Finis coronat opus

11402770_10200639844634519_7768887119022010328_n   Podobno wszystko, co dobre szybko się kończy. Prawda ta znana każdemu z nas, jest tą prawdą życiową, którą najtrudniej zrozumieć i przyjąć. Bo niezależnie, jak długo trwałaby przyjemna chwila – 5 minut, 6 miesięcy czy 10 lat, zawsze po jej zakończeniu pozostaje w nas niedosyt, że to już koniec. I powiem Wam, Drodzy Czytelnicy, że ja czuje obecnie to samo. Mimo, iż moje studia trwały pięć długich lat, to teraz po ich zakończeniu, wydaje się, że trwały o pięć lat za krótko. Dlatego też dzisiaj chcę się z Wami podzielić historią najlepszego- jak do tej pory- okresu w moim życiu.

   Paweł- mieszkaniec małej miejscowości, uczęszczający do zwykłej podstawówki i gimnazjum, a później do technikum ekonomicznego, nie posiadający rodzeństwa i przyzwyczajony do tego, aby uczyć się systematycznie, z lekcji na lekcje, wyjeżdża do Poznania. Ten Paweł z roku 2010 nie jest tym samym Pawłem, co dzisiaj. Studia zmieniły wiele w moim życiu. I w 99 % zmieniły je na lepsze. Nauczyły mnie tego, że nie zawsze dobry stopień jest priorytetem, że czasami warto zarwać jedną noc, aby nauczyć się na kolokwium, ale wyjść ze znajomymi na piwo, do kina czy na kręgle. Nauczyły mnie, że piwo, wino czy wódka, to nie coś, co jest złe i niedobre, ale jest czymś, co sprawia, że lepiej toczy się rozmowa, do głowy przychodzą ciekawe pomysły, tworzą się wzniosłe idee i zacieśnia przyjaźń. Nauczyły mnie, że nie zawsze cisza i spokój są potrzebne do tego, aby móc się uczyć, że można z książką wyjść na łąkę i przy zapachu świeżej trawy zgłębiać wiedzę z rachunkowości. Studia dały mi poznać, czym tak naprawdę jest życie. Nauczyły mnie dobrze gotować, prać, prasować, myć okna, szyć, cerować i umiejętnie gospodarować pieniędzmi- podobno to przymioty dobrego męża- tak więc dziewczyny :) . Studia dały mi też coś, czego nie można kupić za żadne pieniądze świata. Dały mi wspaniałych przyjaciół. Przyjaciół, z którymi można się śmiać i płakać, z którymi można podyskutować o konsekwencji wprowadzenia podatku dochodowego w rolnictwie, ale także o tym, dlaczego tak mało wódki kupiliśmy na nasze wspólne spotkanie :) . Przyjaciół, którzy sprawiają, że moje życie jest piękniejsze, że po 5 latach mogę powiedzieć, że przeżyłem cudowne chwile, że to, co z nimi zobaczyłem, zrobiłem, jest czymś, czego mi nikt nie zabierze. Co pozostanie aż do śmierci w mojej pamięci- no chyba, że dorobię się sklerozy :) . Nie sposób wymienić tutaj wszystkich, chociaż każdy w jakiś sposób odcisnął swoje piętno na moim studenckim życiu. Ale szczególnie chciałbym podziękować mojej kochanej grupie 2. Tej, z którą spędziłem trzy lata na studiach licencjackich, na kierunku finanse i rachunkowość. Dziękuję również kolegom i koleżankom ze studiów drugiego stopnia na kierunku ekonomia. Oba kierunki odbywane na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, na wydziale Ekonomiczno-Społecznym. Ale, żeby trochę połechtać kolegów i koleżanki po ich ego, niektórych wymienię z imienia. To dzięki Wam moje życie przeszło tak wielką metamorfozę. Dziękuję: Ilonie, Martynie, Agnieszce, Madzi, Michałowi, Norbertowi, Patrykowi, Kamilowi, Maciejowi, Asi, Natalii, Bogusi, Kasi, Marcie i Karolinie- jej szczególnie :) . Naprawdę, bez Was te studia nie miałyby takiego uroku i powabu, nie miałbym tylu wyjątkowych wspomnień, tylu przeżyć i oczywiście mnóstwa zdjęć. Jak jest mi smutno, zawsze je przeglądam. I już nie piszę więcej, bo za chwilę zaleję łzami cały komputer.

   Ale jak już mam tak podsumowywać, to pochwalę się Drogim Czytelnikom, że od 19 czerwca jestem już magistrem ekonomii z oceną bardzo dobrą oraz, że nie kończę swojej przygody z uczelnią. Teraz role się odwrócą :) . Ale o tym, to może kiedy indziej :) .

Praga-Chiny w trzy godziny

praga   Witajcie Drodzy Czytelnicy po bardzo długiej przerwie. Cieszę się, że nareszcie znalazłem czas i mogę podzielić się z Wami moją twórczością. Przez minione tygodnie tyle się w moim życiu działo, że nawet dziesięć wpisów nie oddałoby tych wszystkich emocji, których miałem okazję doświadczyć przez ostatnie kilkadziesiąt dni. Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami moimi wrażeniami związanymi z podróżami do dwóch europejskich stolic- Pragi i Brukseli. Tak więc zapnijcie pasy i jedziemy :) .

   Pierwszym przystaniem w naszej podróży będzie malownicza czeska Praga. Miasto położone nad rzeką Wełtawą, które każdego roku przyciąga, dzięki swojemu uroki, rzesze turystów. Jej pełna ciekawych wydarzeń historia, zabytki, które zachowały się po dziś dzień, czy w końcu jedne z najlepszych na świecie piw, sprawiają, że każdy, kto raz do niej przyjechał, chce tam powrócić- ja też dałem się omamić jej urokiem. Plac Wacława, Wzgórze Wyszehradzkie z przepięknym kościołem p.w. świętych apostołów Piotra i Pawła oraz zapierającą dech w piersiach panoramą, która to wynagradza wysiłek, jaki trzeba było włożyć w pokonanie dużej ilości schodów prowadzących na szczyt. No i oczywiście przepiękne uliczki, których powab jest dopiero najfajniejszy podczas wieczornego spaceru. To mamy dopiero pierwszy dzień, a gdzie tu reszta. most_karola
Oczywiście Praga, to przede wszystkim Hradczany, z okazałym zamkiem, przed którym to dochodzi do uroczystej zmiany warty oraz katedrą świętego Wita. To także  Mala Strana, Tańczący Dom,  Złota Uliczka, czy znany wszystkim most Karola, po którym to przechadzają się tłumy ludzi. Warto także pojechać kolejką linową na wzgórze Petrin, gdzie znajduje się praska wieża Eiffla oraz odwiedzić znajdujący się na nim gabinet luster, w którym to każdy, ale to każdy nadwyręży sobie mięśnie brzucha od śmiechu. Z własnego doświadczenia wiem, że warto w Pradze puścić wodze fantazji i odejść od zaplanowanych miejsc do zwiedzania i iść tam, gdzie nogi niosą, bo wówczas można odkryć wiele ciekawych, a niezaznaczonych na mapie miejsc, które są bardzo urokliwe. I oczywiście należy do czeskiej stolicy jechać w doborowym towarzystwie, bo wówczas to wszystko jest o połowę lepsze :) . Bez Marysi, Ilony, Agnieszki, Martyny, Anety, Kingi oraz Michała, ten wyjazd nie byłby taki sam. Aha, muszę dodać, że Praga pozwala także poznać nowe, ciekawe osoby, z dalekich stron. My mieliśmy okazję nawiązać znajomość z bardzo sympatycznym Japończykiem, o imieniu Masa, dzięki któremu mogliśmy wykazać się zdolnością posługiwania się językiem obcym :). Masa, dzięki spotkaniu z nami poznał, czym jest polska gościnność oraz posmakował polskiej wódki, która o dziwo, bardzo mu przypadła do gustu :).

parlament   Po niespełna 3 tygodniach od powrotu z Pragi, znów przyszło mi wsiąść do autobusu i po 12 godzinach podróży znaleźć się w innej europejskiej stolicy, tym razem w Brukseli. Pomyślicie sobie, że ten Krysztofiak to ma chyba za dużo pieniędzy. W niespełna dwa miesiące był w Paryżu, Pradze i Brukseli. Dlatego też spieszę z wyjaśnieniami, że nie okradłem banku, nie wygrałem w Lotto, ani też nie odziedziczyłem spadku po bogatej ciotce z Ameryki. Do Brukseli pojechałem dlatego, że biorę udział w projekcie realizowanym przez moją uczelnię, który finansowany jest przez Unię Europejską i zakłada udział w warsztatach i szkoleniach, staż zawodowy oraz wyjazd studyjny. Jednym z możliwych był właśnie ten do Brukseli, który to też wybrałem. Dzięki staraniom władz wydziału Ekonomiczno-Społecznego mogliśmy odwiedzić Parlament Europejski, Komisję Europejską, instytucje związane z europejskim rolnictwem oraz brać udział w posiedzeniu jednej z komisji Parlamentu. Największe jednak wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z panem profesorem Jerzym Buzkiem, byłym Przewodniczącym Parlamentu Europejskiego oraz z panią doktor Krystyną Łybacką, która jako europosłanka zajmuje się kwestami związanymi z edukacją. Możliwość zobaczenia tych osób z bliska, wysłuchania ich, dowiedzenia się wielu ciekawych rzeczy związanych z funkcjonowaniem unijnych instytucji oraz możliwość zadania pytania, na które otrzymałem satysfakcjonującą mnie odpowiedź, było czymś wyjątkowym. komisja
Dlatego też, z tego miejsca pragnę powiedzieć wszystkim młodym osobom, aby zawsze, kiedy mają taką możliwość, brały udział w wyjazdach, spotkaniach, pogadankach, które są organizowane przez szkoły, uczelnie czy inne organizacje. Dają one oprócz wiedzy także i wyjątkowe doświadczenia, które pozostają w nas na całe życie.

   I tak jeszcze na sam koniec. Był już Paryż, była Praga, była też i Bruksela. Teraz na deser, na zakończenie mojego okresu studiów i tegorocznego zwiedzania europejskich stolic, zostaje mi jeszcze Warszawa. Tak więc: DO ZOBACZENIA W WARSZAWIE. A potem oczywiście czekajcie na blubry o Warszawie :) .

Pola Lednickie- Polami cudownego rozmnożenia chleba

   LednicaBramaRybaZapewne każdy z Was, Drodzy Czytelnicy, a jak nie każdy, to mam nadzieję, że większość, zna ten fragment Pisma Świętego, mówiący o rozmnożeniu chleba przez Pana Jezusa na pustkowiu. Na pewno też większość z Was myśli, że wówczas to Pan Jezus dokonał, tak zwanego ,,czary mary”, aby z  5 chlebów i 2 ryb stworzyć ilość pożywienia, która wykarmiła pond 5000 mężczyzn nie licząc kobiet i dzieci. Bo przecież z ludzkiego punktu widzenia nie jest to możliwe. I ja także, do pewnego momentu tak myślałem. Ale podczas pewnej Mszy Świętej dowiedziałem się, że cudem, który wówczas dokonał Chrystus, był cud przemiany serc. Rozmnożenie chleba polegało na tym, że wszyscy uczestnicy spotkania powyjmowali ze sowich toreb i sakiewek wszystko, co ze sobą zabrali w daleką podróż. Bo przecież logicznym jest, że nikt, kto wybiera się w drogę wychodzi z domu bez prowiantu. Jezus sprawił, że ludzie zaczęli dzielić się tym, co mieli ze sobą, a z tego, co zostało zebrano jeszcze 12 koszy ułomków. Dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. Zastanawiacie się na pewno, dlaczego przytaczam właśnie ten fragment Ewangelii? Robię to dlatego, aby powiedzieć, że taki sam cud, dzieje się co roku na Polach Lednickich, gdzie zbiera się tłum ludzi młodych, którzy przychodzą posłuchać swojego Mistrza.

   Spotkanie młodych na Polach Lednickich, pod Bramą Rybą, na brzegach jeziora Lednickiego, u źródeł chrześcijańskiej Polski, w sercu jej chrzcielnicy jest  fenomenem na skalę światową. Oto w jednym miejscu, w jednym dniu, spotykają się tysiące osób, młodych osób, tych którzy przeżywają okres buntu, okres dojrzewania, którzy poszukują sensu swojego życia. Właśnie oni przyjeżdżają pod Bramę III Tysiąclecia, aby wybrać Chrystusa, aby obrać Go jako drogowskaz, jako Tego, który będzie z nimi każdego dnia. Ktoś powie, że przecież ta dzisiejsza młodzież to tylko potrafi przeklinać, pić alkohol i robić hałas, że nic z niej nie będzie, że wszystko zaprzepaści i gdy już będzie za późno dopiero zrozumie, że postępowała źle. Ja tym wszystkim osobom mówię, że tak nie jest i zapraszam ich na Lednicę, aby zobaczyli ,,kwiat młodzieży polskiej”, aby zobaczyli ich entuzjazm, ich zaangażowanie, ich zasłuchanie w słowa ojca Jana Góry, biskupów i kapłanów, ich postawę skruszenia podczas spowiedzi, ich gest wyciągniętych rąk proszących o dary Ducha Świętego, ich ręce połączone łańcuchem miłości i w końcu ich autentyczne zaangażowanie w śpiewy i tańce, podczas których tak naprawdę wyrażała się ich wiara w Boga Trójjedynego.

   Największe wrażenie na mnie podczas tegorocznego spotkania zrobił widok młodych ludzi, którzy po tym, jak okazało się, że księżom skończyła się Komunia Święta rozdawana w sektorach, ruszyli niczym ,,pospolite ruszenia” do Kaplicy Adoracji, gdzie miała być ona udzielana. Ten tłum młodych dziewczyn i chłopców, ten kurz przez nich wnoszony, gdy to z radością skakali i podnosili ręce w rytm piosenki o tym, jak bardzo kochają swego Boga. To było coś niesamowitego. Wówczas to naszło mnie przemyślenie, że NORMALNI LUDZIE w takiej kolejce stoją jedynie do kasy w supermarkecie lub gdy w Lidlu jest promocja karpia przez świętami, a NIENORMALNI LUDZIE stoją w kolejce, aby przyjąć do swego serca, to co jest tak proste, kruche i zwykłe, a jednocześnie tak wielkie, piękne i potężne- Chrystusa ukrytego w okruszynie chleba. Aby przyjąć do serca najlepszy towar naszej wiary. Tego tak naprawdę nie da się opisać słowami, to trzeba przeżyć osobiście.

   O Lednickie Pola, dziękuję Wam za to, że co roku stajecie się Polami rozmnożenia Chleba ,że dzięki Wam możliwe jest pokazanie, że Kościół żyje, że są w nim ludzie oddani Bogu, że są księża, którzy są ,,przewodnikami”, poprzez których Bóg zsyła na nas swoje dary, że są młodzi ludzie, którym się chce, którzy w autentyczny sposób są zaangażowani w życie Kościoła, że są świadkami Chrystusa w tym zlaicyzowanym świecie. Można zarzucać Kościołowi, że popełnia błędy, że zdarzają się mu upadki, że nie przystaje do współczesnych realiów. Ale takie właśnie spotkania, jak to nad jeziorem Lednickim pokazuje, że Kościół złożony z ludzi słabych i grzesznych żyje, że mimo trudów i przeciwności wypełnia misję, którą polecił mu wykonywać Chrystus, że jest Kościołem ludzi młodych i pełnych energii, a nie stetryczałych i gnuśnych. Ostatecznie pokazuje, że jest Kościołem, którego nie da się zamknąć w zakrystii czy kruchcie, że jest Kościołem, który może i powinien wychodzić na ulicę, bo ma się czym chwalić. Bo jego największą chwałą jest CHRYSTUS i JEGO OWCZARNIA.