Zimny jak piec

90133   Przebiegły jak lis, wolny jak żółw, wściekły jak osa, czy uparty jak osioł, to wyrażenia znane niemal każdemu. Doskonale wiemy, co one oznaczają i jaką wiązkę emocji za sobą niosą. Występują one w potocznej mowie, w której to często ludzie posługują się porównaniami. Sprawiają one też wiele kłopotu obcokrajowcom, będąc dla nich swoistymi idiomami, które bardzo trudno zrozumieć. I zgodnie z tym, co przed chwilą napisałem tytuł tego artykułu powinien być zupełnie inny. Bo przecież piec zgodnie ze swoją naturą musi być ciepły, wręcz rzekłbym gorący. W moim tytule jednak jest on zimny, jak lód. Już spieszę z wyjaśnieniami, dlaczego tak jest.

   Powiedzenie ,,zimy jak piec” można by rzec, zostało poczęte podczas mojego ostatniego weekendowego wyjazdu do Gdańska. A wszystko to za sprawą Karoliny, która podczas naszej podróży pociągiem wspomniała, że chciałaby zobaczyć piec kaflowy, w którym nigdy nie palono. Jej wypowiedź wywołała w nas wielkie rozbawienie, ale także i rozpaliła ciekawość, bo przecież na co dzień nie ma się kontaktu z takim zjawiskiem wyposażenia mieszkania. Dlatego też po przybyciu do Gdańska wszystkie nasze myśli były skierowane ku Dworowi Artusa, w którym to znajduję się owy cud. Jego historia sięga roku 1545, kiedy to Georg Stelzner pobudował ten oto najwyższy w Europie- 11 metrowy piec, który składa się z 520 pięknie wykonanych kafli, na których znajdują się podobizny ówczesnych najwybitniejszych władców europejskich. Powiem Wam Drodzy Czytelnicy, iż zrobił on na mnie duże wrażenie i mimo, iż nigdy w nim nie palono, rozpalił we mnie zainteresowanie do poszukiwania  podobnych, ciekawych obiektów na terenie naszego kraju.

   Sam posiadam w domu piec kaflowy, który zimą sprawia, że życie staje się lepsze, bo przecież wracając zmarzniętym można się do niego przytulić, położyć na nim stopy i z kubkiem ciepłego kakao w ręce czerpać z niego przyjemne ciepło.

   Ktoś by powiedział, że takie niby nic- a jednak cieszy. Tyle razy byłem w Gdańsku, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, aby wejść do Dworu Artusa, który jest jednocześnie Domem Ekonomisty- więc tym bardziej powinienem tam wejść- żeby zobaczyć, jak wygląda on od środka. A tu taka niespodzianka :) .

   I w tym momencie sprawdza się przysłowie, mówiące o tym, że cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie :) .