Porażka to też zwycięstwo

   ObrzyckoWszystko, co dzieje się wokół nas ma swoje dwa oblicza. Gdy patrzymy na front mijanego domu, nie wiemy co kryje jego tył, gdy kupujemy dziecku czekoladowe jajko nie wiemy, co kryje się w środku. Tak samo jest także ze wszystkimi konkurencjami, w których uczestniczymy. Albo jesteśmy w tej drużynie, która odnosi sukces i cieszy się ze zwycięstwa albo w tej, która to poniosła klęskę i zastanawia się, dlaczego tak się stało. Ale zarówno zwycięstwo jak i przegrana uczą nas czegoś nowego. I wydaje mi się, że bardziej twórcza w doświadczenia i wiedzę jest gorycz porażki, o której to dzisiaj chcę napisać.

   Bo przecież kogoś, kto wygrał przepełnienia wielka euforia, pławi się w glorii chwały. Nie zastanawia się nad tym, co zrobił źle lub, gdzie popełnił błąd, bo przecież nie musi. Jest przecież pierwszy, pokonał rywali i jest na szczycie. A osoba, która stoi za nim, która nie osiągnęła tego, co on, jest zupełnie inna. Gdy schodzi z podium już sprawdza, co zrobiła źle, w którym miejscu popełniła błąd, co należy poprawić, udoskonalić. Poprzez porażkę uczy się pokory. Pokory, która jest bardzo ważną cechą charakteru, a której brakuje wielu osobom. Poznaje swoje słabe strony. Stara się odpowiedzieć na pytanie, co należy zmienić, aby następnym razem wygrać, co należy zrobić, aby być najlepszym. Daje mu zupełnie inne spojrzenie na swoją osobę.  Spojrzenie, które sprawia, że w obliczu nowych wyzwań jest bardziej zachowawcza, zmniejsza w sobie wybujałą pewność siebie czy egoizm. Porażka jest jak woda na gorące złoto. Schładza człowieka, studzi jego emocje, ale i hartuje jego osobowość. Sprawia, że jego charakter ulega zmianie a wybujałe ambicje zmniejszają się. Dzięki temu możliwa jest przemiana. Przemiana, która często ma zbawienny charakter.

   A teraz taka mała dygresja powyborcza. Mogę, bo to mój blog. Mogę, bo głosowałem. Mogę, bo sam mogłem być wybranym. Tak więc informuję moich Czytelników, iż nie zostałem wybrany na radnego. Czy płaczę z tego powodu? Nie. Widząc obecny skład Rady Miasta Obrzycko, nawet dobrze się stało, że nie uzyskałem wymaganej liczby głosów, gdyż nowa Rada tworzona jest przez 14 osób należących do komitetu byłego i obecnego burmistrza, któremu gratuluję zwycięstwa i tak wysokiego poparcia. Tylko jedna osoba jest z opozycyjnego komitetu. I tutaj pojawia się o sens istnienia tego organu w takim składzie. Bo skoro cała Rada jest za burmistrzem, to jej kompetencje jako organu kontrolnego w stosunku do władzy wykonawczej (burmistrza) nie mają najmniejszego sensu. Rada zagra tak, jak im włodarz powie. Będzie to występ jednego aktora.  Nie będzie sporów, przepychanek, nie będzie nic. Demokracja bezpośrednia w postaci wyborców, którzy głosowali sprawiła, że demokracja pośrednia, czyli radni będą brać udział przez cztery lata w przedstawieniu pod tytułem ,,Władza jednego człowieka- czyli Maciej Wielki i Potężny”

Gra o tron

 pobrany plik Lato tej jesieni było nadzwyczaj gorące. Mimo, iż kalendarz pokazywał, że jest już listopad, temperatury nadal oscylowały w granicach 20 stopni. Tak jakby pogoda doskonale wiedziała, co dzieje się niewielkim państewku o wdzięcznej nazwie Obrzycland. Każdy mieszkaniec tego jakże pięknego kraju, zdawał sobie sprawę, że tą gorącą atmosferę, którą dało się wyczuć już od kilku dobrych tygodni, wywołuje zbliżająca się koronacja. Obecny władca, którym był król Maciej VII  z rodu Bieńkowskich, nie mógł być bowiem pewny, czy jego panowanie potrwa następne cztery lata. Bo trzeba wiedzieć, iż król w Obrzyclandzie był wybierany w drodze wyborów, na które z całego królestwa zjeżdżali się wszyscy mieszkańcy. W przeszłości tak jednak nie było. Jeszcze niespełna sto dwadzieścia lat temu na tronie Obrzyclandu zasiadał król Filip XVI zwany Mądrym z rodu Obrzyczaków- dynastii, która to założyła ten jakże piękny kraj. Jednak jego nagła śmierć i brak potomka spowodowała, że ówczesna Rada Starszych, będąca ciałem pomocniczym króla, postanowiła, iż kolejni władcy będą pochodzić z ludu. Ale aby zachować statut królestwa, każdy kolejny wybrany, będzie namaszczany na króla, mimo iż w jego żyłach nie ma błękitnej krwi. Decyzja ta spowodowała jednak sprzeciw części mieszkańców, którzy to,  po trwającym 456 dni buncie postanowili odłączyć się od Obrzyclandu i stworzyć własny kraj. Posiadają oni od tamtej pory swojego władcę, którego nazywają wójtem oraz własną Radę Starszych. Mimo, iż kolejni następcy tronu Obrzyclandu dążyli do powrotu zbuntowanych do macierzy, ich starania nie przynosiły rezultatów. Podział na dwa odrębne kraje trwa do dnia dzisiejszego.

   Następcy wspomnianego króla Filipa XVI byli różni. Jedni z nich zapisali się złotymi grazgłoskami w historii Obrzyclandu, inni wręcz przeciwnie. Nie cofajmy się jednak aż tak bardzo wstecz, a skupmy na ostatnich kilku latach historii, tego jakże pięknego kraju. Bowiem jeszcze pięć lat temu na tronie Obrzyclandu zasiadał król Andrzej II Długowąsy. Jego panowanie było dość długie, obfitujące  w różne ciekawe i nieciekawe wydarzenia. Najważniejsze do przypomnienia jest jednak to, że w czasie, gdy to on sprawował władzę nie doszło do żadnej wojny z sąsiednimi państwami, co na tym terenie jest wielkim wyczynem, gdyż większość ziem okalających Obrzycland zamieszkana jest przez barbarzyńskie ludy. Czas pokoju skończył się jednak na kilka miesięcy przez końcem panowania Andrzeja II Długowąsego. Powróćmy do tej chwili i przedstawmy tamte wydarzenia.

  Tak się składa, że w ostatnich miesiącach panowania wspomnianego wcześniej Andrzeja II Długowąsego do Obrzyclandu przybyła kobieta zwana przez wszystkich  Elżbietą. Posiadała ona wielki atut w postaci ziejącego ogniem smoka z gatunku Jaźwieckich. Stwór ten budził wielki strach w ludziach zamieszkujących Obrzycland. Strach ten jednak był nieuzasadniony, bo tak naprawdę, smok był potulny jak baranek a i baranków nie jadał, był roślinożercą. Pomagał innym smokom i zwierzętom jak tylko mógł, szczególnie tym bezdomnym. Kochał także przyrodę, jak tylko swoim smoczym sercem potrafił. Ze wszystkich mieszkańców tego pięknego kraju, tylko dwie osoby znały tajemnicę smoka i jego właścicielki. Postanowiły więc  to wykorzystać. Był to obecnie panujący król Maciej VII, wtedy znany mieszkańcom Obrzyclandu, jako niejaki Prometeo oraz lokalny bajkopisarz, parający się czarną magią- 1397803509Jakub z Monteriału. Oboje po namyśle stwierdzili, że przyjaźń z Elżbietą może okazać się dla nich korzystna. Dzięki strachowi jaki budził smok, potężnym czarom rzucanym przez czarnoksiężnika z Monteriału oraz niewątpliwemu urokowi Prometeo, udało im się zasiać w umysłach mieszkańców Obrzyclandu ziarno niepewności. Niepewności związanej z przyszłością ich jakże pięknego kraju. Ówczesny król Anrzej II Długowąsy musiał jakoś bronić się. Jego jedyną obroną był nieliczny oddział wojska, na którego czele stał Czarny Rycerz z Knurowa. Tak się bowiem składało, że Obrzycland nie posiadał dużej ilości żołnierzy, gdyż od wielu lat panował pokój, a król wolał pieniądze pochodzące z królewskiego skarbca przeznaczać na pomoc najbardziej potrzebującym. Dlatego też wszelkie działania mające na celu wypędzenie Elżbiety wraz z jej smokiem nie przynosiły rezultatów. A czas płynął. Wybory nowego władcy zbliżały się wielkimi krokami. Czary rzucane przez czarnoksiężnika z Monteriału były coraz silniejsze, a smok latał coraz to niżej i sprawiał, że ludzie nie wychodzili z domów bojąc się o swoje życie.

   I w końcu nastał dzień wyborów. Tego dnia akurat wyjątkowo dopisała pogoda i mieszkańcy, którzy przybyli z najdalszych terenów królestwa mogli chwilę odpocząć w stolicy  oraz z przyjemnością poczekać na wieczorne ogłoszenie wyników, połączone z uroczystością koronacji. Dla kandydatów czas tego dnia biegł jednak niemiłosiernie wolno. Każda minuta była jak godzina, a godzina jak wieczność. Zdenerwowanie rosło. Po długim oczekiwaniu nastała chwila, w której to nadworny herold miał ogłosić wyniki. Jak to było w zwyczaju, kandydaci czekali już w sali koronacyjnej, aby po ogłoszeniu dekretu wyborczego, jeden z nich mógł ubrać się w piękne szaty i zasiąść na tronie. GdyGra_o_tron_Joffrey zegar wybił godzinę 21, do sali w asyście ubranych w popielate stroje mistrzów ceremonii wkroczył herold Jan. Stanął na środku sali, rozejrzał się po zebranych, spojrzał na zdenerwowanych kandydatów i po odchrząknięciu ogłosił, że przewagą niespełna 100 głosów, nowym królem Obrzyclandu został niejaki Prometeo. Radości i wiwatom ze strony czarnoksiężnika z Monteriału i Elżbiety oraz części mieszkańców go popierających nie było końca. Nowo wybrany król na samym początku  oznajmił, że chce, aby od tej pory nazywano go Maciejem VII, na cześć króla Macieja VI, który to, prawie osiemdziesiąt lat temu w podobnych, jak dzisiejsze okolicznościach doszedł do władzy. Po tym wszystkim nastąpiła wyczekiwana koronacja i wielki bal, który trwał do białego rana. A były już władca- Andrzej II Długowąsy po cichu wymknął się z sali i udał się do swojej posiadłości w Dobrach Gostowskich, gdzie przebywał przez kolejne cztery lata.

   Ktoś pomyśli, że Elżbieta wraz ze swoim smokiem dopięła swego, że udało jej się posadzić na tronie swojego kandydata. Nic bardziej mylnego. Tak się bowiem składa, że władza to kapryśna przyjaciółka, a jej dzierżenie często zmienia ludzi. Nie wiemy, czy król Maciej VII dokonał tego będąc w pełni władz umysłowych czy pod działaniem jakiegoś silnego eliksiru podanego mu przez czarnoksiężnika z Monteriału, ale udało mu się znaleźć jakiś sposób na to, aby wypędzić swoją niedawną przyjaciółkę Elżbietę wraz ze smokiem i pozbawić ją wszelkiego wpływu na podejmowane przez siebie decyzje. Zachowanie króla bardzo zdziwiło Elżbietę, gdyż liczyła na to, że promując nowego kandydata na władcę, będzie miała w nim oparcie w walce o pracę dla ludzi którzy są fachowcami,   o czystość przyrody,  o przywileje zwierząt bezdomnych oraz o ludzi pokrzywdzonych przez los. Tym bardziej że to obiecał jeszcze przed koronacją. Sromotnie się jednak przeliczyła. Po wygnaniu osiedliła się na terenach oddalonych od Obrzyclandu o wiele mil drogi i słuch po niej zaginął.

   zamkiPaństwo pod rządami króla Macieja VII przeżywało dość dobre czasy. Udało się dokończyć wiele spraw pozostawionych przez Andrzeja II Długowąsego oraz rozpocząć nowe, autorskie pomysły urzędującego władcy. W końcu do wszystkich domostw popłynęła woda, wyłożono kocimi łbami prawie wszystkie ulice, umocniono fortyfikacje. Jednak mimo wielu sukcesów podczas panowania Macieja VII zdarzyły się także drobne wpadki. Wycięto dwustuletni letni las, który był ostoją wielu gatunków zwierząt, sprowadzono do Obrzyclandu osoby pochodzące z innych państw, które miały pełnić ważne funkcje na królewskim dworze, mimo iż zgodnie ze zwyczajem, te stanowiska zawsze zajmowali rodzimi mieszkańcy. Król Maciej VII musiał także, mimo swoich wielu wysiłków borykać się z problemem wysychającej rzeki, która dostarczała wodę do wszystkich domostw oraz smrodem pochodzącym z nieczystości, jakie niektórzy mieszkańcy wylewali na ulice.

   Czas jednak płynął nieubłaganie i wielkimi krokami zbliżały się nowe wybory. I właśnie na kilka miesięcy przed końcem obecnej kadencji króla Macieja VII, Obrzycland nawiedziła zaraza. Miała ona swój początek na obrzeżach królestwa, na terenach zwanych przez wszystkich Wronieckimi, gdyż właśnie tam swoje gniazda miały ptaki pochodzące z tego gatunku. Jak mówią mieszkańcy, jej bezpośrednią przyczyną były bezprawnie zwożone na terytorium królestwa odpady. Ich obecność sprawiła, że nad Obrzyclandem zawisła trująca chmura oparów oraz namnożyły się szczury, które to przenosiły groźną chorobę. Sam czarnoksiężnik z Monteriełu, który był nadwornym magiem nie mógł poradzić sobie z tym problemem. Dlatego też król Maciej VII postanowił ogłosić konkurs, w którym to mogli brać udział, zarówno mieszkańcy Obrzyclandu jak i ludzie z krajów ościennych. Celem potyczki było znalezienie osoby, która będzie zdolna do tego, aby w jakiś sposób, czy to przy pomocy magii czy sprytu, sprawić, że zaraza opuści Obrzycland. W szranki stanęło wielu kandydatów. Żaden jednak z nich nie dokonał niczego, co w jakiś sposób mogłoby zmniejszyć trujące opary czy plagę szczurów. Gdy wszyscy mieszkańcy stracili już wszelką nadzieję i pogodzili się z tym, że ich piękny kraj niedługo przestanie istnieć, a oni sami będą musieli go opuścić, na horyzoncie pojawiła się iskierka nadziei. Do Obrzyclandu przybyło dwóch nikomu nieznanych mężczyzn. Nijaki Ryszard z Milewa-kronikarz oraz Przemysław z Sytkowa-człowiek jak się potem okazało, obdarzony darem kontaktu z Matką Naturą. Choć nie tylko, bo Przemysław z Sytkowa stał  już kiedyś  w przeszłości na czele Rady Starszych, ale w Warszawlandzie, który to był ponad Obrzycland. Był też milewskibudowniczym machin piekielnych, które budziły strach, bo świeciły blaskiem niczym słońce. Jednak umiejętność kontaktu z Matką Naturą była w obecnej sytuacji bardzo wskazana i jak pokazały dalsze wydarzenia, w tym czasie bardzo pożądana. Przemysław obiecał Matce Naturze, że sytuacja nigdy się nie powtórzy a nawet da ludziom pracę, aby i inni z tej natury korzystali. Aby było świeże powietrze, aby była czysta ziemia, aby ptaki śpiewały co rano, aby zwierzęta były beztroskie i aby rosły drzewa. W tym momencie zaraza panosząca się w Obrzyclandzie zniknęła. Ludzie odetchnęli z ulgą, a euforia, która wybuchła po uratowaniu Obrzyclandu od zniszczenia sprawiła, że mieszkańcy, którzy byli zdegustowani postawą obecnego władcy w tym względzie, zgłosili pomysł, aby w nagrodę, Przemysław z Sytkowa mógł wziąć udział w zbliżających się wyborach nowego króla. Ta propozycja nie spodobała się oczywiście urzędującemu Maciejowi VII, który obawiał się, że może to pozbawić go reelekcji. Jednak aby nie denerwować bardziej mieszkańców zgodził się z ich propozycją. On sam po tym wszystkim udał się królewski dwór, aby w towarzystwie czarnoksiężnika z Monteriału obmyślać strategię na nadchodzące wybory.

  rysiu Wszystkim tym wydarzeniom z zacisza swojego domostwa, znajdującego się na terenach zwanych przez wszystkich mieszkańców Leśnymi, przyglądał się Ryszard z rodu Pechowych, który od kilku lat stał na czele Rady Starszych. Przyglądał się im i je analizował. Wyciągał wnioski, aby wykorzystać je w swojej kampanii, bo musimy wiedzieć, że i on chciał zawalczyć o tron.

   Tak więc obecna kampania zapowiadała się nader ciekawie. Każdy z kandydatów pretendujących do objęcia władzy stworzył swoją własną prowizoryczną Radę Starszych. Znaleźli się w niej różni ludzie, parający się różnym zajęciem i będący w różnym wieku. Warto wspomnieć, iż najstarszym z kandydatów była niejaka Jadwiga z rodu Bombelkowskich, a najmłodszym Paweł z rodu Krysztofiaczków. Wychodzono na rogi ulic, targi i rozgłaszano, kto kandyduje i jakie są jego wyborcze obietnice. Rozdawano jabłka, szynki, mleko i miód, aby przekonać mieszkańców Obrzyclandu do siebie. Zorganizowano także na centralnym placu królestwa wielką debatę, na którą to zjechali się prawie wszyscy mieszkańcy. Słuchali oni w skupieniu tego, co mówią kandydaci, słuchali ich obietnic, ich pomysłów na rozwój Obrzyclandu. Słuchali i wszystko analizowali. Wnioski miały z tego zostać wyciągnięte 16 listopada.

   I w końcu nadszedł oczekiwany przez wszystkich dzień wyborów. Pogoda niestety nie była taka jak przed czterema laty, gdyż już od samego rana padał deszcz. Mieszkańcy Obrzyclandu niechętnie opuszczali swoje domostwa, ale chcąc spełnić swój wyborczy obowiązek udawali się na królewski dwór, aby tam oddać swój głos. I tak jak to było przed czterema laty kandydaci z niecierpliwością oczekiwali na godzinę 21, o której to miały być ogłoszone wyniki. Ustępujący król Maciej VII zgodnie z wielowiekowym zwyczajem złożył na królewskim tronie złotą koronę, berło i królewskie jabłko. Robił to ze łzami w oczach, ale i z przekonaniem, że może rozstaje się z nimi tylko na chwilę, że może będzie mu dane jeszcze przez kolejne cztery lata zasiadać na tronie. Natomiast Przemysław z Sytkowa i Ryszard z rodu Pechowych z nieukrywanym zaciekawieniem i iskrami w oczach spoglądali na te insygnia, w duchu mając nadzieję, że może będzie im dane nosić je na swoich skroniach i w dłoniach. Każda zmiana przecież, przynosi coś nowego, niepowtarzalnego i daje nową krew, która napędza działanie. Stagnacja gubi władców, bo czują się leniwi i pewni swego. Poza tym, nowa miotła, lepiej zamiata, bo czuje presję.

  koron Z każdą kolejną godziną do sali koronacyjnej napływało coraz więcej ludzi. Rozmawiano, śmiano się , ale co najważniejsze, spoglądano przez okno na zachodzące Słońce, które wyznaczało czas w Obrzyclandzie. W momencie, gdy schowało się ono za horyzontem, drzwi sali koronacyjnej otworzyły się z hukiem i do środka weszła królewska orkiestra. Za nią w szarych strojach wkroczyli mistrzowie ceremonii. Cały pochód zamykał, przez wszystkich oczekiwany herold Jan. To on miał w ręku dekret wyborczy, w którym to zapisane było nazwisko nowego władcy Obrzyclandu. Wszystkie oczy były zwrócone w jego stronę. Wszystkie rozmowy ucichły. Zrobiło się tak cicho, że można było usłyszeć burczenie w brzuchach zebranych, którzy z racji balu koronacyjnego, nie jedli nic od poprzedniego dnia. Największe skupienie jednak przedstawiali sami zainteresowani, czyli Maciej VII, Ryszard z rodu Pechowych oraz Przemysław z Sytkowa. Na ich czole pojawiły się kropelki potu, ich dłonie i nogi drżały a głos łamał się. W końcu herold Jan stanął na podwyższeniu, rozejrzał się po sali, odchrząknął, zerwał królewską pieczęć i odczytał dekret: ,, Zgodnie z wolą ludu zamieszkującego Obrzycland w dwudziestych piątych wyborach odbywających się według procedury wprowadzonej po śmierci króla Filipa XVI Mądrego, na kolejne cztery lata na króla i jedynego władcę Obrzyclandu został wybrany…”

Z racji ciszy wyborczej możliwość komentowania została zablokowana.

Przyszłość jest w naszych rękach

 pobrany plik Dzisiejszy dzień zmusza każdego z nas do refleksji nad słowem Ojczyzna. Nad tym, czym jest ona dla nas oraz w  jaki sposób my się do niej odnosimy. Tym bardziej powinniśmy się nad nią zastanawiać właśnie teraz, w okresie, który bezpośrednio poprzedza wybory samorządowe, które odbędą się już w najbliższą niedzielę, czyli 16 listopada. I temu tematowi chciałbym poświęcić mój kolejny wpis.

   Ktoś powie, że aby zmieniać świat należy zacząć od zmiany siebie. I ten ktoś będzie miał rację. Skoro wymagamy, aby uległo przekształceniu to, co jest obok nas, to najpierw my musimy się przemienić. I tak samo jest z państwem. Jeśli chcemy, aby doszło do jakiś rewolucji na górze, musi ulec zmianie dół. W tym przypadku będzie to samorząd lokalny- miasto, gmina czy powiat. Dlaczego warto dokonywać zmian właśnie tutaj? Bo osoby, które sprawują władzę są przez nas znane. Spotykamy je na co dzień, możemy z nimi bez większego problemu porozmawiać. Często zdarza się, że te osoby pochodzą z naszych rodzin, są naszymi znajomymi ze szkoły, czy pracy. Politycy ci, są zupełnie inni od tych, którzy zasiadają w Sejmie czy Senacie, a których znamy jedynie z ekranu telewizyjnego czy gazet. I właśnie ta bliskość sprawia, że mamy większy wpływ na to, w jaki sposób oni daną im w dzierżawę władzę sprawują. A dniem kiedy możemy ich rozliczyć z tego, co dokonali jest dzień wyborów.

   Na co ja będę zwracał szczególną uwagę, gdy za kilka dni stanę nad urną wyborczą, aby oddać swój głos. Na pewno na to, czy osoby obecnie posiadające władzę wywiązały się ze swoich obietnic przedwyborczych. Czy zrobiły wszystko, co obiecały prowadząc kampanię oraz czy te rzeczy, to były ich autorskie pomysły, czy tylko spuścizna po tych, którzy byli przed nimi. Zwrócę uwagę na to, czy władza nie popsuła tych osób, czy to, że mieli w swoich rękach tak wielką odpowiedzialność nie sprawiło, że zapomnieli o tym kim byli kiedyś, jakimi wartościami się kierowali. Zapytam się, czy nie wzięli oni sobie za dewizę słów, że ,,po trupach do celu”. Sprawdzę, czy swoje obowiązki wypełniali rzetelnie, czy nie dopuszczali się oszustw, przekrętów, korupcji. Czy postępowali uczciwie, praworządnie, czy nie robili przypadkiem wszystkiego, aby oczernić i zniszczyć swoich oponentów. Przeanalizuję ich kompetencje, zarówno te merytoryczne jak i praktyczne. Sprawdzę, czy otaczają się ludźmi kompetentnymi, specjalistami w danej dziedzinie, czy może rodziną, znajomymi i kolegami. Zwrócę szczególną uwagę na to, czy prowadzona przez nich kampania wyborcza była fair wobec wszystkich kandydatów, czy dążyli do wspólnych rozmów, debat, czy może od nich stronili, robiąc wszystko, aby się one nie odbyły. Okazywali się tchórzami, chociaż jeszcze 4 lata temu innych tak nazywali. Pokuszę się także o sprawdzenie danych liczbowych odnoszących się do finansów samorządów terytorialnych. Zajrzę na stronę Banku Danych Lokalnych, Biuletynu Informacji Publicznej czy na stronę mojego miasta. Zweryfikuję czy jednostka nie jest zadłużona, czy podatki oraz wydatki na administrację nie są zbyt wysokie. To wszystko wezmę pod uwagę i dokonam wyboru. Wyboru, który wpłynie na przyszłość mojego miasta, na kolejne cztery lata.

     Na kogo oddam swój głos w niedzielę?  Mogę Wam to, Drodzy Czytelnicy bez większego skrępowania powiedzieć. Jeśli chodzi o wybór radnego, to oczywiście zagłosuję na siebie i wszystkich Wyborców z mojego okręgu do tego zachęcam :) . A jeśli chodzi o wybór burmistrza, powiem jedno. Zagłosuję na…. mężczyznę :) .

 

,,Ta, co nie zginęła…”

650gb_11747 Listopad jest szczególnym miesiącem, w którym to wszyscy pochylamy się nad tematem śmierci. Wspominamy tych, którzy odeszli, którzy przeszli już na ten, tak zwany drugi brzeg. Wracamy pamięcią do czasów, kiedy to byli oni wśród nas, rozmawiali, śmiali się z nami, płakali, kiedy to dawali nam rady i mówili jak mamy żyć.  Ale w miesiącu tym, my Polacy szczególną uwagę poświęcamy przede wszystkim tym, którzy oddali swoje życie za naszą Ojczyznę, którzy przelali krew za to, abyśmy mogli żyć w wolnym i niepodległym kraju. I właśnie temu tematowi chciałbym poświęcić dzisiejszy wpis.

   Na samym początku powinniśmy zadać sobie pytanie, jak często myślimy o tym, jak wielkim  szczęściem jest to, że możemy żyć w wolnym i niepodległym państwie? Jak często zastanawiamy się nad tym, że gdyby nie upór i wola walki naszych przodków, ich determinacja w dążeniu do tego, żeby Polska mogła być Polską, nie byłoby nas tutaj, teraz? Myślę, że z ręką na sercu możemy powiedzieć, iż temat ten bardzo rzadko zajmuje naszą uwagę, że zazwyczaj powraca on przy okazji jakiś ważnych rocznic, świąt czy uroczystości. Bo przecież, po co martwić się o Ojczyznę w czasach, gdy jest pokój? Po co martwić się o Ojczyznę, gdy żaden kraj nam nie zagraża, gdy są organizacje, które pomogą nam, gdyby doszło do jakieś zbrojnej interwencji? Po co sobie tym zaprzątać głowę, skoro są inne ważniejsze tematy i problemy? Może i tak, ale przecież nasi przodkowie nie byli egoistami i nie myśleli tyko o tu i te teraz. Patrzyli w przyszłość, byli dalekowzroczni. Nie myśleli tylko o sobie, o swoim interesie, dążyli do tego, aby następne pokolenia mogły doświadczyć tego, co im nie było dane, aby mogły żyć w wolnym kraju, w którym każdego dnia bez żadnego problemu możemy wyjść na zakupy, iść do pracy czy szkoły, a co najważniejsze mówić bez skrępowania w języku polskim.

   Ktoś teraz powie, że czasy się zmieniły, że nie możemy myśleć, tak jak nasi przodkowie 200 lat temu, że to były zupełnie inne realia, całkowicie inna sytuacja. Tak, zgadza się, ale musimy też pamiętać, że każdego dnia musimy podejmować wysiłki na rzec tego, aby żyło nam się lepiej, abyś zawsze mogli z dumą mówić, że jesteśmy Polakami. Dlaczego my, Polacy potrafimy jednoczyć się tylko wówczas, kiedy jest nam ciężko, kiedy zdarzy się coś tragicznego? Najbardziej dobitnie pokazała to sytuacja sprzed 4 lat, gdy doszło do katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Wtedy to cały nasz naród mówił jednym głosem, ludzie mimo podziałów i wzajemnych animozji byli razem, zanikły spory i waśnie polityczne. Wszyscy liczyli na to, że to wydarzenie zmieni nas. Ale niestety. Długo nie trwało i znów doszło do podziałów, które jeszcze bardziej skłóciły Polaków. Gdyby nasi przodkowie tak postępowali,  myślę, że nie byłoby dzisiaj Polski na mapie Europy i świata. Ale oczywiście mogę się mylić.

  Życzę sobie i całej naszej Ojczyźnie, abyśmy każdego dnia naszego życia uświadamiali sobie, ile zawdzięczamy naszym przodkom, szczególnie tym, którzy przelali swoją krew w obronie Ojczyzny. Abyśmy szanowali to, co otrzymaliśmy i rozwijali  w taki sposób, aby następne pokolenia mogły z tego korzystać. Myślę, że najlepszym podsumowaniem tego wpisu będą słowa Marszałka Józefa Piłsudskiego, w których zawarta jest wielka prawda dla nas wszystkich, że ,, być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, a zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska”.