Podsumowań czas

images

   Bilans to zestawienie aktywów oraz źródeł ich pochodzenia czyli pasywów, sporządzony w określonej formie i na określony dzień. Każda firma, która jest do tego zobligowana musi takowy przygotować. Zazwyczaj tworzy go na dzień 31 grudnia danego roku. Ale podsumowania tego, co się wydarzyło w przeciągu ostatnich 12 miesięcy dokonują nie tylko firmy, ale także zwykli ludzie. Zawsze na koniec roku każdy z nas ustala, co udało się wykonać, co osiągnęliśmy. Przypominamy sobie także nasze porażki, klęski, zarówno te mniejsze, jak  i większe. I ja także, na kilka dni przed Nowym Rokiem postanowiłem zrobić takie małe podsumowanie mijającego roku.

  Muszę przyznać, że rok 2014 był dla mnie rokiem szczególnym. Szczególnym pod wieloma względami.  Przyniósł mnóstwo ciekawych chwil, które pozostaną na długo w mojej pamięci. Dał mi nowe doświadczenia, nauczył wielu rzeczy. Przede wszystkim mogę powiedzieć, że nauczył mnie pokory. Pokory, która jest niezwykle ważna w życiu, która pomaga nam być lepszymi. Zapewne zastanawiacie się, jakie wydarzenie nauczyło autora tych słów pokory? Otóż były to tegoroczne wybory. Brałem w nich udział jako ten, który mógł być wybrany. Niestety wyborcy nie obdarzyli mnie swoim zaufaniem, postawili więcej krzyżyków przy nazwisku mojego kontrkandydata. Może jestem za młody, może niedoświadczony, może kampanią była nieciekawa? Nie wiem tego. Wiem tylko tyle, że za 4 lata znowu spróbuję. Ten rok nauczył mnie także doceniania piękna, tego wszystkiego, co mnie otacza. Zarówno tego, co blisko, jak i daleko. Morze, góry, doliny, lasy, pola, łąki, to wszystko jest takie piękne, że nie sposób się tym nie zachwycać i dziękować, że można z tego korzystać. 12 ostatnich miesięcy uświadomiło mi również, jak ważne są relacje z innymi osobami, jak ważne jest ich zdanie, rady, okazywana pomoc. Dłoń przyjaciela jest  tysiąc razy więcej warta niż pieniądze. Jednak należy pamiętać, aby otaczać się odpowiednimi osobami, aby nie okazało się, że gdy nadejdą chwile trudne zostaniemy sami. Ten rok nauczył mnie także samodyscypliny. W związku z tym, że podjąłem dorywczą pracę w biurze rachunkowym musiałem nauczyć się dobrze gospodarować czasem. Nauczyłem się, go tak dzielić, aby na wszystko wystarczyło: naukę, pracę, odpoczynek i przyjemności. Jeszcze muszę nad tym popracować, ale jestem na dobrej drodze.

   Bilans sporządzany przez przedsiębiorstwa zawsze musi wyjść na zero. Aktywa muszą równać się pasywom. W moim przypadku to zestawienie się nie zeruje. Więcej jest w nim rzeczy dobrych, nich złych. Więcej chwil przyjemnych i miłych, niż tych smutnych. Mam nadzieję, że w Nowym Roku też tak będzie.

   Czego sobie życzę na Nowy Rok? Jakie są moje plany? Hmm… jest ich wiele. Niektóre prezentuję poniżej. Zobaczymy za rok, czy wszystkie udało się zrealizować :) :

-  chcę nauczyć się w końcu dobrze mówić w języku angielskim, skoro premier dokonał tego w 3 miesiące, to może i mnie uda się w ciągu 365 dni,

- chcę nauczyć się grać na gitarze,  bo jak na razie jedynym instrumentem na którym gram są nerwy :) ,

- chcę dobrze ukończyć studia, obronić pracę magisterską i podjąć pracę zawodową, którą będę wykonywał do 67 roku życia :) ,

- chcę poznać nowych, ciekawych ludzi, którzy wniosą w moje życie coś nietuzinkowego,

-chcę pojechać do Paryża, aby zobaczyć Mona Lisę,

- chcę przeczytać przynajmniej 50 książek :) ,

- chcę zacząć chodzić regularnie na basen a może i na siłownię,

- chcę przejść 300 kilometrów w lipcu,

- chcę mniej krzyczeć, denerwować się, być złośliwym, leniwym i rozkojarzonym,

- chcę poprawić jeszcze wiele rzeczy, ale nie będę tutaj o nich pisał :) .

 I na koniec Drodzy Czytelnicy chciałbym życzyć Wam, aby Nowy Rok 2015 przyniósł same dobre chwile, aby dał radość, uśmiech, spełnienie marzeń, aby każdy z Was po jego zakończeniu mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że to był dobry rok. Szampańskiej zabawy sylwestrowej ( ja w tym roku bawię się nad morzem w Łazach), no i do zobaczenia w nowym, 2015 roku :) .

Błogosławiony poród

images  Ktoś ostatnio zapytał mnie, jak obchodzę Gwiazdkę? Odpowiedziałem, że nie obchodzę. Jakież wielkie było jego zdziwienie, gdy to usłyszał. Może i Wy, Drodzy Czytelnicy też przecieracie oczy ze zdumienia i pytacie się, co też ten Krysztofiak opowiada. Otóż już spieszę z odpowiedzią. Ja w najbliższych dniach nie będę świętował Gwiazdki, ale Boże Narodzenie. Będę pochylał się nad tajemnicą, która 2000 lat temu wydarzyła się w malutkiej wiosce o nazwie Betlejem.

   Ponad dwa tysiąclecia temu historia świata znalazła się w punkcie zwrotnym. Na Ziemi pojawił się Bóg. Przyszedł nie po to, aby świat potępić, ale by go zbawić. Nie przyszedł, aby panować, ale aby służyć. Nie wybrał złotego pałacu, ale ubogi żłobek, aby pokazać, że nie pieniądze, sława i bogactwa są najważniejsze. Dał nam przykład. A jak my celebrujemy ten wyjątkowy czas, kiedy to powtórnie przychodzi do nas Bóg? Czy jesteśmy przygotowani? Zapewne tak, bo przecież umyliśmy okna, wysprzątaliśmy cały dom, zrobiliśmy obfite zakupy, wyprasowaliśmy odświętne ubrania oraz ubraliśmy choinkę. Fajnie, ale czy to wystarczy. Czy w tym wszystkim nie gubimy prawdziwej istoty tych dni? Bo przecież nie karp jest najważniejszy, ani to czy kapusta będzie miała w sobie borowiki czy podgrzybki. Najważniejszy jest On- ten który przychodzi. Przychodzi w drugim człowieku, w jego życzliwym geście, pełnym serdeczności uśmiechu, słowie, które wypowie. Przychodzi mimo, iż my tego nie zauważamy. Dlatego też zróbmy wszystko, aby przyjąć Go jak najlepiej. Otwórzmy drzwi swoich serc na drugiego człowieka, na jego potrzeby. Zróbmy wszystko, aby w ten wyjątkowy czas być dla siebie życzliwym, aby zniknęły wszelkie waśnie i spory, abyśmy wybaczyli sobie wszystko to, co było złe. Niech w tym dniu opłatek nie smakuje jak woda z mąką, ale będzie słodki jak miłość.

   I taka mała dygresja świąteczna. Dzisiejszy świat oparty jest na komercji. Reklamy i marketing bombardowały nas już od listopada tym wszystkim, co związane jest z ostatnimi dniami grudnia. Nie zawsze odnosiło się to bezpośrednio do BOŻEGO NARODZENIA. Dotyczyło śniegu, bałwanków gwiazdek, elfów, prezentów, Mikołaja z Rovaniemi. Świat myśli inaczej, ale my nie pozwólmy na to, aby istota tych świąt się zdeprecjonowała. Choinka, prezenty, potrawy są ważne, ale nie najważniejsze. Pamiętajmy o tym.

   I jeszcze jedno. Zawsze zastanawia mnie to, co świętują ateiści i niewierzący. Skoro w nic nie wierzą, te dni powinni być dla nich jak zwykły dzień. Ale czy są? Chyba nie.

   Drodzy Czytelnicy!

Pragnę Wam życzyć, abyście te święta spędzili w rodzinnej atmosferze.

Aby przełamywany opłatek złamał każdą złą chwilę, złe słowo i czyn.

Aby kolędy przyniosły ze sobą pokój, tak potrzebny światu i każdemu z nas.

Aby Wasze serca stały się żłóbkiem, wyściełanym najlepszym siankiem,

w którym  Maryja położy Jezusa.

Wesołych Świąt :)

Tam i z powrotem

images   ,,W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit. Nie była to szka­radna, brudna, wilgotna nora, rojąca się od robaków i cuchnąca błotem, ani też sucha, naga, piaszczysta nora bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; była to nora hobbita, to znaczy: nora z wygodami”. Zapewne domyślacie się drodzy Czytelnicy, skąd pochodzą te słowa. Tak, macie rację. To pierwsze zdania książki pt. ,,Hobbit, czyli tam i z powrotem” ,stworzonej przez J.R.R. Tolkiena. Książki wyjątkowej. Zastanawiacie się też na pewno, dlaczego chcę o niej napisać. Tak to już ze mną jest, że wszystko, co tutaj umieszczam, zawsze ma jakiś rodowód, jest czymś wywołane. Dzisiejszy wpis jest konsekwencją maratonu Hobbita, w którym uczestniczyłem. Tak więc do dzieła. Jakby powiedział Bilbo- ku przygodzie.

   Postać Bilba jest niezwykła. Niezwykła pod wieloma względami. Jest syntezą nas samych. Naszych wyborów, zalet i wad. Jest obrazem zmagań ze samym sobą, z otoczeniem. Odkrywaniem siebie każdego dnia na nowo, wnikaniem w głąb duszy. Tolkien poprzez Bibla i jego przygody pokazuje, że życie człowieka nie ogranicza się tylko do wygodnej norki, ulubionego fotela i książek. Pokazuje, że czasami warto przekroczyć prób swojego domu, aby zobaczyć, że za nim czeka coś nowego, niezwykłego, co może nas zmienić, ubogacić. Nasz główny bohater, tak jak i my bał się zmian, lękał się tego, co jest za Pagórkiem. Ale zaryzykował. Ryzyko się opłaciło. Dlaczego i w naszym przypadku nie miałoby tak być. Początkowo tęsknił za domem, ubolewał, że nie zabrał ze sobą chusteczki do nosa. Potem jednak zrozumiał, że można bez niej żyć, że ważniejsza jest pomocna dłoń kompana podróży, jego dobre słowo, czy uśmiech. Spostrzegł, że wspólne przebywanie, dzielenie smutków i radości zbliża do siebie, że tworzy więzi, które trwają do końca życia. Tolkien uzmysławia nam przez przygody hobbita, jak ważna jest przyjaźń, ile można ona przynieść dobrego, że dzięki niej ludzie stają się lepsi. Uczy nas, że zaufanie, lojalność, poświęcenie, odwaga, więcej znaczą niż złoto, że to dzięki nim możliwa jest zmiana świata. Pokazuje, że przy ocenie drugiej osoby nie liczy się jego pochodzenie, majątek czy stanowisko, ale to w jaki sposób odnosi się do innych, szczególnie do tych najsłabszych.  Tolkien nie przedstawia świata białym lub czarnym, kreuje go takim jakim jest, ze wszystkimi jego dobrymi i złymi stronami. Zaznacza, że każdy ma wybór, że to tylko od nas zależy jaką drogą pójdziemy. Świetnie obrazuje to przykład Thorina, który po zdobyciu Samotnej Góry zostaje ogarnięty żądzą władzy, złota i zemsty. Jednak do końca się im nie poddaje i w ostateczności pojmuje, co nadaje właściwy sens każdemu istnieniu. Co najważniejsze ,,Hobbit” udowadnia, że zło nigdy nie ma ostatniego słowa, że mrok zawsze można rozproszyć. Wystarczy w odpowiednim momencie zapalić światło. Wcale nie potrzeba wielkiej siły, ani potężnych czarów, aby zniszczyć to, co złe. Czyste serce i szczere intencje mają tak wielką moc, że zło pierzcha.

  Wszystkich Czytelników, którzy jeszcze nie czytali ,,Hobbita” oraz ,,Władcy Pierścieni”, książek autorstwa J.R.R. Tolkiena z całego serca zachęcam, aby sięgnęli po te pozycje. Aby zatopili się w historii Śródziemia, aby podjęli wędrówkę z Bilbem ku Samotnej Górze, a z Frodem do Mordoru. Obiecuję Wam, że nie będzie to czas stracony. Tak samo, jak czas poświęcony na obejrzenie ekranizacji tych powieści. Zobaczycie, odmienią one Wasze życie :) Daję słowo :) .

Nie oceniaj książki po okładce

   imagesZa nami druga tura wyborów samorządowych. Znamy już swoich wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.  Jak to zwykle z wyborami bywa, sprawiły one, że niektórzy utrzymali się u steru władzy na kolejne cztery lata, a inni z kretesem przegrali i musieli pokonanymi ze sceny zejść. Cóż taka jest gra, że jednemu weźmie drugiemu da. Każda zmiana przynosi bowiem coś nowego, niepowtarzalnego oraz tajemniczego. Każdej także towarzyszą większe lub mniejsze skutki, zarówno te pozytywne jak i negatywne. Ale koniec rozwodzenia się nad tym, co minęło i powróci dopiero w 2018 roku. Dzisiaj chciałbym zająć się tematem dość kontrowersyjnym, ale osadzonym w niedzielnych wydarzeniach. A mianowicie chciałbym pochylić się nad wyborem pana Roberta Biedronia na prezydenta Słupska.

   Sama jego kandydatura budziła i nadal budzi mieszane uczucia wśród mieszkańców Polski. Same jego wejście do Sejmu wywołało lawinę komentarzy w naszym kraju jak i na świecie. A wybór na prezydenta jednego z większych miast stał się niejako wielkim wydarzeniem medialnym. Bo przecież pan Robert jest postacią dość barwną. Został bowiem pierwszym posłem i od ostatniego dnia listopada pierwszym prezydentem miasta, który bez skrępowania przyznaje się do swojej orientacji seksualnej. Otwarcie mówi, że jest gejem. I tutaj rodzą się pewne emocje. Bo część społeczeństwa akceptuje go takim, jakim jest, a część uważa, że nie powinien pełnić żadnych funkcji publicznych w związku tym, że jego uczucia skierowane są w stronę osób tej samej płci. I tak drodzy Czytelnicy, na pewno wśród Was też dokonają się podziały. Jedni będą za, drudzy przeciw jego osobie. Macie do tego święte prawo. Ale chciałbym, abyśmy głębiej się nad tym zastanowili.

   Bo przecież przy ocenie człowieka bierze się pod uwagę wiele rzeczy. Jego osobowość, charakter, zdolności, posiadane umiejętności, zdobytą wiedzę, to jak odnosi się do innych ludzi, jak traktuje słabszych i tak dalej i tak dalej. Wiemy, że zbyt pochopna czy powierzchowna ocena drugiej osoby, może być często niesprawiedliwa i dopiero, gdy zagłębimy się w znajomość z taką osobą możemy odkryć jej prawdziwe oblicze. Tak więc, czy możemy też wydawać niepochlebne opinie o człowieku, którego różni od nas tylko orientacja seksualna? Bo przecież nowy prezydent Słupska, to zwykły człowiek. Z wykształcenia  jest politologiem, a od 2006 roku doktorantem na Wydziale Nauk Politycznych Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Pisał i pisze artykuły do wielu gazet, działa społecznie i politycznie, szczególnie na rzecz osób homoseksualnych. Będąc posłem działał intensywnie przy tworzeniu wieli projektów ustaw. I tak dalej i tak dalej. Tak więc, czy jego osiągnięcia, działania, wiedza nie jest wystarczająca, aby zostać prezydentem Słupska? Może jego osoba została uznana przez tamtejszych wyborców za  lepszą i bardziej merytorycznie przygotowaną do pełnienia tej funkcji niż kontrkandydaci?

   Pojawia się więc pytanie, czy orientacja może być przyczynkiem do tego, aby nie móc starać się o wysokie stanowiska? Myślę, że nie. Bo przecież człowieka nie można przekreślać tylko dlatego, że jest gejem, lesbijką, Murzynem, Cyganem, czy Polakiem. Gdybyśmy tak grupowali ludzi i mówili, kto jest lepszy, a kto gorszy świat byłby absurdalny. Nie ocenia się bowiem książki po okładce, tak samo nie powinno robić się z człowiekiem. Zastanówmy się nad tym.

   Niech puentą artykuły, który zostaje otwarty, który na pewno wzbudzi wiele kontrowersji, będzie zdanie, że człowiek jest człowiekiem, tylko wówczas, gdy jest ludzki dla innych ludzi.