O Tej, która jest najbliżej

bycie-mama   Pierwsze Komunie Święte, święcenia diakonatu i prezbiteratu, matury, oświadczyny czy randki spędzane na spacerach pomiędzy kwitnącymi kasztami. To wydarzenia, które są charakterystyczne dla obecnego miesiąca. Maj, jak zwykło się mówić jest najpiękniejszym czasem w roku. Co do tego nie ma wątpliwości. Ja osobiście bardzo lubię, gdy będąc w kościele na nabożeństwie majowym czuje zapach dopiero co skoszonej trawy, rozwijających się liści czy słyszę piękny śpiew ptaków, który łączy się ze śpiewem Litanii Loretańskiej, w której oddajemy cześć naszej Matce. I w tym także miesiącu przeżywamy święto zwane potocznie Dniem Matki. Zastanówmy się proszę dzisiaj nad rolą matki w naszym życiu.

   Matka jest z nami od początku. To ona stanowi swoisty inkubator, w którym się rozwijamy. To ona dzieli z nami swoje ciało przez dziewięć miesięcy, aby później w bólach porodu wydać na świat owoc swojego łona. To ona, nie ojciec, pierwsza widzi dziecko, to ona pierwsza je dotyka i całuje, wtedy gdy jest ono jeszcze bezbronne i słabe. To ona je karmi i pielęgnuje. Matka pierwsza słyszy płacz dziecka w nocy, to ona wie, że trzeba mu podać herbatę, która zmniejszy ból związany z kolką. Matka pierwsza całuje skaleczone kolano i bandażuje chorą rękę. To ona idzie z dzieckiem do szkoły. To ona mówi mu co jest dobre, a co złe. Zazwyczaj to ona jest tą, która uczy składać dłonie do modlitwy i tą, z którą wspólnie odmawia się pierwsze pacierze. Matka jest z nami zawsze, nawet wówczas, gdy wydaje nam się, że jesteśmy na tyle samodzielni, że nie potrzebujemy jej pomocy. Matka nie zaśnie do póki jej syn nie wróci z nocnej imprezy. Matka nie będzie spokojna, do czasu, gdy jej córka nie zadzwoni, że wraz z chłopakiem dotarła do miejsca, w którym wspólnie będą spędzać wakacje. To właśnie matka będzie najbardziej przeżywać, gdy jej dziecko opuści dom i założy rodzinę lub zostanie księdzem, czy siostrą zakonną. Mimo, iż będzie zewnętrznie się z tym godzić, bo wie, że taka jest kolej rzeczy, to w głębi serca będzie czuła wielką tęsknotę za ,,ciałem ze swego ciała”, które opuszcza dom rodzinny. Matka, to w końcu osoba, którą pocałujemy z czułością w czoło, gdy na łożu śmierci będziemy jej dziękować za miłość.

   I mimo, iż w wielu kwestiach się z nią nie zgadzamy, mimo iż wiele razy się z nią kłócimy i okazujemy swoją dezaprobatę. Mimo, iż często przez wiele lat z nią nie rozmawiamy lub traktujemy ją tak, jakby jej w ogóle nie było, bo jest osobą mającą problem z alkoholem lub kimś, kto wyrządził nam wielką krzywdę, to tak naprawdę mamy wielkie pragnienie, aby w tym dniu powiedzieć jej: KOCHAM CIĘ, DZIĘKUJĘ CI, PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKO. Obyśmy nigdy o tym nie zapominali, obyśmy nigdy nie marnowali szansy na podziękowanie naszej mamie, za to wszystko, co dla nas robiła, robi i robić będzie. Przychodzi mi na myśl jeden piękny obraz, który kiedyś widziałem w Internecie. Oto dziecko idzie drogą w za dużych butach, które mu się nie podobają. Jest złe na tę sytuację. A obok idzie jego bosa matka. Ona oddała wszystko, co miała, aby jej dziecko miało lepiej niż ona. Bo właśnie na tym polega miłość.

   Z tego miejsca wszystkim mamom, a szczególnie mojej mamie- Czesławie, życzę aby każdego dnia pamiętały, że ich dzieci bardzo je kochają i są wdzięczne za to, co one dla nich robią, mimo iż wielokrotnie nie potrafią tego okazać.

W zdrowym ciele, zdrowa dusza?

   Marathon, black silhouettes of runners on the sunsetPawłowe blubry dotyczą wielu spraw. Od polityki, przez naukę, wspomnienia odwiedzonych miejsc, po tematy dotyczące wiary. I dzisiejszy wpis będzie dotyczył własnie spraw związanych z religią. Niezainteresowanych odsyłam do kubka mrożonej kawy na balkonie a zaciekawionych do lektury i komentarzy.

   Nie sposób w dzisiejszym świecie zauważyć wielkiego kultu ciała. Większość z nas na początku każdego roku, a jeszcze częściej przed okresem wakacyjnym, postanawia sobie, coś zrobić ze swoim ciałem. Zaczynamy chodzić na siłownię, biegamy, pływamy w basenie czy jeździmy na rowerze. Wszystko po to, aby w okresie letnim, kiedy to jesteśmy bardziej skłonni odsłaniać więcej partii ciała, móc pokazać innym naszą muskulaturę. Pisząc te słowa w żaden sposób nie chcę wyrażać opinii, że jest to złe, bo nie jest. Bardzo często sport jest najlepszą ucieczką przed grzechem. Gdy nasze ciało zajęte jest spalaniem kalorii, kolejnym przebiegniętym kilometrem, czy podniesiony ciężarem, jesteśmy mniej skłonni myśleć lub czynić coś, co jest przeciw Bogu. Ale zastanówmy się dzisiaj przy tej okazji, czy przy tej samej intensywności dbania o swoje ciało dbamy także o swoją duszę?

   Ile czasu zajmuje nam poranna toaleta? Ile czasu wykonujemy makijaż? Jak długo jesteśmy na siłowni, basenie czy w klubie fitness? Czy oby przypadkiem nie tracimy zbyt wiele czasu na to, co tak naprawdę jest mało istotne. A teraz zapytajmy się, ile czasu przede Mszą Świętą pojawiam się w kościele, aby się do niej przygotować? Ile czasu poświęcam na modlitwę po przyjęciu Ciała Pana Jezusa? Ile czasu na dziękczynienie? Czy potrafię oprócz wymaganej przez Kościół niedzielnej Eucharystii poświęcić w tygodniu czas na modlitwę, nabożeństwo, różaniec, pacierze? Czy potrafię proporcje ciała zbilansować z proporcjami duszy? Wiem, że pytania te są bardzo trudne, wiem, że czujemy się zawstydzeni, gdy je sobie musimy zadać, ale musimy przede wszystkim pamiętać, że nasza religia, to nie pluszowy Bóg, do którego przytulamy się tylko wtedy, gdy jest nam smutno lub gdy jesteśmy sami. Musimy pamiętać o tym, że on nas kocha od zawsze na zawsze. A skoro On nas ukochał, to nie pozostaje nic innego, jak robić to samo. A przecież najlepszą z możliwości okazania miłości jest czas poświęcony drugiej osobie. Bóg nie wymaga od nas heroicznych czynów, nie wymaga od nas godzin pochwalnych hymnów, nie wymaga leżenia krzyżem. On żąda odrobiny miłości, odrobiny czasu Mu poświęconego. Chyba nas na to stać?

   Jaki pożytek osiągniemy, gdy przyjdziemy do kościoła w najpiękniejszym garniturze czy sukience? Jaki pożytek osiągniemy, gdy będziemy mieć najlepszy makijaż, czy pod linijkę ułożone włosy, gdy pod tym wszystkim będzie się kryła gnijąca dusza? Gdy mimo tego wszystkiego, nie będziemy mogli zjednoczyć się z Chrystusem z Eucharystii. Pamiętaj, że dla Boga liczy się Twoje wnętrze, Twoja dusza. On tak Cię kocha, że będzie o nią walczył, zawsze. Ciało umiera i staje się pożywką dla ziemi, dusza żyje wiecznie. Dbaj o nią, a wówczas w pełni odkryjesz znaczenie słów, że gdy duch zdrowy, to i ciało zdrowe.