Blisko i daleko nie tylko palcem po mapie

   14022228_970147246431475_151491744836873362_nOd razu zaznaczam Drodzy Czytelnicy, że dzisiejszy wpis będzie trochę przydługawy. Dlatego też osoby, które nie lubią czytać o podróżach, o interesujących miejscach znajdujących się  w Polsce i Europie, zachęcam do opuszczenia strony, co by nie tracić 15-minut cennego czasu na czytanie pawłowych blubrów (co oczywiście nie oznacza, że swoim wejściem nie podbiliście mi statystyk- z czego bardzo się cieszę :) ). A osoby, które lubią podróżować- nie tylko palcem po mapie- zapraszam do wygodnego fotela. Rozsiądźcie się. Oczywiście wcześniej zaparzcie sobie duży kubek herbaty lub kakao. I przygotujcie się na dłuuuuuuugi trip. A więc zaczynamy.

   Swoją wakacyjną, podróżniczą przygodę zacząłem w tym roku, tak jak to już czynię 8 lat od Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Tak, tak Drodzy Czytelnicy. Wraz z ponad 1000 osób przeszedłem pieszo z Poznania do Częstochowy. Mówię Wam- super przygoda. Codziennie nocleg w innym miejscu. Codziennie inna zupa pomidorowa. Uwierzcie mi- niby taka prosta zupa, ale każda ma inny, wyjątkowy smak. 13668992_941874692592064_408759641243206255_nCodziennie nowi ciekawi ludzie, których spotykamy na szlaku i starzy znajomi, których widzisz tylko przez te 10 dni. Znajomości, które zawiązują się podczas drogi są wspaniałe i na długie lata. A ile można się o sobie dowiedzieć. Można sprawdzić wytrzymałość swojego organizmu, odporność na ból, deszcz i palące słońce. Można ćwiczyć się w altruizmie, sprawdzić zdolność wczesnego wstawania, czy zdolności do zachowywania przez dłuższy czas ciszy. Można sprawdzić swój głos i zdolność do zapamiętywania piosenek. No i oczywiście można wypróbować swoją wiarę, pogłębić ją, umocnić. Tak więc wszystkich zapraszam do podjęcia trudu pielgrzymowania w przyszłym roku. Oczywiście w grupie 5 Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę.

   13872691_951679974944869_7567901346196184513_nA co było po pielgrzymce? Po pełnym przygód 10-dniowym tuptaniu do Częstochowy przyszedł czas na Światowe Dni Młodzieży. Najpierw przeżywane te we własnej parafii- z gośćmi z Etiopii, następnie te diecezjalne- na poznańskiej Cytadeli. Właśnie uczestnictwo w diecezjalnych obchodach przyczyniło się do tego, że pojechałem do Krakowa. Znalazłem się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i przy odpowiednich osobach. I tak dane mi było zobaczyć papieża Franciszka. Dane mi było doświadczyć entuzjazmu wiary. Dane mi było przeżyć wspaniałe chwile, które pozostaną ze mną na długo. Gdybym nie pojechał w lipcu na ŚDM, to całe życie bym sobie wyrzucał, że było to coś na wyciągnięcie ręki, a ja nie skorzystałem. Na szczęście nie będę musiał tego robić.

   Nie zdążyłem zapomnieć o Krakowie a znów w nim byłem. Tym razem wybrałem się do grodu Kraka z rodzinną w celach turystycznych. Wawel, Skałka, Smocza Jama, Stary Rynek, Barbakan, Kościół Mariacki, ul. Grodzka i Bracka, okno papieskie, kościół franciszkanów, Błonia. A poza tym opactwo w Tyńcu. Kraków jest przepięknym miastem, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Miesiąc by nie starczył, aby poznać wszystkie13895514_951460244966842_2121516639314823881_n jego zakamarki. Po Krakowie przyszedł czas po raz wtóry na Częstochowę i pierwszy raz w tym roku na Łódź. Kawa na Piotrkowskiej smakuje inaczej. No i ten Miś Uszatek. A tak nawiasem mówiąc. Polska wcale nie jest w ruinie, jak głosiła w kampanii wyborczej pewna partia. Polska jest piękna. Drogi, mosty, wiadukty, obwodnice, autostrady- coś wspaniałego. Moja czerwona Micra- zwana pieszczotliwie ,,Biedronką”- mknęła przez wspaniały kraj. Nie mamy się czego wstydzić. Musimy być dumni z naszej ojczyzny.

   I przyszedł czas na wakacje, na które czekałem cały rok. Przyszedł czas na Chorwację. Po krótkim odpoczynku po krakowskich wojażach, wyruszyłem na Bałkany, przejeżdżając przez urokliwe Czechy, Słowację i Węgry. Chorwacja jest przepiękna. Morze, góry, plaża, palmy, mandarynki, bora bora (ciepły, wiejący zazwyczaj 3 dni wiatr), rakija i inne frykasy. Jak ja to stwierdziłem: dasz mi pracę, wikt i opierunek, to zostaje tutaj na zawsze. I to nie są puste słowa. Jestem zauroczony każdą miejscowością, którą dane mi było odwiedzić. Makarska (nie mylić z masakra), Split, Trogir, Dubrownik, Jelsa, Bol, Mostar, Medjugorie, jeziora Plitwickie i Park 14063993_973385209441012_8758232251623751282_nNarodowy rzeki Krka. Wielość doświadczeń- zarówno wizualnych, zapachowych jak i smakowych sprawia, że trudno to wszystko opisać w kilku słowach. Nie pozostaje mi nic innego, jak z czystym sumieniem polecić Chorwację każdemu, kto nie wie, gdzie pojechać w przyszłym roku na wakacje. Ja na pewno tam wrócę.

   Może koniec z tymi wyjazdami. Trzeba trochę w domu pomieszkać. Ależ skądże- jedziemy dalej. Tym razem moje kroki skierowały się na wschód Polski, a konkretnie do Białej Podlaskiej, gdzie uczestniczyłem w XXIII Kongresie Ekonomistów Rolnictwa i Agrobiznesu. Miałem okazję poznać ciekawe osoby z całej Polski, posmakować tamtejszych smakołyków, między innymi kartaczy, czy sękacza. Ale najciekawszym w tym wszystkim był wyjazd na Białoruś. Miałem wyjątkową okazję przebywać w tym dość ,,egzotycznym” kraju, rządzonym twardą, dyktatorką ręką. Jakież też było moje zdziwienie, gdy po przekroczeniu granicy zobaczyłem piękne europejskie miasto Brześć, z równo przystrzyżonymi trawnikami, czystymi ulicami. Brześć z supermarketami takimi 14291853_984980228281510_2642344602463850938_njak u nas, z radiem, z którego płyną znane piosenki. To był pierwszy z pozytywnych i zaskakujących akcentów. Kolejnymi była wizyta na fermie strusi, gdzie niewątpliwą niespodzianką była możliwość spróbowania jajecznicy ze strusiego jaja oraz kotleta ze strusia (oba dania bardzo pyszne). Brześć to przede wszystkim twierdza brzeska- piękna, powojenna twierdza, z historią zawartą w każdym zakamarku oraz cerkwie i piękny rynek, na którym podziwiać można latarnie, codziennie zapalane przez latarnika. Coś wspaniałego. Białoruskie piwa, wódki i czekolady też niczego sobie.

    I na tym bym zakończył, bo przecież wypadałoby. Ale niestety, to jeszcze nie koniec. Powiedziecie- skąd ten Krysztofiak ma tyle urlopu? A ja na to- pracuję na uczelni :) . Co ja na to  poradzę, że mój pracodawca jest tak łaskawy i daje mi tyle wolnego. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Dlatego też w te wakacje, odwiedziłem jeszcze trzy polskie miejscowości- Wrocław, Gniezno i Warszawę (dwie ostatnie w połączeniu z Krakowem dają szlak polskich stolic). Wszystkie piękne i ze swoim urokiem. Wrocław- perła Dolnego Śląska. Z krasnalami, rynkiem, kamieniczkami, Ostrowem Tumskim, Panoramą Racławicką, Sky Tower i zoo- urzeka swoim pięknem, harmonią, oraz niemieckim ordnungiem. Gniezno z Katedrą, ryneczkiem, jeziorkiem sprawia, że człowiek 14502684_1003127609800105_9119006666254578588_npowraca do czasów, kiedy Polska się zaczęła. A Warszawa? Ach Warszawa! Zapierająca dech w piersiach europejska stolica z biurowcami, starymi kamieniczkami, Zamkiem Królewskim, Wisłostradą, Stadionem Narodowym, metrem czy w końcu Pałacem Kultury i Nauki. Byłem w Warszawie tylko 3 dni. O 3 dni za mało. Na pewno tam wrócę, bo przecież przede mną jeszcze tyle do zwiedzenia.

    I teraz naprawdę już koniec z podróżowaniem. Czas wrócić na ziemię i zabrać się do pracy. W końcu rozpoczął się nowy rok akademicki. W końcu mogę zacząć normalnie pracować oraz marzyć o kolejnych wakacjach.

3 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.