Mądrości papieża Franciszka

pobrany plik Papież Franciszek chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Jego prośba, którą skierował w pierwszą niedzielę września, podczas modlitwy Anioł Pański, do wszystkich parafii, sanktuariów, zakonów i wspólnot, była i jest bowiem najlepszą i najmądrzejszą, którą, jak do tej pory, udało się wystosować jakiemukolwiek z władców tego świata- do których biskup Rzymu niewątpliwie należy. Nie był potrzebny nadzwyczajny szczyt państw należących do Unii Europejskiej, nie było potrzebne spotkanie premierów czy prezydentów krajów Europy Zachodniej, przepełnione blaskiem kamer, fleszami aparatów, sztucznymi uśmiechami czy uściskami dłoni, aby powiedzieć, co należy zrobić, aby rozwiązać kwestię uchodźców w Europie. Wystarczyło, aby Ojciec Święty odwołał się do sumień ludzi wierzących, do drzemiącego w nich dobra, do wzajemnej solidarności i przede wszystkim do ich miłości bliźniego.

   Ktoś powie, że naszym zadaniem nie jest zajmowanie się sprawami uchodźców, że przecież sami mamy mnóstwo swoich własnych problemów. Tak, zgadza się- mamy je. Jednak nasze problemy przy ich cierpieniu są niczym. Oni doświadczyli dramatu wojny, doświadczyli cierpienia związanego ze zniszczeniem ich domów, ze śmiercią najbliższych z utratą wszystkiego, co było im drogie. Poprzez ucieczkę z kraju ogarniętego chaosem i rządzonego przez fanatyczną grupę ludzi, chcieli zakończyć swoje przepełnione bólem i płaczem życie, chcieli zacząć żyć na nowo, jak ludzie. W tym miejscu wypadałoby zapytać babcię, czy dziadka, czy i oni podczas II wojny światowej nie mieli podobnie? Czy i oni nie musieli uciekać z bombardowanej i okupowanej Polski do lepszego świata? W tym miejscu należałoby również zadać pytanie, dlaczego Polacy ratowali Żydów? Dlaczego ukrywali ich w piwnicach swoich domostw, na strychach czy w stodołach? Dlaczego to robili? Odpowiedź jest prosta. Chcieli pomagać, bo taki jest nasz obowiązek, bo taka jest nasza natura. Bo człowieka nie określa to, co posiada, lecz to, czym dzieli się z innymi. Jesteśmy bardziej ludzcy, gdy dajemy coś bliźniemu, gdy potrafimy ostatnią kromkę chleba oddać temu, który jej bardziej potrzebuje.

   Problem uchodźców stał się niewątpliwie numerem jeden obecnego miesiąca. Stał się pretekstem do wielu rozmów, debat, marszy czy artykułów. Wywołał lawinę emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Bo przecież wśród ludzi, którzy uciekają, są także i Ci, którzy są tak zwanymi imigrantami ekonomicznymi. Oni to, ukryci w grupie uchodźców wojennych chcą dostać się do lepszego świata. Świata, który nie ma im dać schronienia, nowego domu, spokoju od spadających bomb czy nocnych ostrzałów, ale ma być miejscem, gdzie znajdą lepszą pracę i większe pieniądze.  I w tym momencie do wspominanego przeze mnie wcześniej miłosierdzia, musi dojść także zdrowy rozsądek i pełne wyważenia emocje. Osoby czy organizacje udzielające pomocy muszą z wielką delikatnością i skrupulatnością oceniać, komu pomoc się rzeczywiście należy, a kto, chce dobre serce Europejczyków niecnie wykorzystać.

   Z przybywającymi uchodźcami wiąże się także kwestia wiary. Większość z nich to muzułmanie, którzy inaczej postrzegają Boga, mają inną kulturę i obyczaje. Inaczej podchodzą do wielu spraw, między innymi do traktowania kobiet czy małżeństwa. Myślę, że obecna sytuacja jest niejako sprawdzianem dla europejskich chrześcijan. Muszą zdać oni egzamin ze swojej wiary. Muszą potwierdzić jej siłę, wartość i moc. Muszą na nowo odkryć jej charyzmat. Ci, którzy są letnimi katolikami, muszą stać się gorący, a ci którzy kucają w kościele, muszą w końcu zgiąć kolana. Tylko wówczas będziemy w stanie zatrzymać głoszoną w mediach ,,islamizację Europy”.

   Apel papieża Franciszka, o którym wspominałem na początku artykułu jest łatwy do wykonania. Ojciec Święty nie wymaga od nas wiele. Chce, aby każda parafia w Europie przyjęła jedną rodzinę uchodźców. Zapewniła im dach nad głową oraz warunki do tego, aby mogli przetrwać. Wystarczy tak niewiele. Czasami warto zrezygnować z renowacji organów czy obrazu, aby pieniądze przekazać na pomoc ludziom, którzy doświadczyli cierpienia wojny i uchodźstwa. Więcej radości przynosi Bogu bowiem szczęście człowieka niż odnowiony Jego wizerunek czy ładniej grające organy. Miłosierdzie jako drugie imię miłości ma nam w tym pomagać.

   Wierzę, że jako Polacy, jako rodacy świętego Jana Pawła II, zdamy egzamin, do którego przynagla nas papież. Zdamy go celująco.

 

Pola Lednickie- Polami cudownego rozmnożenia chleba

   LednicaBramaRybaZapewne każdy z Was, Drodzy Czytelnicy, a jak nie każdy, to mam nadzieję, że większość, zna ten fragment Pisma Świętego, mówiący o rozmnożeniu chleba przez Pana Jezusa na pustkowiu. Na pewno też większość z Was myśli, że wówczas to Pan Jezus dokonał, tak zwanego ,,czary mary”, aby z  5 chlebów i 2 ryb stworzyć ilość pożywienia, która wykarmiła pond 5000 mężczyzn nie licząc kobiet i dzieci. Bo przecież z ludzkiego punktu widzenia nie jest to możliwe. I ja także, do pewnego momentu tak myślałem. Ale podczas pewnej Mszy Świętej dowiedziałem się, że cudem, który wówczas dokonał Chrystus, był cud przemiany serc. Rozmnożenie chleba polegało na tym, że wszyscy uczestnicy spotkania powyjmowali ze sowich toreb i sakiewek wszystko, co ze sobą zabrali w daleką podróż. Bo przecież logicznym jest, że nikt, kto wybiera się w drogę wychodzi z domu bez prowiantu. Jezus sprawił, że ludzie zaczęli dzielić się tym, co mieli ze sobą, a z tego, co zostało zebrano jeszcze 12 koszy ułomków. Dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. Zastanawiacie się na pewno, dlaczego przytaczam właśnie ten fragment Ewangelii? Robię to dlatego, aby powiedzieć, że taki sam cud, dzieje się co roku na Polach Lednickich, gdzie zbiera się tłum ludzi młodych, którzy przychodzą posłuchać swojego Mistrza.

   Spotkanie młodych na Polach Lednickich, pod Bramą Rybą, na brzegach jeziora Lednickiego, u źródeł chrześcijańskiej Polski, w sercu jej chrzcielnicy jest  fenomenem na skalę światową. Oto w jednym miejscu, w jednym dniu, spotykają się tysiące osób, młodych osób, tych którzy przeżywają okres buntu, okres dojrzewania, którzy poszukują sensu swojego życia. Właśnie oni przyjeżdżają pod Bramę III Tysiąclecia, aby wybrać Chrystusa, aby obrać Go jako drogowskaz, jako Tego, który będzie z nimi każdego dnia. Ktoś powie, że przecież ta dzisiejsza młodzież to tylko potrafi przeklinać, pić alkohol i robić hałas, że nic z niej nie będzie, że wszystko zaprzepaści i gdy już będzie za późno dopiero zrozumie, że postępowała źle. Ja tym wszystkim osobom mówię, że tak nie jest i zapraszam ich na Lednicę, aby zobaczyli ,,kwiat młodzieży polskiej”, aby zobaczyli ich entuzjazm, ich zaangażowanie, ich zasłuchanie w słowa ojca Jana Góry, biskupów i kapłanów, ich postawę skruszenia podczas spowiedzi, ich gest wyciągniętych rąk proszących o dary Ducha Świętego, ich ręce połączone łańcuchem miłości i w końcu ich autentyczne zaangażowanie w śpiewy i tańce, podczas których tak naprawdę wyrażała się ich wiara w Boga Trójjedynego.

   Największe wrażenie na mnie podczas tegorocznego spotkania zrobił widok młodych ludzi, którzy po tym, jak okazało się, że księżom skończyła się Komunia Święta rozdawana w sektorach, ruszyli niczym ,,pospolite ruszenia” do Kaplicy Adoracji, gdzie miała być ona udzielana. Ten tłum młodych dziewczyn i chłopców, ten kurz przez nich wnoszony, gdy to z radością skakali i podnosili ręce w rytm piosenki o tym, jak bardzo kochają swego Boga. To było coś niesamowitego. Wówczas to naszło mnie przemyślenie, że NORMALNI LUDZIE w takiej kolejce stoją jedynie do kasy w supermarkecie lub gdy w Lidlu jest promocja karpia przez świętami, a NIENORMALNI LUDZIE stoją w kolejce, aby przyjąć do swego serca, to co jest tak proste, kruche i zwykłe, a jednocześnie tak wielkie, piękne i potężne- Chrystusa ukrytego w okruszynie chleba. Aby przyjąć do serca najlepszy towar naszej wiary. Tego tak naprawdę nie da się opisać słowami, to trzeba przeżyć osobiście.

   O Lednickie Pola, dziękuję Wam za to, że co roku stajecie się Polami rozmnożenia Chleba ,że dzięki Wam możliwe jest pokazanie, że Kościół żyje, że są w nim ludzie oddani Bogu, że są księża, którzy są ,,przewodnikami”, poprzez których Bóg zsyła na nas swoje dary, że są młodzi ludzie, którym się chce, którzy w autentyczny sposób są zaangażowani w życie Kościoła, że są świadkami Chrystusa w tym zlaicyzowanym świecie. Można zarzucać Kościołowi, że popełnia błędy, że zdarzają się mu upadki, że nie przystaje do współczesnych realiów. Ale takie właśnie spotkania, jak to nad jeziorem Lednickim pokazuje, że Kościół złożony z ludzi słabych i grzesznych żyje, że mimo trudów i przeciwności wypełnia misję, którą polecił mu wykonywać Chrystus, że jest Kościołem ludzi młodych i pełnych energii, a nie stetryczałych i gnuśnych. Ostatecznie pokazuje, że jest Kościołem, którego nie da się zamknąć w zakrystii czy kruchcie, że jest Kościołem, który może i powinien wychodzić na ulicę, bo ma się czym chwalić. Bo jego największą chwałą jest CHRYSTUS i JEGO OWCZARNIA.