Historia pewnego mieszkania

Białystok,_kamienica_(d._zarząd_fabryki_Moesa),_ul._św._Rocha_3,_03 Byłem kiedyś w pewnym mieszkaniu. Mieszkaniu bardzo wyjątkowym. Takim, których na świecie jest niewiele, a może nie ma ich wcale. Opowiem Wam dzisiaj o nim.

   Gdy otwiera się do niego drzwi, czuć coś wyjątkowego.  Zapach, który zadziornie łechce nos, jest zapachem niezwykłym. Jest mieszanką książkowego kurzu, świeżo mielonej kawy, ale przede wszystkim jest przepełniony wonią miłości. Miłości, która znajduje się tam niemal wszędzie. Miłości, która siedzi sobie na kuchennym parapecie, na herbacianym imbryku, na stosie świeżo uprasowanych koszul, która zerka przez uchylone drzwi z dziecięcego pokoju. Miłości, która sprawia, że to, co wcześniej wydawało się szare i nieciekawe, nagle staje się pełne barw. Ale miłość nie jest tam samotna. Ma wokół siebie wspaniałe towarzystwo. Na równo ułożonych książkach, od wielu już lat mieszka sobie także empatia. Empatia, która z każdą przeczytaną stroną wnika w domowników. A trzeba wiedzieć, że książki są tam czytane zawsze i wszędzie. Przy śniadaniu, obiedzie a nawet i podczas kolacji. Przy obieraniu ziemniaków, lepieniu pierogów czy myciu okien. Czyta się tam w kuchni, korytarzu, salonie i w wannie. Często dochodzi do sytuacji, że domownicy wpadają na siebie, przechodząc z jednego pomieszczenia do drugiego, bo tak są zabsorbowani lekturą. A na kuchennym blacie stoją  równo ułożone filiżanki. Są pękate i niebieskie. One także mają swoich mieszkańców. W tych pięciu niebieskich filiżankach wygodnie sobie siedzą : dobre wychowanie, zaufanie, wzajemny szacunek, mądrość życiowa i wiara. Tak sobie siedzą i z każdym wypitym łykiem herbaty wnikają w domowników. A nad wszystkim góruje duża szafa, w której równo i w odpowiedniej kolejności poukładane są zasady. Zasady, które są tam bardzo ważne, które sprawiają, że dzięki nim, mieszkanie to jest tak wyjątkowe. Jakże szkoda, że wielu polskich domach nie ma takowej szafy. Jakże szkoda, że nie ma takiej mamy, taty, takich dzieci. Gdyby tak było, wszystko na pewno wyglądałoby piękniej.

Jak dobrze móc czasami iść do takiego mieszkania…

Jak dobrze móc powdychać ten cudowny zapach i pić z tych niebieskich filiżanek…

Jak dobrze jest mieć  takich ludzi wokół siebie…

Okruchy Majdanu

   pobrany plikIle rewolucji widział już świat? Chyba nie można ich wszystkich policzyć i dać jednoznacznej odpowiedzi. Jedne były mniejsze, drugie większe, nazwane lub nie, krwawe bądź bezkrwawe. Jednak każda z nich sprawiała, ze coś się zmieniało. Upadały rządy, ginęli ludzie, społeczeństwo zaczynało inaczej myśleć. Przychodziło nowe, które nie zawsze było lepsze. A co przyniósł ukraiński Majdan? Na to pytanie postaram się dać dzisiaj odpowiedź.

   Znany Czytelnikom z lekcji historii Winston Churchill – premier Wielkiej Brytanii i członek Wielkiej Trójki, powiedział kiedyś, że „demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu’’. Mimo, iż jest najgorszą, jest najczęściej wybieraną. Znana od czasów starożytnych władza ludu ma być gwarantem ładu politycznego i społecznego. Kraje, które jej nie doświadczają, dążą do niej, a te, które już ją mają nie potrafią często z niej korzystać. Co dała demokracja Ukrainie? Na pewno przyniosła poczucie samostanowienia o sobie, o przyszłości. Dała możliwość wejścia na ścieżkę reform, które mają przybliżyć ją do krajów Europy Zachodniej, a w ostateczności wprowadzić w szeregi Unii Europejskiej. Ale zanim to się stanie, jeszcze wiele wody upłynie w Dunaju i wiele kul zostanie wystrzelonych z pistoletów. Bo czy zeszłoroczny Majdan coś tak naprawdę zmienił na Ukrainie? Można powiedzieć, że zmieniły się rządy. Do władzy doszły osoby, które są skłonne do głębokich reform, które są otwarte na współpracę ze Wspólnotą Europejską, które nie są ślepo wpatrzone w Rosję. Ale wszystko to okupione jest życiem wielu niewinnych ludzi, płaczem kobiet i dzieci, gruzami i zniszczeniami. Rewolucja, która miała przynieść powiew wolności i nowoczesności, przyniosła ze sobą ból i smutek. I tutaj pojawia się pytanie. Czy w XXI wieku takie rozwiązania są dopuszczalne? Czy Europejczycy, którzy są winni dwóch wojen światowych, którzy wyciągnęli z nich lekcje i zjednoczyli się, mogą na coś takiego pozwolić? Działania Władimira Putina w pewien sposób przypominają te, które prawie 80 lat temu prowadził Adolf Hitler. Chciał korytarza z Niemiec do Prus Wschodnich, na który to Polacy nie wyrażali zgody. Wszyscy doskonale wiemy, jak to się skończyło. Czy dążenie Rosji obecnie nie jest analogiczne? Zajęcie Krymu i walki w rejonach, które stanowią niejako ,,drogę” z Rosji na półwysep są powtórką z historii. I tutaj nasuwa się pytanie. Co zrobi świat? Przyznanie Rosji racji i odłączenie od Ukrainy tamtych ziem byłoby najlepszym z możliwych rozwiązań, które na pewno zakończyłoby te okrutne walki, w których każdego dnia giną istoty ludzkie. Z drugiej strony mogłoby to stać się przyczynkiem do zajmowania kolejnych obszarów, które Rosja chciałaby odzyskać, bo uważa je ,,za swoją własność”. Byłyby to także policzek dla wszystkich przywódców państw Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i ONZ, którzy nie potrafili zrobić nic, aby tego uniknąć. No i trzecim rozwiązaniem, które jest najgorszym z najgorszych jest oczywiście konflikt zbrojny, który dałby jednej stronie zwycięstw a drugiej gorycz porażki. I tutaj pojawia się kolejne pytanie. Kto chciały umierać za Ukrainę? Jak dotąd żadne państwo nie wyraziło takiej chęci. Wszystkie zabiegi do tej pory są tylko rozmowami i papierowymi porozumieniami, które nie mają żadnej mocy. Sankcje nie przynoszą skutków, a ich nakładanie odbija się na krajach słabszych, między innymi na Polsce. Potęgi gospodarcze Europy, mimo iż popierają Ukrainę i potrafią stanowczo sprzeciwić się Putniowi. Ukraina mimo, iż odczuwa na swoich plecach pomocne dłonie, tak naprawdę jest samotna. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać. Czekać na cud, który przyniesie pokój lub czekać na wojnę, która zniszczy, to wszystko, co kochamy. Oby drugi scenariusz nigdy się nie ziścił.

   Rewolucje są potrzebne. To one zmieniały i zmieniają bieg historii. To one są motorem sprawczym wszystkiego, co nas otacza. To one sprawiają, że świat nie stoi w miejscu. Pamiętać jednak musimy, że muszą być one przemyślane, osadzone na mocnych i stabilnych filarach. Potrzebujemy jednak rewolucji umysłu, a nie rewolucji serc.

   Życzę wszystkim Ukraińcom, aby to, co obecnie dzieje się w ich kraju znalazło swój szczęśliwy koniec. Aby udało się znaleźć taki konsensus, który będzie możliwy do zaakceptowania, przez każdą ze stron.

   Życie ludzi jest bowiem wartością najwyższą. Śmierć choćby jednego żołnierza, jednego cywila jest wielką stratą dla całego świata i wymownym wołaniem o pokój.

Czterdzieści dni

   pobrany plik (1)Zapewne większość z Was, drodzy Czytelnicy, zgodnie z wielowiekową tradycją i nakazem religijnym udała się dzisiaj do kościoła, aby poprzez obrzęd posypania głowy popiołem rozpocząć okres Wielkiego Postu- czasu, który ma nas- chrześcijan przygotować na najważniejsze dni w roku, czyli mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Dlatego dzisiaj chciałbym pochylić się nad tematem współczesnego poszczenia.

   Jeszcze niespełna 150 lat temu, w ostatni dzień karnawału urządzano zabawy ostatkowe, zwane przez mieszkańców Poznania i okolic ,,podkoziołkiem”, które kończyły się równo z wybiciem północy. Ich zakończenie było bardzo wymowne, gdyż na znak rezygnacji z hucznych zabaw, na podłodze, która jeszcze kilka chwil temu służyła za taneczny parkiet, rozsypywano popiół. Miał on uświadomić zebranym, iż zakończył się czas hulanek i swawoli, a rozpoczął okres wyciszenia i refleksji. No, ale to przecież było dawno, kto by teraz tak robił? Czasy się przecież zmieniły, wszystko wygląda zupełnie inaczej. Może i tak, ale fundamentalne zasady, na których opiera się nasza religia, przez ten czas nie uległy zmianie. Ale nie o tym chcę pisać. Pragnę zastanowić się, na czym może polegać post człowieka XXI wieku? Czy mamy tak, jak nasi przodkowie, odkładać na ten czas wszystko, co związane jest z tłuszczem oraz mięsem? Myślę, że nie. Chociaż zwolennicy wegetarianizmu zapewne udowodniliby nam, że udałoby się przeżyć przez ten czas jedząc same warzywa, mleko czy sery. I nawet byłoby to z korzyścią dla naszego organizmu. Wydaję mi się jednak, że współczesnemu człowiekowi trudno byłoby wyrzec się konsumpcji mięsa przez 40 dni- przecież McDonald i KFC kusi niemal na każdym rogu większego miasta :) . Współczesny człowiek potrzebuje innego postu. Postu, który zarówno wpłynie na ciało jak i na ducha. Potrzebujemy odpoczynku od Facebooka, Instagramu, Twittera, YouTube, Demotywatorów, Pudelka i wielu innych stron, które zabierają nasz czas. Potrzebujemy odpoczynku od telewizji, kolorowych gazet, głośnej muzyki, mp3,mp4, telefonów, smartfonów czy tabletów. Potrzebujemy odpoczynku od ciągłego gonienia za pieniądzem, sławą i karierą. Potrzebujemy w końcu oddechu od samych siebie. A czas Wielkiego Postu, jest ku temu najlepszą okazją. Nie musimy oczywiście rezygnować ze wszystkiego na całe 40 dni ( nie wyobrażam sobie bowiem, jak wyglądałaby moja tablica na wspomnianym wyżej portalu społecznościowym, gdybym zajrzał na nią dopiero w Poniedziałek Wielkanocny :) aż strach pomyśleć :) ). Możemy przecież ograniczyć nasze wejścia do Internetu do minimum, do tego, co jest nam w danym dniu konieczne, czy to w pracy czy w szkole. Możemy odłożyć na bok ulubione gazety, muzykę czy gry komputerowe. Możemy zrezygnować z wyjść do pubu na piwo ze znajomymi. To przecież tak niewiele. Ten czas oddechu, zatrzymania, odsapnięcia, nie będzie czasem straconym czy zmarnowanym. Zapewniam Was, drodzy Czytelnicy, że odkryjecie, iż wielu rzeczy wcześniej nie zauważaliście, że wiele spraw Wam umykało, że w końcu odnajdziecie czas na to, co najważniejsze.

   A i co najbardziej istotne. Post, to nie czas smutku, płaczu i marudzenia. Wielki Post, to okres przemiany naszych serc, umysłów i sumień. Czas, kiedy odkrywamy, że zło i śmierć nie ma ostatniego słowa, że nigdy nie jest tak źle, aby mogło być lepiej oraz że ciemność zawsze musi ulec blaskowi poranka zmartwychwstania.

  Pamiętajcie, drodzy Czytelnicy- uśmiechajcie się w Wielkim Poście- do siebie, do innych, do świata, bo zgodnie ze słowami Jezusa ,, nie mamy być posępni”, gdy pościmy. Post nie ma nas zasmucać, ale dawać nadzieję, że jutro będzie lepiej. Tak więc- przyjemnego poszczenia :) .

Rewelacja- Abdykacja

   ITALY POPE FRANCIS MEEST BENDICT XVIDokładnie dwa lata temu papież Benedykt XVI ogłosił całemu światu, że pragnie abdykować, że chce zrzec się powierzonego mu, przez kardynałów na konklawe urzędu Ojca Świętego. Informacja ta lotem błyskawicy obiegła świat i wywołała lawinę spekulacji i domysłów. Zaczęto odkrywać mówiące o tym  przepowiednie oraz doszukiwać się znaków wieszczących rychły koniec świata. Ale co tak naprawdę wywoła ta, bądź co bądź odważna decyzja? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w dzisiejszym artykule.

   Trafność podejmowanych przez nas decyzji zależy od wielu czynników. Wpływa na nie przede wszystkim obiektywna analiza posiadanych informacji, słuszność ich oceny oraz wielość możliwych wariantów wyboru. Jednak jedno jest pewne, to my sami stanowimy o swoim losie i tylko my mamy na niego ostateczny wpływ. Decyzja podjęta przez papieża Benedykta XVI nie należała do łatwych. Ojciec Święty na pewno zdawał sobie sprawę jakie konsekwencje może ona wywołać. Był świadomy tego, że uczyni coś, czego od wielu stuleci nie stosowano w Kościele. Uznał jednak, że tak trzeba i w wolności swojego sumienia stwierdził, że abdykacja jest najlepszą z możliwości, jakie przed nim stoją. Co ja, jako członek Kościoła sądzę na ten temat? Osobiście uważam, że Ojciec Święty podjął dobrą decyzję. Uznawszy swoją niemoc fizyczną, przyznał, że nie może już, w sposób odpowiedni przewodzić łodzi świętego Piotra. Okazał tym samym wielką pokorę, mądrość, a co najważniejsze, wielką troskę o Kościół. Uznał, że w tak szybko zmieniającym się świecie, w takich warunkach potrzebny jest przewodnik, który będzie miał odpowiednie siły fizyczne i duchowe, aby sprostać temu, czego oczekuje od niego ludzkość, ale przede wszystkim Bóg. I w tym miejscu dochodzi do ukazania wielkiej mądrości Boga. Gdy wszyscy myśleli, że kardynałowie zebrani na konklawe wybiorą na nowego papieża kandydata młodego, pełnego energii i wigoru, wydarzyła się rzecz niezwykła. Nowym Ojcem Świętym został, mający 77 lat- Jorge Mario Bergoglio. Świat został zaskoczony, ale jak się później okazało pozytywnie, gdyż nowy papież zyskał jego sympatię. Mimo, iż w chwili wyboru był niewiele młodszy od swojego poprzednika miał i nadal ma wigor młodzieńca. Pokazuje, że można zmieniać, to co wcześniej uważane było za coś, czego zmienić się nie da. Łamie utarte schematy, pokazuje, że Kościół to ludzie, a nie stanowiska, samochody, ładne szaty, czy Kuria. Jest blisko tych, których Mu powierzono. Mówi językiem, który jest zrozumiały dla każdego. Udowadnia nam, że nieważne, ile ma się lat, nieważne, gdzie się mieszka i kim się jest. Ważne jest to, by żyć w zgodzie z własnym sumieniem, że pomoc drugiemu nigdy nie jest daremna oraz, że nawet największą ciemność Bóg potrafi rozjaśnić swoim światłem. Bo dla Niego bowiem, nie ma rzeczy niemożliwych.