju od spadających bomb czy nocnych ostrzałów, ale ma być miejscem, gdzie znajdą lepszą pracę i większe pieniądze.  I w tym momencie do wspominanego przeze mnie wcześniej miłosierdzia, musi dojść także zdrowy rozsądek i pełne wyważenia emocje. Osoby czy organizacje udzielające pomocy muszą z wielką delikatnością i skrupulatnością oceniać, komu pomoc się rzeczywiście należy, a kto, chce dobre serce Europejczyków niecnie wykorzystać.

   Z przybywającymi uchodźcami wiąże się także kwestia wiary. Większość z nich to muzułmanie, którzy inaczej postrzegają Boga, mają inną kulturę i obyczaje. Inaczej podchodzą do wielu spraw, między innymi do traktowania kobiet czy małżeństwa. Myślę, że obecna sytuacja jest niejako sprawdzianem dla europejskich chrześcijan. Muszą zdać oni egzamin ze swojej wiary. Muszą potwierdzić jej siłę, wartość i moc. Muszą na nowo odkryć jej charyzmat. Ci, którzy są letnimi katolikami, muszą stać się gorący, a ci którzy kucają w kościele, muszą w końcu zgiąć kolana. Tylko wówczas będziemy w stanie zatrzymać głoszoną w mediach ,,islamizację Europy”.

   Apel papieża Franciszka, o którym wspominałem na początku artykułu jest łatwy do wykonania. Ojciec Święty nie wymaga od nas wiele. Chce, aby każda parafia w Europie przyjęła jedną rodzinę uchodźców. Zapewniła im dach nad głową oraz warunki do tego, aby mogli przetrwać. Wystarczy tak niewiele. Czasami warto zrezygnować z renowacji organów czy obrazu, aby pieniądze przekazać na pomoc ludziom, którzy doświadczyli cierpienia wojny i uchodźstwa. Więcej radości przynosi Bogu bowiem szczęście człowieka niż odnowiony Jego wizerunek czy ładniej grające organy. Miłosierdzie jako drugie imię miłości ma nam w tym pomagać.

   Wierzę, że jako Polacy, jako rodacy świętego Jana Pawła II, zdamy egzamin, do którego przynagla nas papież. Zdamy go celująco.

 

Polska a kwestia afrykańskich uchodźców

LIBYA ILLEGAL IMMIGRANTS   Mamy rok 1492.  Z wybrzeży Hiszpanii wypływa statek, którego kapitanem jest nie kto inny, jak znany wszystkim z podręczników historii- Krzysztof Kolumb. Wszyscy także doskonale wiemy, jak ten rejs się zakończy i jakie będą jego skutki dla Europy i świata. Zastanawiacie się zapewne, Drodzy Czytelnicy dlaczego zaczynam swój dzisiejszy wpis od przywołania dobrze nam wszystkim znanych faktów z historii świata. Robię to poniekąd dlatego, że chcę poruszyć temat, który od pewnego czasu budzi wśród Polaków wiele kontrowersji i sprzecznych uczuć. A jak zdążyliście zapewne zauważyć, ja bardzo lubię pisać o tym, jakie jest moje zdanie na ten czy inny kontrowersyjny problem. Otóż zachęcony wypowiedziami wielu osób, które bardzo żywo komentowały tę sprawę na Facebooku, postanowiłem, że kolejny wpis poświęcę sprawie uchodźców.

   Kilka tygodni temu w mediach pojawiła się informacja, że Komisja Europejska chce, aby Polska przyjęła w najbliższym czasie pewną grupę uchodźców z Afryki. Nie jest to oczywiście decyzja, która dotyczy tylko naszego kraju. Takie dyspozycje otrzymały także inne kraje członkowskie UE. Głównym celem tej akcji, jest bowiem odciążenie państw z rejonu Morza Śródziemnego, głównie Włoch, do których to każdego dnia trafiają setki osób, które uciekają ze swoich domów. Uciekają do lepszego świata, do Europy, która jest dla nich rajem. Propozycja Komisji Europejskiej spotkała się w naszym kraju z głębokim protestem. Protestem, który pokazuje nasz stosunek do innych narodowości, szczególnie do osób pochodzących z Afryki. Wielu z nas jest uprzedzonych do ludzi o ciemnym kolorze skóry. Nie możemy zrozumieć, że oni uciekają ze swoich domów, bo chcą żyć w lepszych warunkach, bo chcą czuć, że posiadają godność, a która często w ich ojczyznach jest deptana i marginalizowana. W tym miejscu należy się zastanowić, czy i my- Polacy nie wyjeżdżamy za granicę w poszukiwaniu szczęścia? Ilu naszych znajomych, członków rodzin wybrało emigrację, czy to w Irlandii, Anglii, Niemczech czy Stanach Zjednoczonych? Nie wyjechali oni tam w celach turystycznych, ale za chlebem. Pchała ich tam chęć lepszej egzystencji. Te same idee przyświecają teraz uchodźcom z Afryki. Oni też chcą żyć w lepszych warunkach.

   Ktoś powie, ale przecież Polska nie jest na to gotowa? Mamy swoje problemy. Ilu jest bezrobotnych w naszym kraju? Tak, zgadzam się z tym wszystkim, ale nie oznacza to, że my nie możemy pomóc innym. Członkowstwo w Unii Europejskiej daje nam wiele praw i przywilejów, ale nakłada też pewne obowiązki. Łatwo jest wyciągnąć rękę, aby brać, ale trudniej jest tą rękę przyłożyć do pługa, aby pracować. Podobno Polska to kraj katolicki, to przedmurze chrześcijaństwa, bastion rozmodlonych ludzi, którzy ze złożonymi rękoma chodzą co niedzielę do kościoła. Ale nie o to chyba w naszej wierze chodzi. My mamy głównie wyświadczać miłość bliźnim, to oni mają stanowić centrum naszego życia. Europa w swojej historii dowiodła, że potrafi wykorzystać inne nacje i ich terytoria do własnych celów. To przecież Europejczycy skolonizowali Amerykę i Afrykę. To Europejczycy zabili Azteków, Inków i Majów i na gruzach ich cywilizacji stworzyli swoją. To Europejczycy w końcu przez wiele lat grabili i nadal grabią i łupią Afrykę z jej bogactw naturalnych, bogacąc się przy tym straszliwie. Dlaczego więc ci sami Europejczycy i Polacy, którzy zowią się członkami wielkiej rodziny europejskiej, teraz nie mieliby spłacić długu swoich dziadków i ojców?

   Jeśli okazałoby się, że uchodźca z Afryki podczas rozmowy kwalifikacyjnej wykazałby się lepszymi niż ja kwalifikacjami, to wcale nie byłoby mi przykro, że to nie mnie udało się dostać tą pracę. Takie są prawa ekonomii. Polacy nie chcą pracować za 5 zł tutaj w kraju, dlatego też wyjeżdżają do chociażby Holandii, aby tam pracować za 10 euro, za które znów Holendrzy nie chcą pracować. I tak samo będzie z uchodźcami. Zajmą miejsca pracy, których nie chcą Polacy, bo dla nich ,,marny grosz”, którym gardzi polski pracownik będzie, jak manna z nieba. A skoro podejmą pracę, to zwiększy się produkcja, zwiększą się zyski przedsiębiorstw i wpływy do kasy państwa z tytułu podatku dochodowego, a tym samym zwiększy się PKB i rozwinie gospodarka. Nie ma bowiem tego złego, co by na dobre nie wyszło.

   Mamy rok 2015. Z wybrzeży Afryki wypływają statki. Czy znajdą przyjazną przystań w naszym kraju? Oby tak się stało. Niech Polacy pokażą, że nie są tylko malowanymi chrześcijanami, ale chrześcijanami z krwi i kości, którzy za cel stawiają sobie DOBRO BLIŹNIEGO.

Okruchy Majdanu

   pobrany plikIle rewolucji widział już świat? Chyba nie można ich wszystkich policzyć i dać jednoznacznej odpowiedzi. Jedne były mniejsze, drugie większe, nazwane lub nie, krwawe bądź bezkrwawe. Jednak każda z nich sprawiała, ze coś się zmieniało. Upadały rządy, ginęli ludzie, społeczeństwo zaczynało inaczej myśleć. Przychodziło nowe, które nie zawsze było lepsze. A co przyniósł ukraiński Majdan? Na to pytanie postaram się dać dzisiaj odpowiedź.

   Znany Czytelnikom z lekcji historii Winston Churchill – premier Wielkiej Brytanii i członek Wielkiej Trójki, powiedział kiedyś, że „demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu’’. Mimo, iż jest najgorszą, jest najczęściej wybieraną. Znana od czasów starożytnych władza ludu ma być gwarantem ładu politycznego i społecznego. Kraje, które jej nie doświadczają, dążą do niej, a te, które już ją mają nie potrafią często z niej korzystać. Co dała demokracja Ukrainie? Na pewno przyniosła poczucie samostanowienia o sobie, o przyszłości. Dała możliwość wejścia na ścieżkę reform, które mają przybliżyć ją do krajów Europy Zachodniej, a w ostateczności wprowadzić w szeregi Unii Europejskiej. Ale zanim to się stanie, jeszcze wiele wody upłynie w Dunaju i wiele kul zostanie wystrzelonych z pistoletów. Bo czy zeszłoroczny Majdan coś tak naprawdę zmienił na Ukrainie? Można powiedzieć, że zmieniły się rządy. Do władzy doszły osoby, które są skłonne do głębokich reform, które są otwarte na współpracę ze Wspólnotą Europejską, które nie są ślepo wpatrzone w Rosję. Ale wszystko to okupione jest życiem wielu niewinnych ludzi, płaczem kobiet i dzieci, gruzami i zniszczeniami. Rewolucja, która miała przynieść powiew wolności i nowoczesności, przyniosła ze sobą ból i smutek. I tutaj pojawia się pytanie. Czy w XXI wieku takie rozwiązania są dopuszczalne? Czy Europejczycy, którzy są winni dwóch wojen światowych, którzy wyciągnęli z nich lekcje i zjednoczyli się, mogą na coś takiego pozwolić? Działania Władimira Putina w pewien sposób przypominają te, które prawie 80 lat temu prowadził Adolf Hitler. Chciał korytarza z Niemiec do Prus Wschodnich, na który to Polacy nie wyrażali zgody. Wszyscy doskonale wiemy, jak to się skończyło. Czy dążenie Rosji obecnie nie jest analogiczne? Zajęcie Krymu i walki w rejonach, które stanowią niejako ,,drogę” z Rosji na półwysep są powtórką z historii. I tutaj nasuwa się pytanie. Co zrobi świat? Przyznanie Rosji racji i odłączenie od Ukrainy tamtych ziem byłoby najlepszym z możliwych rozwiązań, które na pewno zakończyłoby te okrutne walki, w których każdego dnia giną istoty ludzkie. Z drugiej strony mogłoby to stać się przyczynkiem do zajmowania kolejnych obszarów, które Rosja chciałaby odzyskać, bo uważa je ,,za swoją własność”. Byłyby to także policzek dla wszystkich przywódców państw Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i ONZ, którzy nie potrafili zrobić nic, aby tego uniknąć. No i trzecim rozwiązaniem, które jest najgorszym z najgorszych jest oczywiście konflikt zbrojny, który dałby jednej stronie zwycięstw a drugiej gorycz porażki. I tutaj pojawia się kolejne pytanie. Kto chciały umierać za Ukrainę? Jak dotąd żadne państwo nie wyraziło takiej chęci. Wszystkie zabiegi do tej pory są tylko rozmowami i papierowymi porozumieniami, które nie mają żadnej mocy. Sankcje nie przynoszą skutków, a ich nakładanie odbija się na krajach słabszych, między innymi na Polsce. Potęgi gospodarcze Europy, mimo iż popierają Ukrainę i potrafią stanowczo sprzeciwić się Putniowi. Ukraina mimo, iż odczuwa na swoich plecach pomocne dłonie, tak naprawdę jest samotna. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać. Czekać na cud, który przyniesie pokój lub czekać na wojnę, która zniszczy, to wszystko, co kochamy. Oby drugi scenariusz nigdy się nie ziścił.

   Rewolucje są potrzebne. To one zmieniały i zmieniają bieg historii. To one są motorem sprawczym wszystkiego, co nas otacza. To one sprawiają, że świat nie stoi w miejscu. Pamiętać jednak musimy, że muszą być one przemyślane, osadzone na mocnych i stabilnych filarach. Potrzebujemy jednak rewolucji umysłu, a nie rewolucji serc.

   Życzę wszystkim Ukraińcom, aby to, co obecnie dzieje się w ich kraju znalazło swój szczęśliwy koniec. Aby udało się znaleźć taki konsensus, który będzie możliwy do zaakceptowania, przez każdą ze stron.

   Życie ludzi jest bowiem wartością najwyższą. Śmierć choćby jednego żołnierza, jednego cywila jest wielką stratą dla całego świata i wymownym wołaniem o pokój.

,,Ta, co nie zginęła…”

650gb_11747 Listopad jest szczególnym miesiącem, w którym to wszyscy pochylamy się nad tematem śmierci. Wspominamy tych, którzy odeszli, którzy przeszli już na ten, tak zwany drugi brzeg. Wracamy pamięcią do czasów, kiedy to byli oni wśród nas, rozmawiali, śmiali się z nami, płakali, kiedy to dawali nam rady i mówili jak mamy żyć.  Ale w miesiącu tym, my Polacy szczególną uwagę poświęcamy przede wszystkim tym, którzy oddali swoje życie za naszą Ojczyznę, którzy przelali krew za to, abyśmy mogli żyć w wolnym i niepodległym kraju. I właśnie temu tematowi chciałbym poświęcić dzisiejszy wpis.

   Na samym początku powinniśmy zadać sobie pytanie, jak często myślimy o tym, jak wielkim  szczęściem jest to, że możemy żyć w wolnym i niepodległym państwie? Jak często zastanawiamy się nad tym, że gdyby nie upór i wola walki naszych przodków, ich determinacja w dążeniu do tego, żeby Polska mogła być Polską, nie byłoby nas tutaj, teraz? Myślę, że z ręką na sercu możemy powiedzieć, iż temat ten bardzo rzadko zajmuje naszą uwagę, że zazwyczaj powraca on przy okazji jakiś ważnych rocznic, świąt czy uroczystości. Bo przecież, po co martwić się o Ojczyznę w czasach, gdy jest pokój? Po co martwić się o Ojczyznę, gdy żaden kraj nam nie zagraża, gdy są organizacje, które pomogą nam, gdyby doszło do jakieś zbrojnej interwencji? Po co sobie tym zaprzątać głowę, skoro są inne ważniejsze tematy i problemy? Może i tak, ale przecież nasi przodkowie nie byli egoistami i nie myśleli tyko o tu i te teraz. Patrzyli w przyszłość, byli dalekowzroczni. Nie myśleli tylko o sobie, o swoim interesie, dążyli do tego, aby następne pokolenia mogły doświadczyć tego, co im nie było dane, aby mogły żyć w wolnym kraju, w którym każdego dnia bez żadnego problemu możemy wyjść na zakupy, iść do pracy czy szkoły, a co najważniejsze mówić bez skrępowania w języku polskim.

   Ktoś teraz powie, że czasy się zmieniły, że nie możemy myśleć, tak jak nasi przodkowie 200 lat temu, że to były zupełnie inne realia, całkowicie inna sytuacja. Tak, zgadza się, ale musimy też pamiętać, że każdego dnia musimy podejmować wysiłki na rzec tego, aby żyło nam się lepiej, abyś zawsze mogli z dumą mówić, że jesteśmy Polakami. Dlaczego my, Polacy potrafimy jednoczyć się tylko wówczas, kiedy jest nam ciężko, kiedy zdarzy się coś tragicznego? Najbardziej dobitnie pokazała to sytuacja sprzed 4 lat, gdy doszło do katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Wtedy to cały nasz naród mówił jednym głosem, ludzie mimo podziałów i wzajemnych animozji byli razem, zanikły spory i waśnie polityczne. Wszyscy liczyli na to, że to wydarzenie zmieni nas. Ale niestety. Długo nie trwało i znów doszło do podziałów, które jeszcze bardziej skłóciły Polaków. Gdyby nasi przodkowie tak postępowali,  myślę, że nie byłoby dzisiaj Polski na mapie Europy i świata. Ale oczywiście mogę się mylić.

  Życzę sobie i całej naszej Ojczyźnie, abyśmy każdego dnia naszego życia uświadamiali sobie, ile zawdzięczamy naszym przodkom, szczególnie tym, którzy przelali swoją krew w obronie Ojczyzny. Abyśmy szanowali to, co otrzymaliśmy i rozwijali  w taki sposób, aby następne pokolenia mogły z tego korzystać. Myślę, że najlepszym podsumowaniem tego wpisu będą słowa Marszałka Józefa Piłsudskiego, w których zawarta jest wielka prawda dla nas wszystkich, że ,, być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, a zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska”.

Tusk, Pułtusk, Beztusk

 Pułtusk to urokliwe miasto położone w północnej części województwa mazowieckiego. Jak podają lokalne legendy, kiedyś nazwa miejscowości brzmiała po prostu Tusk, ale po wielkim pożarze, który spustoszył ponad połowę miasta z całego Tuska zostało tylko pół i dlatego od tamtego dnia miasto  zowie się właśnie Pułtusk. Jednak przedmiotem mojego dzisiejszego wpisu nie będzie chwalenie uroków tego pięknego miejsca na Mazowszu. Dzisiaj chciałbym pochylić się nad tematem innego Tuska. Od kilku dni bowiem z różnego rodzaju mediów docierają do nas informacje dotyczące prawdopodobnego objęcia przez polskiego premiera stanowiska Przewodniczącego Rady Europejskiej. Co to oznacza dla Polski, jak wpłynie to na dalsze losy partii rządzącej oraz czy zmieni to obecnie panującą sytuację na Starym Kontynencie? Na te pytania postaram się dzisiaj dać wyczerpującą odpowiedź.

  Stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej nie jest byle jakim stanowiskiem. Instytucja ta bowiem ma za zadnie wyznaczanie ogólnych kierunków rozwoju Unii oraz jej priorytetów politycznych, a sama funkcja jaką wykonuje dana osoba nazywana jest nieoficjalnie Prezydentem Unii Europejskiej. Myślę, że wybór obecnego premiera byłby wielkim ukłonem dla naszego kraju, ale także dla wszystkich 10 państw, które przed dekadą wstąpiły w szeregi Wspólnoty. Donald Tusk, jak podają światowe media ma poparcie zarówno Wielkiej Brytanii, Niemiec jak i Francji- czyli trzech wielkich graczy na europejskiej arenie. Uznawany jest także za liberalnego polityka, otwartego na wolny handel, który jest skłonny przeprowadzić daleko idące reformy, których wymaga sama Unia Europejska. Taka nobilitacja byłaby wielkim wyróżnieniem Polski i Polaków oraz dałaby nam niewątpliwie silnego orędownika w gronie krajów członkowskich. Z drugiej strony rodzi się jednak pytanie, czy sam Donald Tusk przyjmie to stanowisko. Jego wcześniejsze wypowiedzi, a szczególnie pamiętne spotkanie w programie ,,Tomasz Lis na żywo” dały Polakom jednoznaczną odpowiedź, że dla premiera priorytetem jest ojczyzna i nie zamierza przeprowadzać się do Brukseli. Ale od ostatniego szczytu przedstawicieli państw Unii Europejskiej, podczas którego nie udało wyłonić się osoby na to stanowisko, wypowiedzi premiera zaczęły się zmieniać. Sytuacja na Ukrainie i płynące z Zachodu poparcie dla kandydatury sprawiły, że Donald Tusk powoli zaczynał przychylać się do nacisków innych przywódców odnośnie jego osoby na tym stanowisku. Czy przyjmie tą funkcję -okaże się jutro. Ktoś w tym miejscy powie, że premier jest niesłowny, że zmienia zdanie jak wiatr zawieje, że poświęca swój ojczysty kraj dla jakiegoś tam stołka w Europie. Ale polityka rządzi się swoimi prawami i wiele było osób, które coś innego mówiły a co innego robiły. Ktoś kiedyś obiecywał Japonię w Polsce a słowa nie dotrzymał. Czasami trzeba przedłożyć interes wspólnoty nad własny interes. Funkcja jaką sprawuje Donald Tusk nie jest dożywotnia. Nie on, to kto inny stanie na czele rządu. A nóż widelec będzie to kobieta – byłaby to druga w historii, po Hannie Suchockiej przedstawicielka płci pięknej, która zostałaby Prezesem Rady Ministrów. A w dobie parytetów i równouprawnia taka sytuacja byłaby jak najbardziej wskazana. Gorzej mogłoby być z partią, którą pozostawiłby jej przewodniczący. Musiałaby poszukać wśród swoich członków innego tak charyzmatycznego polityka, który pomógłby jej utrzymać wysokie wyniki w sondażach i dobry wynik w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Jak na razie żaden taki się nie objawił, a może gdzieś jest a my tego nie wiemy, kto wie. Tylko opozycja zaciera ręce i cieszy się, że polską scenę polityczną mógłby opuścić obecny premier. Padło nawet sformułowanie, że ,,bierzcie go do tej Rady (…) wszędzie, tylko nie tutaj”. Szkoda, że przeciwnicy polityczni premiera nie potrafią zauważyć, że jego wybór byłby szansą dla Polski, szansą abyśmy zaczęli liczyć się na arenie międzynarodowej. Ale tak to już z nami jest- sami nie zjemy a drugim nie damy.

  Ja ze swojej strony muszę przyznać, że cieszyłbym się, gdyby okazało się jutro, że polski premier stanie na czele Rady Europejskiej. Cieszyłbym się również, gdyby nowym premierem została kobieta. Niech Polska zaistnieje w Europie, niech wszyscy wiedzą, że Polacy nie gęsi.

  A polityczni malkontenci niech zazdroszczą, że wśród nich nie ma postaci, które liczą się w  Unii Europejskiej.

Władimir, Franciszek i III Wojna Światowa

      Sytuacja na świecie nie wygląda kolorowo. Każdego dnia docierają do nas informacje o trwających i rozwijających się konfliktach zbrojnych, które swoim zasięgiem obejmują nowe obszary. Słyszymy o prześladowaniu chrześcijan przez dżihadystów pochodzących z nowo powstałego Państwa Islamskiego w Iraku czy o działaniach separatystów rosyjskich, którzy prowadzą walki na terenie wschodniej Ukrainy.  Ktoś nawet wyliczył, że na całej kuli ziemskiej toczą się obecnie aż 44 konflikty zbrojne. Każdego dnia, w każdej godzinie czy nawet minucie na świecie ginie niewinny człowiek. Człowiek, który jest tylko malutkim pionkiem na planszy gry, w którą grają najwięksi mocarze współczesnego świata. Myślę, że Robert Schuman- twórca zjednoczonej pokojowo Europy przewraca się w grobie widząc to, co teraz dzieje się na Starym Kontynencie. Bowiem po najstraszniejszej w dziejach ludzkości wojnie w głowach ówczesnych rządzących zrobił się pomysł na pokojowe zjednoczenie narodów, aby już nigdy nie doszło to podobnej sytuacji, która miała miejsce w latach 1939-1945. Plany nie okazały się tylko mrzonką, czy utopijnym marzeniem, ale stały się faktem i dlatego przez okres blisko 70 lat, Europa mogła cieszyć się względnym pokojem, i rozwijać się gospodarczo, poprzez coraz szersze zacieśnianie więzi ekonomicznych, społecznych i kulturowych. Ale czasy pokoju chyba powoli się kończą. Perswazje ekonomiczne w postaci wprowadzonego embarga, czy innych zakazów wyczerpują się. A działa to przecież w dwie strony. Bo Rosja także może Europę postraszyć widmem zakręcenia kurka z gazem. W obecnej sytuacji tak zacieśnionych stosunków gospodarczych każdy ruch władców tego świata musi być przemyślany. Bo albo dojdzie do poważnego konfliktu zbrojnego, w którym to naprzeciwko siebie staną kraje Unii Europejskiej, Stany Zjednoczone i Rosja, albo za cichym przyzwoleniem tych samych państw kawałek po kawałku Ukraina będzie rozbierana. Czas pokaże. Zobaczymy na ile we Władimirze Władimirowiczu Putinie odezwą się carskie i sowieckie zapędy, na ile w Unii Europejskiej, Organizacji Narodów Zjednoczonych i Pakcie Północnoatlantyckim są osoby, które nie poświecą Ukrainy kosztem dostaw gazu czy ropy oraz na ile w ludzkich umysłach jest jeszcze świadomości, że obecny konflikt zbrojny, który wybuchłby pomiędzy państwami byłby konfliktem atomowym. Może wielkim ludziom polityki przydałby się kubeł zimnej wody na głowę ( w tym przypadku Ice Bucket Challenge ma moją pełną akceptację), który ostudziłby ich osobiste zapędy i sprawił, że zrozumieją, iż od ich decyzji zależy życie wielu ludzkich istnień.

     Na koniec chciałbym jeszcze zauważyć bardzo istotny paradoks, którego obecnie możemy być świadkami. Na tronie świętego Piotra zasiada papież Franciszek. Jego imię odnoszące się niewątpliwie do świętego Franciszka z Asyżu jest nie tylko symbolem życia w ubóstwie. Jest przede wszystkim symbolem pokoju, któremu wyżej wymieniony święty patronuje. Jedni powiedzą zbieg okoliczności, drudzy uznają to za palec boży. Bądź co bądź wierzmy w to, że wojna jednak nie wybuchnie…