Ojcze! Prowdź mnie!

ojciec_obecny   Czerwiec- miesiąc najbardziej ukochany przez uczniów i studentów. To właśnie w nim, po wielu tygodniach ciężkiej pracy, kończą się ich zmagania z nauką i rozpoczyna ukochany odpoczynek. Jest to czas, w którym każdy myśli tylko o nadchodzących wakacjach oraz o leniwie przeżywanym czasie. Nie należy oczywiście zapominać o jeszcze jednym święcie, które jest obchodzone akurat dzisiaj- Dniu Ojca. Dniu, który powinien być w sposób szczególny poświęcony rozmyślaniu i dziękczynieniu za obecność ojca w naszym życiu.

   Bo ojciec, który obok matki jest naszym opiekunem i pedagogiem, jest tak naprawdę dla swego syna czy córki widocznym obrazem Boga. Może to, co piszę wydawać się nazbyt odważne, ale uważam, że to, jak postrzegamy ojca rzutuje na to, jaki mamy stosunek do Boga. Idąc tą drogą należy stwierdzić, że ojciec dający swoim dzieciom zły przykład przyczynia się poniekąd do zniekształcenia wyglądu Boga oraz traktowania i oceniania Go przez pryzmat miłości ojcowskiej. Często szorstkiej, pozbawionej uczuć i emocji. Bo przecież dorosłemu facetowi nie wypada całować dzieci przy kolegach, nie godzi się siadać z nimi na dywanie i wspólnie bawić się w wymyśloną kawiarnię dla lalek, bo to takie niemęskie. Nie uchodzi pokazywać, że się płacze, że nie ma się na coś sił, bo przecież ojcowie to tytani, którzy zawsze są gotowi sprostać wszystkiemu. Za to wizja ojca karzącego, który bardziej niż matka jest w stanie ukarać dziecko klapsem, ojca, który wracając z pracy do domu siada zmęczony przed telewizorem i staje się panem i władcą tego wszystkiego, co wokół niego, jest dla nas łatwiejsza do przyjęcia i zaakceptowania. Ale czy tak musi być? Czy musimy powielać schematy, utarte konwenanse? Czy nie możemy czasami zrobić czegoś na przekór? Myślę, że dzieci oczekują od ojców bycia po prostu sobą. Ojcem, który potrafi pocałować mamę w policzek lub czoło, ojcem, który przynosi jej często kwiaty, ojcem, który potrafi zarówno położyć się na podłodze ze swoją córką, aby ta opowiedziała mu o swoich problemach, jak i ojcem, który nauczy młodego chłopaka skręcać motor, czy łowić ryby. Ojca, który skarci w sposób mądry, uczący dyscypliny i poszanowania bliźniego. Ojca, który będzie przyjacielem, powiernikiem trudnych spraw. W końcu ojcem, który zrozumie, że jego dziecko nie zawsze musi być takie, jak on sobie wymarzył, że zaakceptuje wszystkie jego decyzje, że w tym wszystkim będzie je wspierał, dlatego i tylko dlatego, że je po prostu kocha. Gdy tak będzie dziecko, przeniesie to na grunt transcendentny, gdzie Ojciec, który jest w niebie będzie lustrzanym odbiciem tego widzianego.

Dlatego też ojcowie- a mam nadzieję, że czytają to także mężczyźni- bądźcie wyrozumiali dla Waszych dzieci. Starajcie się je każdego dnia obdarzać wielką czułością, serdecznością i miłością. Uczcie tego, co najlepsze i najdoskonalsze. Pokazujcie im swoim życiem Boga. Róbcie wszystko, aby kiedyś usłyszeć, że byliście najlepszymi ojcami na świecie.

Ja z tego miejsce życzę swojemu tacie Tadeuszowi oraz wszystkim ojcom, aby każdego dnia swojego życia byli dla dzieci widocznym znakiem miłości Boga.