Wyjdź!

psalm37   Już niewiele czasu zostało nam w tym tegorocznym Wielkim Poście. Jeszcze tylko kilkanaście dni i wejdziemy w najpiękniejszy czas w roku- w Wielki Tydzień, w którym to każdy dzień jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Jednak zanim się to stanie, chciałbym abyśmy powrócili do tego, co już było.

   Chciałbym abyśmy powrócili, do Słowa Bożego, jakie usłyszeliśmy w II niedzielę Wielkiego Postu. Wtedy to został odczytany fragment z Księgi Rodzaju, w którym Bóg mówi do Abrama ,,wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który Ci ukażę”. To krótkie zdanie zawiera w sobie treść, która sprawia, że nie możemy przejść obok niej obojętnie. Abram, późniejszy Abraham nie pozostał głuchy na wezwanie Pana Boga. Zostawił wszystko i poszedł. Zaryzykował i dzięki temu dał początek Narodowi Wybranemu, z którego później wyszedł Mesjasz- Jezus. TAK wypowiedziane przez Abrama było początkiem. A ile razy my mówimy Bogu TAK? Ile razy jesteśmy w stanie dla Niego zaryzykować wszystko?

   Czasy, w których przyszło nam żyć nie należą do łatwych. Mimo, iż mamy praktycznie wszystko, to tak naprawdę nie mamy nic. Pieniądze, sukces, sława, to rzeczy, o które dzisiaj walczy się w wielkich korporacjach, to rzeczy, o których marzy młody człowiek. Ale czy tak naprawdę one są sensem życia? A jeśli Bóg wymaga od nas czegoś innego? Czegoś, co w oczach świata jest nieciekawe, czegoś, co wydaje się głupie, czegoś co sprawi, że nasze życie zmieni się diametralnie? Przecież Abram miał gdzie mieszkać, miał swoje określone zajęcia, żył spokojnie w swojej miejscowości. A mimo to zaryzykował. Pozostawił to wszystko i poszedł. Nie wiedząc tak naprawdę, gdzie idzie. Nie znał celu swojej wędrówki. Po prostu rzucił się w przepaść, licząc na to, że Bóg go złapie. I tak też było. Jakże nam brakuje takiego zaufania. Kurczowo trzymamy się tego, w czym obecnie żyjemy. Przecież jest nam wygodnie, ciepło, mamy wszystko, co jest potrzebne. Po co to zmieniać? Nie mamy bowiem pewności, czy nie popełnimy błędu, czy nie odwrócą się o nas koledzy i koleżanki, czy to nie sprawi, że będzie trudniej? Oczywiście może tak być, ale jeśli Bóg ma taki plan, to znaczy, że chce dla nas szczęścia. My musimy tylko zaufać i mimo swoich obaw i lęków powiedzieć Mu TAK. Ile razy w tym Wielkim Poście zrobiliśmy coś, co było przeciwko nam, co wymagało od nas wysiłku i odrzucenia własnych pragnień i potrzeb? Czy potrafiliśmy wtedy powiedzieć: a może Bóg tego chce? A może Bóg chce przez to mi coś powiedzieć? Musimy pamiętać, że nic nie dzieje się przypadkiem. Bóg zazwyczaj działa bardzo delikatnie i intymnie. My musimy tylko to dostrzec. Spróbujmy to zrobić. Zaufajmy.

   Wykorzystajmy jeszcze te kilka dni Wielkiego Postu na refleksję nad naszym zaufaniem Bogu. Nad mówieniem Mu częściej TAK. Oby w Wielkanocy poranek zmartwychwstały Chrystus usłyszał tylko jedno, jedyne zdanie: oto ja, poślij mnie bym czynił Twoją wolę.

Znachor pilnie potrzebny

1465727292_nvkjyf_600   Żyjemy w czasach, w których medycyna stoi na bardzo wysokim poziomie. Lekarze na całym świecie dokonują bardzo skomplikowanych operacji, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były w sferze nierealnych mrzonek, a teraz są wykonywane bez większego problemu. Potęga ludzkiego umysłu jest naprawdę wielka. Jednak ja dzisiaj nie chcę poświęcać mnogości zdań peanom na cześć dziedziny wiedzy, której w mitologii greckiej patronuje Eskulap, ale chciałbym trochę poblubrzyć o praktykach znachorski. A mianowicie o jedynym znanym mi znachorze nazwiskiem Kosiba.

   Antoni Kosiba a raczej należałoby rzecz profesor Rafał Wilczur jest bohaterem dwóch książek Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Książek, które skradły moje serce, i które wywarły duży wpływ na moje życie. Zarówno ,,Znachor”, jak i ,,Profesor Wilczur” są powieściami ponadczasowymi, które niosą w sobie bardzo ważne przesłanie dla ludzi każdej epoki i każdego stanu. Pokazują różnych bohaterów, problemy, z którymi się spotykają i wybory, których dokonują. Zarówno te szlachetne, jak i te nie licujące z człowieczeństwem. Mimo, iż opisane przez autora wydarzenia dzieją się niemal 100 lat temu, nic od tamtej pory nie zmieniło się w ludziach. Nadal na świecie istnieją tacy, którzy potrafią być szlachetni, którzy przedkładają dobro innych ponad swoje, którzy wybaczają wyrządzone im krzywdy, dla których nie liczy się zamożność portfela, ale osoba ludzka, którzy potrafią dostrzec piękno i dobro, w tych, których wszyscy odrzucili, którzy potrafią wyświadczać bliźnim dobro nie oczekując żadnej zapłaty. Do takich właśnie osób należy tytułowy Znachor- Antoni Kosiba. Jego życie i czyny pokazują, że można być dobrym, nawet wtedy, gdy wydawać by się mogło, że nie jest to wskazane, że życzliwy uśmiech prostego chłopa, któremu uratowało się życie jest po stokroć więcej wart niż tysiące płacone przez zamożnych pacjentów lecznicy. Pokazują, że czasami trzeba wszystko stracić, aby zobaczyć, co tak naprawdę w życiu się liczy, że nie zawsze sukces, sława i pieniądze są najlepszym lekarstwem na problemy. Profesor Wilczur jest przykładem wyjątkowego człowieka, wręcz ideału, do którego każdemu z nas jest daleko, ale do którego każdy z nas powinien dążyć. Myślę, że więcej w nas jest profesorów Dobranieckich, doktorów Pawlickich czy państwa Czyńskich, którzy próbują pokazać, że to oni są pępkiem świata, a którzy nie potrafią dostrzec, że drugi człowiek, to nie przedmiot, ale podmiot. Ja osobiście jestem zakochany zarówno w obu powieściach, jak i ekranizacji ,,Znachora” w reżyserii Jerzego Hoffmana, którą zawsze oglądam, gdy jest wyświetlana w telewizji. Mimo, iż prawie cały film znam na pamięć, to zawsze z dziecięca ciekawością po raz kolejny siadam i upajam się światem, w którym żyje Antoni Kosiba, który jak sam powtarza ,,nie pomaga biednym ani bogatym, ale pomaga ludziom”. I tego sobie i Wam- Drodzy Czytelnicy życzę, abyśmy zawsze w życiu dokonywali takich znachorskich wyborów.

P.S. Wszystkim, którzy jeszcze nie czytali a tym bardziej nie wiedzieli ,,Znachora” gorąco polecam nadrobienie. Zobaczycie, że warto poświecić ten czas na poznanie przygód Antoniego Kosiby albo jak kto woli profesora Rafała Wilczura.

 Wielką Miłość w żłobie położono, na sianie,

gdyż w gospodzie miejsca dla Niej nie stanie.

Położono obok krów, osłów i koni,

wśród ryku, krzyku i nieprzyjemnej woni.

Dziecko złożono w miejscu, gdzie zwierzęta mają dom,

choć Ono u Ojca miało ciepło, berło i tron.

Zamiast kołderki miało chustkę matczyną.

Tak to już było z tą Bożą Dzieciną…

Niech te święta będą przepełnione miłością płynącą z betlejemskiego żłóbka.

Niech każdy doświadczy radości ze spotkania Jezusa
obecnego w drugim człowieku.

Niech każdy odnajdzie spokój, radość, ciszę.

Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia

1_swieto-swietej-rodziny-jezusa-jozefa-i-maryi-29122013