Sieroty

o-jan-gora-op-fot-lednica2000   Bóg zaskakuje nas każdego dnia. Kto by się spodziewał, że w ostatnim tygodniu Adwentu, na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, zrobi nam taką niespodziankę. A jednak. Śmierć ojca Jana Góry była dla nasz wszystkich szokiem. Sprawiła, że każdy z nas zatrzymał się na chwilę, oderwał od lepienia pierogów, pieczenia pierników czy robienia zakupów i przystanął, aby zapytać: dlaczego?

   Pytanie jak najbardziej zrozumiałe, bo przecież stało się to tak nagle. Twórca spotkań młodzieży nad jeziorem Lednickim, odszedł w najmniej przez wszystkich oczekiwanym momencie. Odszedł przez jubileuszowym- XX już spotkaniem młodzieży na Lednicy, przed celebracją 1050 chrztu Polski oraz przed wydawałoby się najważniejszym- Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Odszedł tak jak żył- w pośpiechu. Odszedł podczas sprawowania Mszy Świętej- najlepszego z najlepszych spotkania z Jezusem. Pozostawił wielką pustkę, której nie uda się łatwo zapełnić.

   Boże plany są dla nas niezrozumiałe. Nasz Stwórca jednak ma wobec całego świata i każdego z nas konkretny plan. Przez takie właśnie wydarzenia- chociaż z ludzkiego punktu widzenia mogłoby ono się wydawać dramatyczne- chce nam coś powiedzieć. Chce nas zmusić do refleksji. Zadumy nad własnym życiem, nad sposobem jego przeżywania. Ojciec Jan był i będzie przykładem tego, że nigdy nie należy się poddawać, że nigdy nie należy oddawać się marazmowi, że każdego dnia trzeba stawać do walki ze samym sobą, z własnymi wadami i grzechami. Był przykładem, że przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie można wszystko, bo przecież to On nas umacnia, to On jest Panem naszego życia. Doskonale to wiedział. Starał się tego uczyć młodzież. Starał się wychowywać ich w duchu nauczania świętego Jana Pawła II. A młodzież- mimo iż zagubiona- zawsze odpowiadała na jego wezwanie. Stawiała się nad jeziorem Lednickim, aby o zmierzchu, w pierwszą sobotę czerwca, wybierać Chrystusa. Będzie tak robiła nadal. Bo przecież ojciec Jan nie odszedł tak na 100%. Pozostała po nim wielka spuścizna, która na pewno będzie zagospodarowana. Ziarno nie wyda plonu, nim wcześniej nie obumrze. Ofiara z życia nigdy nie idzie na daremne. Ojciec Jan jeszcze bardziej złączy się z Lednicą. Stanie się jej stróżem, gdyż zgodnie z ostatnią wolą, jego grób ma znaleźć się właśnie tam, gdzie przez 20 ostatnich lat gromadził tysiące młodych ludzi- na Lednicy.

   Mam świadomość tego, że przyszłoroczne spotkanie młodzieży pod bramą Rybą będzie inne. Nie będziemy słyszeć ojca Jana, który mówi: kocham Was, który mówi, że przez śpiew i taniec również można chwalić Boga. Czasami jednak milczenie jest lepsze od tysięcy słów. Zaduma nad jego życiem, nad tym, co robił i kim był, sprawi, że jeszcze lepiej go poznamy, że poprzez jego przykład mocniej zakochamy się w Panu Bogu. A o to przecież w naszym życiu chodzi- aby każdego dnia na nowo i coraz bardziej zakochiwać się w Bogu.

cZŁOwiek

   pobrany plikLudzie uważają, że piątek 13 jest zawsze dniem pechowym. Tegoroczny był rzeczywiście pechowy. Był najtragiczniejszym dniem w tym roku. Dniem, w którym niewinni ludzie ponieśli śmierć. Śmierć, która była zadana w imię Boga. I tutaj rodzi się pytanie: który Bóg chce, aby w Jego imię pozbawiać życia drugiego człowieka? Odpowiedź jest jedna- żaden.

   Zamach terrorystyczny w Paryżu pokazał nam, że żyjąc w XXI wieku, żyjąc w czasach, które od prawie 70 lat nie były naznaczone wojną, nie możemy czuć się bezpieczni. Pokazał nam, że człowiek jest zdolny do tego- aby w imię wymyślonej przez siebie ideologii, że to Bóg chce, aby ginęli innowiercy- zabijać bezbronnych i niewinnych ludzi. To wydarzenie uzmysłowiło nam, że występujące w wyrazie człowiek, słowo zło, nie jest tam przypadkowo. Ludzka natura jest bowiem zdolna do czynienia rzeczy wielkich, dobrych i wzniosłych, ale także do tworzenia tego, co obrażające, okrutne i straszne. Historia świata jest pełna osób świętych, które swoim życiem i postawą świadczyły o tym, że można żyć w zgodzie z samym sobą, innymi, środowiskiem i Bogiem oraz tych, którzy byli tego zaprzeczeniem. Pełna była tych, którzy w imię wzniosłych ideałów potrafili zabijać, potrafili zastraszać, manipulować i niszczyć to, co przez wielu było kochane. Wydarzenia w Paryżu sprawiły, że wszyscy zaczęliśmy zastanawiać się dokąd zmierza świat. Jeśli przeanalizujemy mszalne czytania na ten właśnie czarny piątek oraz następne dni, możemy zauważyć, że dotykają one sytuacji związanej z końcem świata. Czy Bóg przez te wydarzenia chciał nam coś powiedzieć? Czy chciał abyśmy coś zrozumieli, abyśmy otrząsnęli się ze zła, w którym codziennie się pogrążamy?

   Czy człowiek może usprawiedliwiać swoje czyny wolą Bożą? Czy może zabijać niewinną osobę mając na ustach Allahu Akbar, oznaczające że Bóg jest wielki? Nie może! Żaden rodzic nie żywi się krwią swoich dzieci. Żaden ojciec czy matka nie zabija swojego dziecka, aby samemu żyć. Żaden Bóg nie chce, aby w jego imię ktoś zabijał.

   Czy nadal uważam, że należy pomagać uchodźcom, tym, którzy szukają lepszego życia tutaj w Europie? Tak, nadal uważam, że jako chrześcijanie mamy obowiązek okazywać miłosierdzie. Nie każdy uchodźca to terrorysta, tak jak nie każdy chodzący do kościoła do prawdziwie wierzący. Nie wolno nam skreślać tysięcy ludzi, tylko przez to, że garstka popełniła błąd, tak samo jak nie można oceniać całego Kościoła przez pryzmat grzechów ludzi, którzy go tworzą. To, że ci ludzie uciekają z miejsc, w których mieszkali, jest konsekwencją decyzji wielkich tego świata, którzy tam wywołali wojnę. To przywódcy największych państw świata są współodpowiedzialni za to, co teraz dzieje się w Europie. To oni mają na swoich rękach krew niewinnych ludzi.

  Oby nigdy więcej nie powtórzyła się sytuacja, która miała miejsce 13 listopada w Paryżu. Oby człowiek nigdy nie zabijał drugiego człowieka w imię Boga!  Oby żądza odwetu za wszelką cenę nie była przyczynkiem do wybuchu wojny. Wojny, która może zniszczyć to wszystko, co kochamy!

,,Zło dobrem zwyciężaj”

   Niemal codziennie, każdy z nas drodzy Czytelnicy musi podejmować jakieś wybory. Z samej definicji wyboru wiemy, że aby o nim mówić, muszą występować przy najmniej dwa warianty spośród, których wybieramy. I tak, idąc ścieżką w lesie często dochodzimy do jej rozwidlenia i musimy podjąć decyzję odnoszącą się do kierunku naszej dalszej podróży- w lewo czy w prawo. Robiąc zakupy w sklepie zastanawiamy się, czy kupić jabłka z polskich sadów, czy może wybrać te pochodzące z importu. Nasze wybory są różne. Często zdarza się tak, że żałujemy podjętej decyzji, że uważamy, iż przyniosła ona nam więcej szkód niż korzyści. Ale musimy pamiętać, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że z każdej źle obranej ścieżki można zawrócić, że zawsze istnieje powrotna droga. Doskonale o tym  wiedział bohater mojego kolejnego artykułu- błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko.

   Dlaczego postanowiłem napisać właśnie o tym nietuzinkowym kapłanie? Skłoniło mnie do tego kilka powodów. Pierwszym z nich było powtórne obejrzenie przejmującego filmu Rafała Wieczyńskiego pod tytułem ,,Popiełuszko. Wolność jest w nas”, kolejnym był fakt lepszego poznania osoby i historii tego niezwykłego człowieka, a trzecim i chyba najważniejszym, fakt, że błogosławiony ksiądz Jerzy wraz z świętym Pawłem od Krzyża patronują mojej osobie. W dniu ich wspomnienia liturgicznego, czyli 19 października, obchodzę bowiem imieniny. Jakże wielkie to szczęście mieć tak mocnych orędowników w niebie.

   Ksiądz Jerzy powinien być przykładem dla wszystkich, którzy uważają, że są sytuacje, w których trzeba ulegać silniejszym, w których trzeba popierać to, co w naszym mniemaniu jest niegodne z naszymi przekonaniami (inni nazwą to sumieniem). Powinien być wzorem dla tych,  którzy szukają łatwych kompromisów, które tylko lakonicznie łagodzą powstałe spory. W końcu powinien być autorytetem dla tych, którzy zbyt szybko się poddają, którzy odrzucają miecz od razu po pierwszym uderzeniu przeciwnika, którzy godzą się na zwycięstwo nie zawsze silniejszego przeciwnika. Jego życie i postawa jest wyrazem tego wszystkiego. Mimo tego, iż jak podają źródła w szkole uczył się dość ,,przeciętnie”, to spełnił swoje największe marzenie i idąc za głosem powołania wstąpił, a następnie ukończył  Wyższe Metropolitarne Seminarium Duchowne w Warszawie. Następnie będąc już kapłanem został kapelanem warszawskiej Solidarności i mimo, iż groziły mu represje ze strony władzy ludowej, odprawił dla strajkujących pracowników Huty Warszawa Eucharystię. Następnie zapoczątkował Msze  Święte za Ojczyznę. Mimo, iż nie było to w smak ówcześnie rządzących, przyciągały one rzesze wiernych. Ksiądz Jerzy porywał tłumy swoimi kazaniami, w których wykorzystując nauczanie świętego Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego, upominał się o poszanowanie godności osoby ludzkiej, o wolność i sprawiedliwość społeczną. Jak sam powtarzał ,,walczył ze złem, a nie z jego ofiarami”. Rozumiał, że ludzie, którzy pracowali dla Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej czy Służb Bezpieczeństwa są jego braćmi i siostrami, i mimo iż popełniają błędy, należy im się miłosierdzie. Był na tyle świętym człowiekiem, że zanosił swoim prześladowcom- tym, którzy śledzili go na każdym kroku- termos z gorącą herbatą, gdy oni przez całą noc siedzieli pod plebanią, w której mieszkał. Bo świętość to nie heroizm, ale życie zgodnie z sumieniem. To wszystko, co czynił błogosławiony ksiądz Jerzy doprowadziło go do męczeńskiej śmierci. Śmierci, która była wyrazem słabości władzy i bezsensowności prowadzonej przez nią propagandy, a stała się symbolem siły Kościoła i ludzi, którzy byli wierni słowom księdza Jerzego.

   Czego dzisiaj, 30 lat po swojej męczeńskiej śmierci uczy nas kapelan warszawskiej Solidarności? Myślę, że ksiądz Jerzy, tak jak już wcześniej wspomniałem, powinien być dla nas wzorem determinacji i bezkompromisowości. Współczesnemu człowiekowi, brakuje bowiem własnego zdania i często idzie za głosem tłumu, nie wiedząc samemu, kim jest i w co wierzy. Powinien być dla nas przykładem walki, która mimo, iż wydaje się przegrana, to po latach przynosi owoce. Walki, która uświadamia człowiekowi, że wielokrotnie chodzenie pod prąd jest czymś trudnym, ale skutecznym, szczególnie wówczas gdy wiemy, że wszyscy dookoła nas się mylą. Powinien być autorytetem dla tych, którzy sądzą, że tylko pieniądze, sława, popularność i rozgłos się liczą. To on właśnie mówi, że wystarczy niewiele, aby osiągnąć wszystko. Bo przecież dla człowieka, najważniejszy powinien być drugi człowiek. W końcu pokazuje nam, że zło nigdy nie ma ostatniego słowa, że mimo iż nasze ciało może zostać zniszczone, my zabici, to  wszystko, kim byliśmy i co robiliśmy zostaje i wydaje owoce. Pokazuje, że każdy z nas może zostać świętym.

Ile kosztuje człowiek?

z14320214Q,Pieniadze Idąc każdego dnia do sklepu- spożywczego, kwiaciarni, drogerii czy apteki możemy na półkach spotkać różnego rodzaju produkty opatrzone ceną. Ona prezentuje ich wartość, która wyrażona jest w pieniądzu. To dzięki niemu właśnie możliwe jest dokonywanie płatności za nabyte towary. A czy można wycenić człowieka? Na to pytanie postaram się dzisiaj odpowiedzieć.

  Wydaje mi się, że możliwe jest tylko określanie wartości przedmiotów- ruchomości, nieruchomości, wykonywanej pracy, dzieła. Jednak czy podmiot jakim niewątpliwie jest człowiek podlega oszacowaniu? Dowody świadczą, że tak. Już w starożytności dokonywano sprzedaży niewolników. Oni mieli swoją wartość, za którą byli nabywani przez bogatych kupców czy panów, dla których mieli służyć. Proceder ten miał miejsce w każdej niemal epoce dziejów. Ma miejsce i teraz. Ktoś powie, że przecież samo wynagrodzenie jakie otrzymujemy każdego miesiąca jest niejako ceną jaką pracodawca płaci za pracownika. Tak, ale jest ona odpowiednikiem naszego wysiłku, posiadanych kompetencji czy umiejętności, ale nie wartością samego człowieka. Nie wyobrażam sobie, że musiałbym siebie samego wycenić. Hmmm, byłoby to dość dziwne uczucie, bo bałbym się błędu związanego z niedoszacowaniem bądź  przeszacowaniem. Zastanawia Was zapewne, Drodzy Czytelnicy dlaczego opisuje ten właśnie problem.  Skłoniło mnie do tego zamknięcie tak zwanego okienka transferowego, które dotyczy sprzedaży zawodników grających w piłkę nożną. Z racji tego, że nie jestem fanem gry w nogę, nie wiem  na czym to dokładnie polega, ale sumy jakie tam się pojawiają przyprawiają mnie o zawrót głowy. Bo w czasach, gdy na kontynencie afrykańskim z głodu umierają ludzie, na Ukrainie i w Iraku giną niewinni ludzie, w Zachodnim świecie za przejście piłkarza z jednego klubu do drugiego płaci się bajońskie sumy. I tak jak rozumiem, że piłkarz za to, że gra dostaje wynagrodzenie (jest to przecież jego praca, za którą należy mu się godna płaca), tak nie rozumiem, co mają oznaczać te miliony jakie on i klub otrzymuje za transfer. Tutaj pojęcie ceny podmiotu czyli człowieka jest jak najbardziej wskazane.

  Czy te gigantyczne sumy nie lepiej byłoby przeznaczyć na pomoc ludziom w Afryce? Ile szkół, szpitali, studni udałoby się za nie wybudować? Ile domów na Ukrainie czy w Iraku dałoby się za te pieniądze na nowo postawić? No ale tak już jest skonstruowany nasz świat, że gdy inni się bawią i wydają pieniądze na prawo i lewo, drudzy nie mają za co nakarmić swoich dzieci….