Blisko i daleko nie tylko palcem po mapie

   14022228_970147246431475_151491744836873362_nOd razu zaznaczam Drodzy Czytelnicy, że dzisiejszy wpis będzie trochę przydługawy. Dlatego też osoby, które nie lubią czytać o podróżach, o interesujących miejscach znajdujących się  w Polsce i Europie, zachęcam do opuszczenia strony, co by nie tracić 15-minut cennego czasu na czytanie pawłowych blubrów (co oczywiście nie oznacza, że swoim wejściem nie podbiliście mi statystyk- z czego bardzo się cieszę :) ). A osoby, które lubią podróżować- nie tylko palcem po mapie- zapraszam do wygodnego fotela. Rozsiądźcie się. Oczywiście wcześniej zaparzcie sobie duży kubek herbaty lub kakao. I przygotujcie się na dłuuuuuuugi trip. A więc zaczynamy.

   Swoją wakacyjną, podróżniczą przygodę zacząłem w tym roku, tak jak to już czynię 8 lat od Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Tak, tak Drodzy Czytelnicy. Wraz z ponad 1000 osób przeszedłem pieszo z Poznania do Częstochowy. Mówię Wam- super przygoda. Codziennie nocleg w innym miejscu. Codziennie inna zupa pomidorowa. Uwierzcie mi- niby taka prosta zupa, ale każda ma inny, wyjątkowy smak. 13668992_941874692592064_408759641243206255_nCodziennie nowi ciekawi ludzie, których spotykamy na szlaku i starzy znajomi, których widzisz tylko przez te 10 dni. Znajomości, które zawiązują się podczas drogi są wspaniałe i na długie lata. A ile można się o sobie dowiedzieć. Można sprawdzić wytrzymałość swojego organizmu, odporność na ból, deszcz i palące słońce. Można ćwiczyć się w altruizmie, sprawdzić zdolność wczesnego wstawania, czy zdolności do zachowywania przez dłuższy czas ciszy. Można sprawdzić swój głos i zdolność do zapamiętywania piosenek. No i oczywiście można wypróbować swoją wiarę, pogłębić ją, umocnić. Tak więc wszystkich zapraszam do podjęcia trudu pielgrzymowania w przyszłym roku. Oczywiście w grupie 5 Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę.

   13872691_951679974944869_7567901346196184513_nA co było po pielgrzymce? Po pełnym przygód 10-dniowym tuptaniu do Częstochowy przyszedł czas na Światowe Dni Młodzieży. Najpierw przeżywane te we własnej parafii- z gośćmi z Etiopii, następnie te diecezjalne- na poznańskiej Cytadeli. Właśnie uczestnictwo w diecezjalnych obchodach przyczyniło się do tego, że pojechałem do Krakowa. Znalazłem się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i przy odpowiednich osobach. I tak dane mi było zobaczyć papieża Franciszka. Dane mi było doświadczyć entuzjazmu wiary. Dane mi było przeżyć wspaniałe chwile, które pozostaną ze mną na długo. Gdybym nie pojechał w lipcu na ŚDM, to całe życie bym sobie wyrzucał, że było to coś na wyciągnięcie ręki, a ja nie skorzystałem. Na szczęście nie będę musiał tego robić.

   Nie zdążyłem zapomnieć o Krakowie a znów w nim byłem. Tym razem wybrałem się do grodu Kraka z rodzinną w celach turystycznych. Wawel, Skałka, Smocza Jama, Stary Rynek, Barbakan, Kościół Mariacki, ul. Grodzka i Bracka, okno papieskie, kościół franciszkanów, Błonia. A poza tym opactwo w Tyńcu. Kraków jest przepięknym miastem, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Miesiąc by nie starczył, aby poznać wszystkie13895514_951460244966842_2121516639314823881_n jego zakamarki. Po Krakowie przyszedł czas po raz wtóry na Częstochowę i pierwszy raz w tym roku na Łódź. Kawa na Piotrkowskiej smakuje inaczej. No i ten Miś Uszatek. A tak nawiasem mówiąc. Polska wcale nie jest w ruinie, jak głosiła w kampanii wyborczej pewna partia. Polska jest piękna. Drogi, mosty, wiadukty, obwodnice, autostrady- coś wspaniałego. Moja czerwona Micra- zwana pieszczotliwie ,,Biedronką”- mknęła przez wspaniały kraj. Nie mamy się czego wstydzić. Musimy być dumni z naszej ojczyzny.

   I przyszedł czas na wakacje, na które czekałem cały rok. Przyszedł czas na Chorwację. Po krótkim odpoczynku po krakowskich wojażach, wyruszyłem na Bałkany, przejeżdżając przez urokliwe Czechy, Słowację i Węgry. Chorwacja jest przepiękna. Morze, góry, plaża, palmy, mandarynki, bora bora (ciepły, wiejący zazwyczaj 3 dni wiatr), rakija i inne frykasy. Jak ja to stwierdziłem: dasz mi pracę, wikt i opierunek, to zostaje tutaj na zawsze. I to nie są puste słowa. Jestem zauroczony każdą miejscowością, którą dane mi było odwiedzić. Makarska (nie mylić z masakra), Split, Trogir, Dubrownik, Jelsa, Bol, Mostar, Medjugorie, jeziora Plitwickie i Park 14063993_973385209441012_8758232251623751282_nNarodowy rzeki Krka. Wielość doświadczeń- zarówno wizualnych, zapachowych jak i smakowych sprawia, że trudno to wszystko opisać w kilku słowach. Nie pozostaje mi nic innego, jak z czystym sumieniem polecić Chorwację każdemu, kto nie wie, gdzie pojechać w przyszłym roku na wakacje. Ja na pewno tam wrócę.

   Może koniec z tymi wyjazdami. Trzeba trochę w domu pomieszkać. Ależ skądże- jedziemy dalej. Tym razem moje kroki skierowały się na wschód Polski, a konkretnie do Białej Podlaskiej, gdzie uczestniczyłem w XXIII Kongresie Ekonomistów Rolnictwa i Agrobiznesu. Miałem okazję poznać ciekawe osoby z całej Polski, posmakować tamtejszych smakołyków, między innymi kartaczy, czy sękacza. Ale najciekawszym w tym wszystkim był wyjazd na Białoruś. Miałem wyjątkową okazję przebywać w tym dość ,,egzotycznym” kraju, rządzonym twardą, dyktatorką ręką. Jakież też było moje zdziwienie, gdy po przekroczeniu granicy zobaczyłem piękne europejskie miasto Brześć, z równo przystrzyżonymi trawnikami, czystymi ulicami. Brześć z supermarketami takimi 14291853_984980228281510_2642344602463850938_njak u nas, z radiem, z którego płyną znane piosenki. To był pierwszy z pozytywnych i zaskakujących akcentów. Kolejnymi była wizyta na fermie strusi, gdzie niewątpliwą niespodzianką była możliwość spróbowania jajecznicy ze strusiego jaja oraz kotleta ze strusia (oba dania bardzo pyszne). Brześć to przede wszystkim twierdza brzeska- piękna, powojenna twierdza, z historią zawartą w każdym zakamarku oraz cerkwie i piękny rynek, na którym podziwiać można latarnie, codziennie zapalane przez latarnika. Coś wspaniałego. Białoruskie piwa, wódki i czekolady też niczego sobie.

    I na tym bym zakończył, bo przecież wypadałoby. Ale niestety, to jeszcze nie koniec. Powiedziecie- skąd ten Krysztofiak ma tyle urlopu? A ja na to- pracuję na uczelni :) . Co ja na to  poradzę, że mój pracodawca jest tak łaskawy i daje mi tyle wolnego. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Dlatego też w te wakacje, odwiedziłem jeszcze trzy polskie miejscowości- Wrocław, Gniezno i Warszawę (dwie ostatnie w połączeniu z Krakowem dają szlak polskich stolic). Wszystkie piękne i ze swoim urokiem. Wrocław- perła Dolnego Śląska. Z krasnalami, rynkiem, kamieniczkami, Ostrowem Tumskim, Panoramą Racławicką, Sky Tower i zoo- urzeka swoim pięknem, harmonią, oraz niemieckim ordnungiem. Gniezno z Katedrą, ryneczkiem, jeziorkiem sprawia, że człowiek 14502684_1003127609800105_9119006666254578588_npowraca do czasów, kiedy Polska się zaczęła. A Warszawa? Ach Warszawa! Zapierająca dech w piersiach europejska stolica z biurowcami, starymi kamieniczkami, Zamkiem Królewskim, Wisłostradą, Stadionem Narodowym, metrem czy w końcu Pałacem Kultury i Nauki. Byłem w Warszawie tylko 3 dni. O 3 dni za mało. Na pewno tam wrócę, bo przecież przede mną jeszcze tyle do zwiedzenia.

    I teraz naprawdę już koniec z podróżowaniem. Czas wrócić na ziemię i zabrać się do pracy. W końcu rozpoczął się nowy rok akademicki. W końcu mogę zacząć normalnie pracować oraz marzyć o kolejnych wakacjach.

Zimny jak piec

90133   Przebiegły jak lis, wolny jak żółw, wściekły jak osa, czy uparty jak osioł, to wyrażenia znane niemal każdemu. Doskonale wiemy, co one oznaczają i jaką wiązkę emocji za sobą niosą. Występują one w potocznej mowie, w której to często ludzie posługują się porównaniami. Sprawiają one też wiele kłopotu obcokrajowcom, będąc dla nich swoistymi idiomami, które bardzo trudno zrozumieć. I zgodnie z tym, co przed chwilą napisałem tytuł tego artykułu powinien być zupełnie inny. Bo przecież piec zgodnie ze swoją naturą musi być ciepły, wręcz rzekłbym gorący. W moim tytule jednak jest on zimny, jak lód. Już spieszę z wyjaśnieniami, dlaczego tak jest.

   Powiedzenie ,,zimy jak piec” można by rzec, zostało poczęte podczas mojego ostatniego weekendowego wyjazdu do Gdańska. A wszystko to za sprawą Karoliny, która podczas naszej podróży pociągiem wspomniała, że chciałaby zobaczyć piec kaflowy, w którym nigdy nie palono. Jej wypowiedź wywołała w nas wielkie rozbawienie, ale także i rozpaliła ciekawość, bo przecież na co dzień nie ma się kontaktu z takim zjawiskiem wyposażenia mieszkania. Dlatego też po przybyciu do Gdańska wszystkie nasze myśli były skierowane ku Dworowi Artusa, w którym to znajduję się owy cud. Jego historia sięga roku 1545, kiedy to Georg Stelzner pobudował ten oto najwyższy w Europie- 11 metrowy piec, który składa się z 520 pięknie wykonanych kafli, na których znajdują się podobizny ówczesnych najwybitniejszych władców europejskich. Powiem Wam Drodzy Czytelnicy, iż zrobił on na mnie duże wrażenie i mimo, iż nigdy w nim nie palono, rozpalił we mnie zainteresowanie do poszukiwania  podobnych, ciekawych obiektów na terenie naszego kraju.

   Sam posiadam w domu piec kaflowy, który zimą sprawia, że życie staje się lepsze, bo przecież wracając zmarzniętym można się do niego przytulić, położyć na nim stopy i z kubkiem ciepłego kakao w ręce czerpać z niego przyjemne ciepło.

   Ktoś by powiedział, że takie niby nic- a jednak cieszy. Tyle razy byłem w Gdańsku, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, aby wejść do Dworu Artusa, który jest jednocześnie Domem Ekonomisty- więc tym bardziej powinienem tam wejść- żeby zobaczyć, jak wygląda on od środka. A tu taka niespodzianka :) .

   I w tym momencie sprawdza się przysłowie, mówiące o tym, że cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie :) .

Praga-Chiny w trzy godziny

praga   Witajcie Drodzy Czytelnicy po bardzo długiej przerwie. Cieszę się, że nareszcie znalazłem czas i mogę podzielić się z Wami moją twórczością. Przez minione tygodnie tyle się w moim życiu działo, że nawet dziesięć wpisów nie oddałoby tych wszystkich emocji, których miałem okazję doświadczyć przez ostatnie kilkadziesiąt dni. Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami moimi wrażeniami związanymi z podróżami do dwóch europejskich stolic- Pragi i Brukseli. Tak więc zapnijcie pasy i jedziemy :) .

   Pierwszym przystaniem w naszej podróży będzie malownicza czeska Praga. Miasto położone nad rzeką Wełtawą, które każdego roku przyciąga, dzięki swojemu uroki, rzesze turystów. Jej pełna ciekawych wydarzeń historia, zabytki, które zachowały się po dziś dzień, czy w końcu jedne z najlepszych na świecie piw, sprawiają, że każdy, kto raz do niej przyjechał, chce tam powrócić- ja też dałem się omamić jej urokiem. Plac Wacława, Wzgórze Wyszehradzkie z przepięknym kościołem p.w. świętych apostołów Piotra i Pawła oraz zapierającą dech w piersiach panoramą, która to wynagradza wysiłek, jaki trzeba było włożyć w pokonanie dużej ilości schodów prowadzących na szczyt. No i oczywiście przepiękne uliczki, których powab jest dopiero najfajniejszy podczas wieczornego spaceru. To mamy dopiero pierwszy dzień, a gdzie tu reszta. most_karola
Oczywiście Praga, to przede wszystkim Hradczany, z okazałym zamkiem, przed którym to dochodzi do uroczystej zmiany warty oraz katedrą świętego Wita. To także  Mala Strana, Tańczący Dom,  Złota Uliczka, czy znany wszystkim most Karola, po którym to przechadzają się tłumy ludzi. Warto także pojechać kolejką linową na wzgórze Petrin, gdzie znajduje się praska wieża Eiffla oraz odwiedzić znajdujący się na nim gabinet luster, w którym to każdy, ale to każdy nadwyręży sobie mięśnie brzucha od śmiechu. Z własnego doświadczenia wiem, że warto w Pradze puścić wodze fantazji i odejść od zaplanowanych miejsc do zwiedzania i iść tam, gdzie nogi niosą, bo wówczas można odkryć wiele ciekawych, a niezaznaczonych na mapie miejsc, które są bardzo urokliwe. I oczywiście należy do czeskiej stolicy jechać w doborowym towarzystwie, bo wówczas to wszystko jest o połowę lepsze :) . Bez Marysi, Ilony, Agnieszki, Martyny, Anety, Kingi oraz Michała, ten wyjazd nie byłby taki sam. Aha, muszę dodać, że Praga pozwala także poznać nowe, ciekawe osoby, z dalekich stron. My mieliśmy okazję nawiązać znajomość z bardzo sympatycznym Japończykiem, o imieniu Masa, dzięki któremu mogliśmy wykazać się zdolnością posługiwania się językiem obcym :). Masa, dzięki spotkaniu z nami poznał, czym jest polska gościnność oraz posmakował polskiej wódki, która o dziwo, bardzo mu przypadła do gustu :).

parlament   Po niespełna 3 tygodniach od powrotu z Pragi, znów przyszło mi wsiąść do autobusu i po 12 godzinach podróży znaleźć się w innej europejskiej stolicy, tym razem w Brukseli. Pomyślicie sobie, że ten Krysztofiak to ma chyba za dużo pieniędzy. W niespełna dwa miesiące był w Paryżu, Pradze i Brukseli. Dlatego też spieszę z wyjaśnieniami, że nie okradłem banku, nie wygrałem w Lotto, ani też nie odziedziczyłem spadku po bogatej ciotce z Ameryki. Do Brukseli pojechałem dlatego, że biorę udział w projekcie realizowanym przez moją uczelnię, który finansowany jest przez Unię Europejską i zakłada udział w warsztatach i szkoleniach, staż zawodowy oraz wyjazd studyjny. Jednym z możliwych był właśnie ten do Brukseli, który to też wybrałem. Dzięki staraniom władz wydziału Ekonomiczno-Społecznego mogliśmy odwiedzić Parlament Europejski, Komisję Europejską, instytucje związane z europejskim rolnictwem oraz brać udział w posiedzeniu jednej z komisji Parlamentu. Największe jednak wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z panem profesorem Jerzym Buzkiem, byłym Przewodniczącym Parlamentu Europejskiego oraz z panią doktor Krystyną Łybacką, która jako europosłanka zajmuje się kwestami związanymi z edukacją. Możliwość zobaczenia tych osób z bliska, wysłuchania ich, dowiedzenia się wielu ciekawych rzeczy związanych z funkcjonowaniem unijnych instytucji oraz możliwość zadania pytania, na które otrzymałem satysfakcjonującą mnie odpowiedź, było czymś wyjątkowym. komisja
Dlatego też, z tego miejsca pragnę powiedzieć wszystkim młodym osobom, aby zawsze, kiedy mają taką możliwość, brały udział w wyjazdach, spotkaniach, pogadankach, które są organizowane przez szkoły, uczelnie czy inne organizacje. Dają one oprócz wiedzy także i wyjątkowe doświadczenia, które pozostają w nas na całe życie.

   I tak jeszcze na sam koniec. Był już Paryż, była Praga, była też i Bruksela. Teraz na deser, na zakończenie mojego okresu studiów i tegorocznego zwiedzania europejskich stolic, zostaje mi jeszcze Warszawa. Tak więc: DO ZOBACZENIA W WARSZAWIE. A potem oczywiście czekajcie na blubry o Warszawie :) .

Francja Elegancja

   1035049-paryzZakochani mówią, że maj to najpiękniejszy miesiąc. I ja się z tą opinią całkowicie zgadzam :) . Wiosna tak na poważnie budzi się do życia. Drzewa obsypane są pełnymi zieleni liśćmi, ptaki głośniej i radośniej śpiewają, trzymający się za ręce chłopacy i dziewczyny wychodzą na ulicę, aby cieszyć się sobą i tym, co ich otacza. Maj jest też miesiącem, w którym to na poważnie zaczyna się sezon grillowy, sezon na studenckie święta zwane Juwenaliami oraz sezon na rowerowe czy piesze wycieczki. Wycieczki, właśnie wycieczki, to o nich chcę dzisiaj napisać. A konkretnie o jednej z nich, którą miałem okazję odbyć kilka dni temu. Chcę Wam dzisiaj opowiedzieć o moim wypadzie do Paryża.

   Przyznam Wam się, że zakochałem się w Paryżu. To miasto, tak mnie urzekło, że nie potrafię o nim zapomnieć. Jest w moich myślach i nie chce wyjść. Na samo wspomnienie w moim brzuchu zaczynają latać motyle, a to chyba przecież objaw zakochania :) . Ale zacznijmy od początku. Spędziłem w Paryżu cztery wspaniałe dni. Jednak aby do Francji móc się dostać musiałem prawie 24 godziny posiedzieć sobie w autobusie i z jego okien podziwiać piękno naszego kraju oraz uroki zachodnich sąsiadów: Niemiec i Francji. 12.07.2003 FRANCJA - PARYZ - KATEDRA NOTRE DAME FOT. WOJCIECH MATULSKICo mi się rzuciło w oczy i poniekąd urzekło podczas przejazdu przez te dwa wyżej wymienione kraje? Była to przede wszystkim wspaniała i nie podlegająca dyskusji niemiecka precyzja, objawiająca się polami obsianymi zbożami i rzepakiem wręcz ,,pod linijkę”, wszechobecnym porządkiem, pięknymi zabudowaniami oraz świetnymi drogami. Francja natomiast zaskoczyła mnie niezwykle rozwiniętą infrastrukturą drogową. Tunele, wiadukty, metro, pociągi- to wszystko było tak wspaniałe i równocześnie tak odległe od naszych polskich dróg i mostów. A sam Paryż. Cóż, nie starczyłoby mi dnia, aby to wszystko opowiedzieć. Postaram się jednak pokrótce wszystko Wam przekazać- Drodzy Czytelnicy.

Dzień 1

  391037807_5b35b878ab Zwiedzanie rozpoczęliśmy od przejazdu paryskim metrem. Sam Paryż posiada, aż 14 linii, którymi można dojechać niemal wszędzie. Wychodząc z niego naszym oczom ukazały się zabudowania zamku Palais de Justice, w którym to po wybuchu rewolucji była więziona Maria Antonina. Następnie jednym z 26 mostów Paryża przeszliśmy pod katedrę Notre Dame, gdzie każdy z nas mógł poszukać słynnego dzwonnika :) . Katedra i jej zabudowania są przepiękne. Następnie przeszliśmy całą Dzielnicę Łacińską, która jest od wielu stuleci miejscem bardzo studenckim. To właśnie tam znajduje się słynna na cały świat Sorbona. Pięknymi uliczkami przeszliśmy pod Panteon, gdzie swój grób mają wielcy Francuzi, między innymi Maria Słodowska-Curie- jeden z moich autorytetów. Ze wzgórza świętej Genowefy, gdzie znajduje się grób naszej noblistki przeszliśmy pod najsłynniejsze muzeum świata, czyli Luwr. Luwr urzekł mnie swoimi zbiorami- obrazami, rzeźbami, wszystkim tym, co znamy z książek od historii przy przewodników- z Nike z Samotraki, Wenus z Milo po najsłynniejszą z najsłynniejszych Mona Lisę. Dzień zakończyliśmy przy futurystycznym budynku zwanym Centrum de Pompidou.

Dzień 2

   adrian-reeman-wersal-palac-wiezowiec_img_18959a5a115700fea8aeba1cd5f55d5f_600_0_0_0_0_0_ffffff_0_ad717Mimo padającego deszczu i dość nieprzyjemnej aury z uśmiechami na ustach udaliśmy się do oddalonego o 40 kilometrów od Paryża- Wersalu, który od czasów króla Ludwika XIV był siedzibą władców Francji. Ten zabytkowy kompleks pałacowy zauroczył mnie swoją okazałością. Sale, komnaty i inne pomieszczenia pełne były pięknym obrazów, ściany pokryte były różnymi malowidłami, wyposażenie poszczególnych pokojów przytłaczało swoim bogactwem i przepychem. Nic dziwnego, że biedny lud Paryża zbuntował się i wywołał Rewolucję. Burboni mieszkali bowiem w  pełnym złota pałacu, w którym wszystko było idealne. Nie było nam jednak dane rozkoszować się pięknem wersalskich ogrodów, gdyż z nieba padał dość obficie deszcz. Dlatego też wyjechaliśmy z Wersalu z poczuciem, że trzeba tu jeszcze kiedyś wrócić. Tego dnia, też po raz pierwszy z bliska było nam dane oglądać słynną wieżę Eiffla. Dzień zakończyliśmy obfitującym w wizualne przeżycia rejsem po Sekwanie. Oglądanie zabytków stolicy Francji z perspektywy stateczku, przepływanie pod wspaniałymi mostami było czymś, czego nie da się opisać, to po prostu trzeba przeżyć.

Dzień 3

  paryz_luk_triumfalnyPrzedostatni dzień rozpoczęliśmy od zobaczenia z okien autobusu najnowocześniejszej dzielnicy Paryża- zwanej La Defense, na której to znajduje się jeden z trzech paryskich łuków, postawiony w 1989, w dwusetną rocznicę zdobycia Bastylii- Łuk La Grande Arche. Następnie udaliśmy się pod paryską operę, ufundowaną przez Napoleona III, pod którą to kończył swój marsz pochód, który 1 maja zawsze przechodzi ulicami Paryża. Dowiedzieliśmy się także, dlaczego na każdym rogu ulicy w tym dniu można kupić bukiety konwalii. Można je nabyć dlatego, że w tym dniu Francuzi obdarowują nimi wszystkich tych, których kochają. Spod opery udaliśmy się na plac Vendome, gdzie znajduje się pierwszy sklep Coco Chanel, mieszkanie w którym umarł Fryderyk Chopin, statua Napoleona oraz najdroższy hotel w Paryżu- z którego to w swoją ostatnią drogę wyruszyła księżna Diana- Hotel Ritz. Następnie udaliśmy się pod budynek Comedie  Francaise  oraz Hotel Regina, gdzie przebywał Władysław Sikorski. Spod hotelu przeszliśmy ogrodami Tuilleries- przylegającymi bezpośrednio do Luwru- na plac Concorde, czyli Plac Zgody, na którym to w roku 1789 postawiono gilotynę.studencki_sylwester_w_paryzu_2 Z placu idąc przez Pola Elizejskie udaliśmy się na most Aleksandra III- jeden z piękniejszych mostów Paryża, który jest symbolem przyjaźni francusko-rosyjskiej a następnie pod Łuk Triumfalny. Spod niego ruszyliśmy dalej, aby udać się już autobusem do najbardziej paryskiej z paryskich dzielnic- dzielnicy Montmarte. Tam zobaczyliśmy znany na cały świat kabaret Moulin Rouge oraz Plac Pigalle- na którym niestety, nie było kasztanów, które panna Zuzanna najbardziej lubi jesienią. Dalej idąc ulicą Lepic przeszliśmy pod dom Vincenta van Gogha i dalej ruszyliśmy na szczyt Montmarte, gdzie wznosi się przepiękna bazylika Sacre Coeur, z której to schodów rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama Paryża.

Dzień 4

   Sacre_Coeur_Paryz_Francja_01Ostatni dzień naszej podróży po Paryżu rozpoczęliśmy od wjazdu na słynną wieżę Eiffla, z której to rozciąga się wspaniały widok na stolicę Francji. Konstrukcja stworzona niemal 100 lat temu budzi zachwyt i podziw wszystkich zwiedzających. Spod wspaniałej wieży udaliśmy się paryskimi bulwarami znajdującymi się nad Sekwaną,  pod jedyny w Paryżu pomnik naszego wieszcza narodowego- Adama Mickiewicza oraz tunel, gdzie zginęła  w tragicznym wypadku samochodowym księżna Diana. Następnie udaliśmy się na przepyszny, bardzo francuski obiad :) , po  którym to z bólem serca i łzami w oczach po raz ostatni przejechaliśmy się paryskim metrem, które zawiozło nas do autobusu, którym to wróciliśmy do naszej kochanej ojczyzny.

   Mógłbym tutaj pisać i pisać i pisać, że na pewno znudziłoby Wam się czytanie tego. Na tym jednak poprzestanę i powiem, że warto wybrać się do Paryża. Warto odwiedzić to miasto. Warto się w nim zatracić. Ja już teraz wiem, że nie był to mój ostatni pobyt w Paryżu. Jest jeszcze tyle do zobaczenia, tyle do przeżycia, tyle do odkrycia.turystyka-francja-paryz-05

 Jednak nie byłoby tak wspaniale, gdy nie towarzystwo, z którym przyszło mi podróżować. Z tego miejsca dziękuję mojej kochanej cioci Bożenie, z którą do już trochę tej Europy zwiedziłem, dziękuję pani Reginie, bez której ten wyjazd nie byłby tak sympatyczny oraz dziękuję reszcie uczestników, którzy pochodzili z całej Polski. Tak wspaniała grupa rzadko się zdarza. Dzięki Wam było mi tam, jak w domu :) .

W górach jesteśmy bliżej nieba…

100_5207   Każdy człowiek potrzebuje chwili odpoczynku. Pomiędzy kolejnymi lekcjami są przerwy, w pracy mamy wolne na śniadanie, a i przecież podczas domowej krzątaniny jest także czas na kawę. Czasami jednak potrzebny jest dłuższy odpoczynek, który umożliwi nam zregenerowanie sił, powrót do zdrowia, czy tak po prostu, da czas na przemyślenie wielu ważnych spraw. Jedni spędzą te chwile w domowym zaciszu, inni będę chcieli odpocząć słuchając szumu fal, a kolejni uciekną od miejskiego zgiełku i zaszyją się gdzieś w lesie. I tutaj pojawia się pytanie, gdzie ja najlepiej odpoczywam? Po moim ostatnim tygodniu, muszę z ręką na sercu stwierdzić, że najlepszym dla mnie miejscem na wypoczynek są góry.

   Góry bowiem są takim miejscem, gdzie możemy usłyszeć samego siebie. Gdzie możliwe jest zobaczenie tego, co dzieje się w naszym życiu w zupełnie w innym świetle. Gdzie to, co było dla nas ważne i pierwszorzędne, nagle przestaje być priorytetem i staje się czymś, bez czego można jednak żyć. W górach człowiek dostrzega, że nie jest100_4701 pępkiem świata, że w porównaniu z nimi jest malutki, niczym mrówka. Góry uczą go bowiem pokory. Pokory, która poniekąd rodzi się ze zrozumienia słabości i kruchości swego ciała. Ze zrozumienia, że aby coś osiągnąć, trzeba mozolnie wspinać się cały czas pod górę, że trzeba iść mimo, iż do celu jeszcze daleko. Że trzeba iść po wyznaczonym szlaku, bo inaczej można zejść na manowce, że trzeba pamiętać o podstawowych zasad, bez których udanie się w góry nie jest możliwe.

   Chodząc po górach, podziwiając krajobrazy, upajając się pięknem przyrody, możemy dostrzec jak wielu rzeczy jeszcze nie doceniamy. Możemy odkryć, że tak na co dzień, to nie nie za bardzo zastanawiamy się nad swoim życiem, jego przebiegiem, podejmowanymi decyzjami. Góry uświadamiają nam, że każdy stawiany krok ma znaczenie, że niewłaściwie wybrany szlak, czy źle położona stopa na kamieniu, może nas zaprowadzić nie tam, gdzie chcemy lub może zakończyć nasz ziemski żywot. Góry pokazują nam, że często nie dostrzegamy piękna otaczającego nas świata, że narzekamy na wszystko, co nas spotyka, że nie potrafimy cieszyć się z małych rzeczy. Udanie się na górski szlak pokazuje, jak piękne jest to, co jest dookoła nas, jakie wielkie rzeczy uczynił dla nas Wszechmogący. Dostrzegamy wówczas piękno lasu, kamienistej drogi, drzew, cicho szemrzącego potoku czy spadającego z gór wodospadu.

   100_5149Stając pod górą widzimy, że czeka nas długa droga, że często będzie ona kamienista, stroma i niebezpieczna, że na niej będzie wiele niedogodnych sytuacji, niebezpieczeństw. Ale będąc już na szczycie możemy być dumni z samych siebie, możemy cieszyć się, że pokonaliśmy ten trudny dystans, że weszliśmy mimo bólu nóg, wyczerpania.  Możemy wówczas spojrzeć na świat z innej perspektywy. Nie musimy zadzierać głowy wysoko, aby ujrzeć górę. Możemy z podniesionym czołem spoglądać przed siebie i za horyzontem dostrzegać nowe czekające nas wyzwania. Jednak, aby to wszystko móc zobaczyć trzeba ubrać plecak i podjąć wyzwanie. Bo wszystko, co piękne i wzniosłe rodzi się w bólach. Chcą coś osiągnąć trzeba wyruszyć w trudną drogę, trzeba każdego dnia pokonywać samego siebie i z odwagą stawiać kolejny krok, mimo zmęczenia i zniechęcenia. Mimo tego, iż do celu jeszcze daleko….

Cudze chwalimy, swego nie znamy

1620947_821333221245249_7222016339631649896_n  Na świecie są różne piękne miejsca. Grecja, Hiszpania, Indonezja, Włochy, Argentyna i wiele, wiele innych państw posiada walory przyrodnicze i kulturowe, które przyciągają turystów z całego świata. Każdego roku wielu ludzi opuszcza swoje rodzinne strony i udaje się na wakacje za granicę, chcąc zobaczyć, to co mają im do zaoferowania inne kraje. My Polacy zwykliśmy mówić, że lepiej jest więcej zapłacić za urlop, gdzie pogoda jest pewna, niż spędzać, go u nas, gdzie bywa z nią różnie. Może i jest w tym trochę racji. Osoby lubiące kąpiele słoneczne i te w ciepłym morzu na pewno w Polsce ich nie uraczą. Ale przecież i nasza ojczyzna ma swoje walory, o których przekonałem się  także ja podczas ostatniego weekendu.

  Gdańsk, Gdynia i Sopot- czyli znane wszystkim Trójmiasto było obiektem mojej ostatniej eskapady. Ale żeby była ona udana, nie mogłem przecież wybrać się tam samotnie. Zabrałem ze sobą, albo jak kto woli, zostałem zabrany przez trzy urocze dziewczyny- Agnieszkę, Martynę i Ilonę. Bez nich na pewno nie byłoby tak miło :) . Ale przejdźmy do sedna rzeczy. Te trzy, ale jakże intensywne dni uświadomiły mi, że jest tyle rzeczy o których nie mam pojęcia, i których na co dzień nie doceniam. Po pierwsze muszę mimo wszelkich narzekań na wiecznie spóźniające się pociągi, tłok, brud, czy szybkość przejazdu, pochwalić nasze PKP. Podróż do Sopotu i z powrotem należała do jednej z lepszych, którą odbyłem naszymi pociągami. Pokazała mi ona, jak wiele się zmieniło na polskiej kolei, jak w dobry sposób wykorzystywane są pieniądze pochodzące z funduszy Unii Europejskiej. Nowe, funkcjonalne dworce, piękne perony, poczekalnie, nowe tory czy wagony, to wszystko, czym możemy się pochwalić i z czego możemy być dumni. Ale to przecież nie koniec. Szybka Kolej Miejska w Trójmieście i  jego okolicach, nowe, ekologiczne trolejbusy i autobusy, to też coś, co ułatwia życie mieszkańcom oraz turystom, czyniąc nadmorskie miejscowości jeszcze bardziej atrakcyjnymi. Odrestaurowane kamienice, kościoły, rynki, parki, pomniki, mola, promenady i wiele, wiele innych rzeczy, o których można byłoby tutaj pisać i pisać, a które sprawiają, że serce rośnie, gdy się na nie patrzy. Jakby rzekł Poeta z ,,Wesela” Stanisława Wyspiańskiego: ,,a to Polska właśnie” ! Mamy mnóstwo pięknych miejsc, które naprawdę zasługują na naszą uwagę, którymi możemy pochwalić się. Nie narzekajmy, że u nas tak brudno, szaro i nieciekawie. W rzeczywistości tak nie jest! Wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć, a zobaczymy wiele atrakcyjnych miejsc. A zacząć powinniśmy od swojego najbliższego otoczenia. Spróbujmy, bo warto :) .

 Ja tymczasem, pełen pozytywnej energii po cudownym weekendzie w Trójmieście polecam wszystkim takie wycieczki po Polsce. Zwiedzajcie, poznawajcie, odkrywajcie i chwalcie, to co nasze, co polskie. Bo jak mawiał poeta Stanisław Jachowicz ,,cudze chwalimy, swego nie znamy, sami nie wiemy, co posiadamy”.