Opaska Temidy- czyli o chorym wzroku polskiego wymiaru sprawiedliwości

images   Zapewne każdy z Was, drodzy Czytelnicy chociaż raz w swoim życiu czytał jakiś mit. Mógł być to jeden z tych stworzonych przez starożytnych Rzymian, Celtów, Skandynawów czy Słowian. Ale dam sobie uciąć jeden palec u ręki, że najpopularniejszą i najczęściej czytaną z mitologii była i nadal jest ta stworzona przez Greków. To z niej bowiem czerpali i czerpią inspiracje różni ludzie. To na niej opierali się pisarze i poeci tworząc poematy i wielkie literackie dzieła. Z niej korzystali malarze, architekci, muzycy i wielu, wielu innych artystów. Inspirowała i inspiruje ona nadal ludzi na całym świecie. W swoim dzisiejszym wpisie chciałbym skupić się na jednej tylko postaci w niej występującej. Mianowicie na córce Uranosa i Gai- bogini Temidzie. Wszystkim znanej kobiecie z szalką w dłoniach i opaską na oczach, która w sposób bezstronny i obiektywny ma rozstrzygać spory. Ale czy zawsze pozbawienie jej wzroku jest wyjściem słusznym? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć.

   Każdy z nas wie, że od rozpoczęcia sprawy w sądzie do ogłoszenia ostatecznego wyroku często mija bardzo wiele czasu. Dzieje się tak, gdyż jak mówi stare powiedzenie ,,młyny sprawiedliwości mielą powoli”. Pośpiech nie jest najlepszym doradcą, ale zbyt długi czas oczekiwania na rozstrzygniecie sprawy też nie jest czymś poprawnym. A cóż dopiero mówić o pomyłkach w wyrokach, czy bagatelizowaniu ewidentnych wykroczeń. Może i nie znam się na prawie, ale nie mogę pozostawić bez komentarza niektórych sytuacji, które pomimo tego, iż wołają o pomstę do nieba są marginalizowane i deprecjonowane.

   Dzisiaj w telewizji usłyszałem o dwóch bardzo tragicznych w skutkach wydarzeniach. Pierwsze z nich dotyczyło dokonania na 8-miesięcznej dziewczynce gwałtu przez wujka oraz o śmierci kolejnej osoby z wypadku samochodowego, który miał miejsce kilka dni temu, a o którym mówiła cała Polska. Oba zdarzenia niosą za sobą bardzo traumatyczne przeżycia zarówno dla ofiar, jak i dla rodzin, świadków i w ostateczności dla sprawców. Ale czy grożące im kary są adekwatne do popełnionych czynów? Chyba nie. Telewizja, radio, Internet, prasa, krzyczą, opierając się na kodeksach, wypowiedziach prawników, że za spowodowanie śmiertelnego wypadku, w którym zginęła ciężarna kobieta i jej mąż, sprawcy, który był odurzony 8 piwami grozi tylko 12 lat więzienia. A wujkowi zwyrodnialcowi za popełniony czyn jakieś 10 lat i to może jeszcze w zawieszeniu. Coś tutaj chyba jest nie tak moi drodzy. Ktoś kto pozbawił życia niewinne osoby bądź skrzywdził bezbronne dziecko ma pokutować tylko dekadę? I co to za pokuta? Wygodne łóżko, telewizor, spacerniak, biblioteka, pełnowartościowy posiłek (lepszy niż w niejednym szpitalu). I to wszystko za nasze podatki. Czy to jest adekwatna kara do popełnionej zbrodni? Uważam, że obecne formy karania są dość dziwne. Bo więzień bardzo często ma lepiej niż rodzina wielodzietna, która ledwo wiąże koniec z końcem. Odbywanie wyroku i resocjalizacja powinna przebiegać w inny sposób. Gdyby więźniowie pracowali na swoje utrzymanie, na przykład poprzez prace porządkowe w miastach, udział w budowie szpitali, szkół czy wolontariat w hospicjach czy domach opieki, to wówczas doświadczyliby jak wielkie zło wyrządzili innym. Bo nic tak nie uczy człowieka pokory jak spojrzenie na osobę ciężko chorą, niepełnosprawną, której trzeba podać kubek wody, którą trzeba opiekować się 24 godziny na dobę. Nic tak nie przemienia serca człowieka jak dawanie czegoś innym. Ale czy to nie jest kolejna mrzonka, która tworzy się tylko w mojej głowie?

   Na zakończenie chciałby tylko dodać, że liczę na to, iż ludzie, którzy odpowiedzialni są za tworzenie prawa w Polsce zdejmą ze swoich oczu opaskę Temidy i zmienią swoje patrzenie na niektóre sprawy. Że zobaczą, iż przejechanie rowerem przez pasy, które karane jest kilkunasto złotowym  mandatem jest 100 razy mniejszym przewinieniem, niż jazda slalomem po ulicach Warszawy przez pana Froga, (którego sprawę umorzono, ze względu na niską szkodliwość czynu).

Przeczytane, usłyszane, zobaczone

images  W ostatnim numerze tygodnika Angora natknąłem się na dość ciekawy artykuł pana Janusza Korwina- Mikke pod dziwnym tytułem ,,Człowiek- Nietoperz”. Już na samym początku uspokajam, że ten znany wszystkim polityk nie pisał w nim o  Batmanie, bohaterze kultowej serii filmów (chociaż tytuł artykułu od razu podpowiada takie skojarzenie). W swej treści pochyla się on bowiem nad problemem nietoperzy, a mianowicie ich przelotów nad trasą S8 między Wieluniem a Złoczewem. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w celu stworzenia dla tych zwierzątek udogodnień, wybudowano nad tą drogą tak zwane ,,bramownice”, które mają wyznaczać im trasę przelotu. A koszt tej budowy wyniósł bagatela 2 000 000 złotych. Tak drodzy Czytelnicy, nie pomyliłem się w liczbie zer. Stworzenie tego ,,czegoś” kosztowało budżet naszego państwa dwa miliony nowych złotych. Muszę powtórzyć za panem Korwinem, że jest to absurd nad absurdy, że za te pieniądze można byłoby wybudować 5 mieszkań socjalnych lub świetlicę dla dzieci. No ale cóż, dla niektórych ważniejsze są 3 pary nietoperzy, które 5 razy w roku przelecą tą trasą niż ludzie. Oczywiście powinniśmy szanować przyrodę, powinniśmy o nią dbać, pielęgnować, bo bez niej i my nie będziemy mogli egzystować, ale są pewne granice, po których przekroczeniu niektóre działania zakrawają na absurdalne. Ktoś powie, że te bramownice, przejścia dla żab czy jakiś tam ślimaków, których nie widać gołym okiem są niezbędne, bo narzuca na nas taki obowiązek Unia Europejska. No tak, Unia daje, ale też wymaga. Tylko, że nikt się nie zastanawia nad tym czy kiedyś państwa starej Wspólnoty brały pod uwagę ochroną przyrody. Bo jadąc na przykład drogami w Austrii czy Włoszech można natknąć się na wielokilometrowe tunele wydrążone w Alpach. Ich głównym celem jest przede wszystkim skrócenie drogi podróżującym. A czy my wyobrażamy sobie taką sytuację w Polsce, że kopiemy tunele pod Karkonoszami lub Tatrami? Chyba nie. Na pewno znaleźliby się jacyś ,,obrońcy przyrody”, którzy w ramach protestu przywiązaliby się do gór i do ofiary ze swojej krwi broniliby tych skał. Za przykład niech tutaj posłuży  sprawa słynnej doliny Rospudy. Dlatego też warto nam się zastanowić, czy ważniejsze są dla nas żaby i chrabąszcze czy człowiek i jego problemy.

  Nie popieram Pana Janusza, nie popieram żadnej partii politycznej, gdyż nie są one godne mojego zaufania. Żadna też nie głosi poglądów, z którymi ja się utożsamiam. Ale w tym przypadku muszę zgodzić się z polskim eurodeputowanym. Są bowiem w naszym kraju rzeczy, które w wielu przypadkach zakrawają o absurd. Myślę też, że gdyby żył Stanisław Bareja, to powstałoby wiele ciekawych komedii ośmieszających niektóre takie sytuacje. I mogłyby one być lepsze nawet  od słynnego ,,Misia”.