Okurzone sandały

pielgrzymi   Każdy z nas codziennie wyrusza w drogę. Z sypialni do łazienki. Z domu do pracy. Z pracy do sklepu. Każdego dnia pokonujemy jakiś dystans, bo musimy załatwić pewne sprawy, musimy wypełnić powierzone nam obowiązki, czy tak po prostu musimy rozprostować kości. Tak na co dzień nie zastanawiamy się, dlaczego przemieszczamy się z punktu A do punktu B. Idziemy i koniec. Dlatego tak ważnym i istotnym jest, aby czasami przed rozpoczęciem drogi stanąć i zastanowić się: dokąd idę, po co idę i przede wszystkim dlaczego idę? Te pytania, wydaje mi się, są nieodłącznym elementem pielgrzymki. Już od 9 lat w pierwszej połowie lipca wyruszam na szlak Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę i sądzę, że gdybym ich sobie nie zadał na początku, w trakcie czy już u celu, uczestnictwo w niej nie miałoby żadnego sensu. Tak więc spróbujmy sobie na nie dzisiaj odpowiedzieć, przy okazji wplatając między wiersze zachętę do podjęcia trudu pielgrzymowania przez Czytelników.

   Często słyszę od swoich koleżanek i kolegów, że marnuję swój urlop na pielgrzymkę, że tracę czas, który mógłbym wykorzystać na odpoczynek nad polskim morzem czy w zagranicznym kurorcie. I tak szczerze mówiąc, muszę przyznać, że moi rozmówcy mają rację. Przecież idąc na pielgrzymkę ja wcale nie odpoczywam. Trudzę się. Przemierzam kilometry w upale, deszczu, wietrze, idąc drogami kamienistymi, piaszczystymi czy po rozgrzanym asfalcie. Opalam się w dziwny sposób, bo do połowy rąk i połowy nóg, przemakam do suchej nitki czy kaleczę sobie nogi. Żadna przyjemność. Prawda. Ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Przecież pielgrzymka, to rekolekcje. To czas pokuty, to przede wszystkim czas odkrywania na nowo Boga. Zapytacie, co w takim razie daje mi radość i chęć, aby dalej iść? Aby poświęcać swój cenny czas na pielgrzymkę. Sprawia to widok mojego brata czy siostry idących obok, idących gorzej ode mnie, gdyż cierpnie wywołane bąblami jest większe od mojego. Widok niepełnosprawnego chłopca, który mimo swoich ograniczeń idzie dzielnie, a gdy się do Ciebie odwraca, obdarza tak serdecznym uśmiechem, że aż głupio nie iść dalej. Czyni to widok matki z dwójką małych dzieci, które mimo, iż ich kroki są trzy razy mniejsze od moich, idą rozpromienione od ucha do ucha. Sprawia to widok tej rzeszy ludzi, którzy idą przed Tobą, za Tobą, ale przede wszystkim obok Ciebie i nie idą gdzieś tam, ale idą w tym samym kierunku, co Ty.

   A co może być takiego wspaniałego w tym przemieszczaniu się z Poznania na Jasną Górę? Pada kolejne pytanie. To nie jest zwykły ruch. To coś więcej. To umiejętność zaparcia się samego siebie. Schowania w kieszeń własnego ego i tworzenia wspólnoty. Pielgrzymka to wielka szkoła pokory i posłuszeństwa. To zdolność wstania z łóżka wcześniej niż zwykle, zjedzenia tego, czego może na co dzień się nie jada lub nawet nie lubi, to zdolność do szybkiej kąpieli czy złożenia głowy na podłodze, bo w domu nocuje wiele osób. Ale przecież w tych ograniczeniach można znaleźć więcej plusów niż minusów. Przecież dzięki tym doświadczeniom można nauczyć się dyscypliny, można zakosztować nowych smaków, można wykształcić w sobie zdolność do lepszej organizacji, a przede wszystkim poznać nowych ludzi. I to jest najpiękniejsze na pielgrzymce. To jest to, na co czeka się przez cały rok.  Ta możliwość skonfrontowania swojego życia, swojej wiary czy swoich problemów z innymi. Coś wspaniałego i jednocześnie tajemniczego. Okazuje się wtedy, że więcej nas łączy niż dzieli. Podczas wspólnych rozmów możemy odczuć, jak wiele zranień, problemów, kłopotów mają inni. Możemy zobaczyć, że nasze, często wydumane i rozdmuchane problemy są niczym w porównaniu z tym, co dzieje się w domu, czy w życiu brata czy siostry idącej obok. Ale przecież na pielgrzymce jest jeszcze entuzjazm. Entuzjazm wiary. Wspólne śpiewy, modlitwy, żarty, rozważania, konferencje, rozmowy, to coś za czym się tęskni, to coś na co się czeka, to coś o czym się marzy. Możliwość wspólnego chwalenia Boga, możliwość pokazywania, jak piękne jest chrześcijaństwo, możliwość demonstrowania miłości do Boga i ludzi, to jest największa radość tych 10 dni.

   Mimo jednak, iż grupa jest różowa, nie zawsze podczas drogi różowo bywa. Przecież każdy z nas jest inny. Zdarzają się drobne kłótnie, spory, wymiany zdań, czasami leją się łzy. Ale duch pielgrzymki jest silniejszy. Potrafimy jakoś szybciej znaleźć wspólny język, potrafimy powiedzieć przepraszam i mimo, iż się z czymś nie zgadzamy, robimy wszystko, aby znaleźć wspólny kompromis. Czasami podana butelka wody jest największym gestem miłosierdzia. Dlatego tak trudno rozstawać się po tych dziesięciu dniach. Tak trudno powstrzymać łzy, bo przecież wraca się do domu. Wraca się do pracy, szkoły. Do swoich codziennych problemów i zmartwień. Po powrocie jakoś trudniej żyć, jakoś inaczej niż na pielgrzymce. Ale żyjąc duchem tego czasu, mając z tyłu głowy te piękne obrazy i czując ten piękny zapach miłości braterskiej, łatwiej jest pokonywać codzienne kłopoty i dawać piękne świadectwo bycia prawdziwym entuzjastycznym chrześcijaninem.

Dokąd idę, po co idę i przede wszystkim dlaczego idę?  Te trzy ważne pytania z początku artykułu. I trzy jakże ważne odpowiedzi.

Dokąd idę?

Idę do Matki. Bo w ramionach Matki czuję się bezpieczny. Bo wiem, że wystarczy tylko krótkie spojrzenie w Jej oczy, aby zobaczyć , jak bardzo Ona mnie kocha. Bo wystarczy tylko jedno spojrzenie, aby zobaczyć, że Ona zawsze wskazuje na Syna, że mamy robić wszystko, co On nam powie.

Po co idę?

Idę, bo chcę przede wszystkim doświadczyć Boga w drugim człowieku. Bo chcę zatrzymać się na chwilę i przemyśleć wszystko, co wydarzyło się w moim życiu przez ostatni rok. Bo chcę doświadczyć entuzjazmu wiary, który jest wpisany w chrześcijaństwo, a o którym na co dzień zapominamy.

Dlaczego idę?

Ostatnie. Chyba najtrudniejsze pytanie. Myślę, że jest na nie tylko jedna właściwa odpowiedź: bo chcę. Bo nie wyobrażam sobie roku bez tych 10 dni. Mimo, iż to tylko 10 dni, to są one więcej warte niż 356 pozostałych. I nie jest to wygórowana opinia. Po prostu, aby mi uwierzyć, trzeba tego doświadczyć. Następna Poznańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę już 6 lipca 2018 roku.