Współczesne Dziady

  pobrany plik ,,Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie”. Zapewne zastanawiacie się drodzy Czytelnicy skąd pochodzi ten cytat. Myślę, że dla tych z Was, którzy mieli kiedyś kontakt z twórczością naszego narodowego wieszcza Adama Mickiewicza, znalezienie odpowiedzi nie będzie trudne. Słowa te bowiem zawarte są  w II części ,,Dziadów”- dramacie stworzonym przez wyżej wymienionego pisarza. Muszę w tym miejscu wykazać się brakiem skromności i poinformować swoich Czytelników, że prawie cały tekst znam na pamięć, gdyż było mi dane grać rolę Guślarza, czyli prowadzącego obrzęd Dziadów w przedstawieniu, które w roku 2005 było wystawiane w Obrzycku przez nasze szkolne kółko teatralne :) . Dlaczego właśnie odwołałem się do tych słów i tego utworu w dzisiejszym wpisie? Otóż zrobiłem to z jednego prostego powodu. Aby pokazać, że my Polacy nie musimy korzystać z tego, co tworzy Zachód, że także mamy bądź mieliśmy swoje zwyczaje i tradycje związane z czasem poprzedzającym dzień 1 listopada, że nie musimy obchodzić Halloween.

   A czym tak naprawdę jest Hallowen? Jak podaje ciocia Wikipedia, dokładna geneza powstania tego święta nie jest znana. Podkreśla się, że może ono być związane z rzymskim świętem na cześć bóstwa owoców i warzyw, bądź też obchodzonym przez Celtów świętem związanym z powitaniem zimy. Obecnie przeżywane  się je w trochę inny sposób niż to było przed wiekami. Korowody przebranych za duchy, nietoperze, zombi i inne dziwne stwory osób, przemierzają miasta i wioski, chodzą od domu do domu z ,,cukierkiem albo psikusem” na ustach. Ich zachowanie ma poniekąd sprawić, że temat śmierci i wszystkiego, co się z nią wiąże nie będzie taki trudny. Ale czy tak powinno być? Czy wolno umniejszać wagę śmierci i czynić z niej powód do żartów? Wydaje mi się, że nie. Umieranie i wszystko, co jest z nim związane jest tak intymną i delikatną sprawą, że powinno być sposób godny przeżywane. Każdy z nas bowiem kiedyś umrze, to jest tak pewne, jak to, że 2+2 równa się 4 oraz, że po poniedziałku następuje wtorek (chociaż wielu chciałoby, aby po poniedziałku następował piątek :) ). Dlatego uważam, że czas ten, kiedy to kończy się październik i zaczyna listopad, kiedy lato już tak naprawdę dało za wygraną i uznało prymat jesieni, kiedy to  z drzew spadły ostanie liście, powinno wykorzystać się na zadumę nad własnym życiem. Na zadumę nad tym, co dzieje się wokół nas i w nas. Na zadumę nad swoim zachowaniem, nad wykorzystywaniem bądź nie wykorzystywaniem szans dawanych nam przez życie, nad tym kim byliśmy, kim jesteśmy i kim się staniemy. Zatrzymajmy się na chwilę, zadajmy sobie kilka pytań i pomyślmy, czy wszystko jest tak, jak być powinno. I pamiętajmy, że nasze życie nie jest w naszych rękach, że w każdej chwili może się ono skończyć.Bądźmy tego świadomi.

   No i żeby tytułowi i wstępowi stała się zadość, koniecznie muszę napisać o przewadze naszych rodzimych Dziadów nad Halloween. Ktoś powie, że to przecież pogański zwyczaj wywoływania duchów, rozmowy z tymi, którym należy się wieczny spokój. Tak, zwyczaj jak najbardziej pogański, ale Mickiewicz ukazał w swoim dziele prawdy, które są ponadczasowe. Pokazał, że ten, kto tutaj na ziemi był zły, nie szanował innych i się z nimi nie liczył, musi po śmierci to wszystko odpokutować, że nie może znikąd szukać ratunku. Zaprezentował fakt, że każde dobro dane drugiemu tutaj na ziemi nie jest zapomniane, że może ono po śmierci wiele zdziałać oraz, że musimy tutaj na tym świecie doświadczyć zarówno chwil szczęśliwych jak i smutnych, aby później nie szukać wśród żyjących ,,dwóch ziarnek gorczycy”. Niech Mickiewicz i jego ,,Dziady” staną się dla nas inspiracją do tego, aby dobrze przeżyć swoje życie, aby po śmierci mieć tak zwany święty spokój.

Dżuma w technicznej odsłonie

   578db33920edefbd4621094a251b418cb347e417Stosunki międzyludzkie są tak stare, jak stary jest świat. Pan Bóg nie pozostawił samotnie Adama i dał mu Ewę, aby ten w tym swoim życiu się nie nudził. Nikt z nas bowiem nie lubi być sam. Gdy nam kogoś brakuje próbujemy w jakiś sposób się z nim skontaktować. Kiedyś pisano do siebie listy. Obecnie kontakt  jest bardzo ułatwiony przez możliwości jakie daje nam współczesna technika. Internet, telefony, smartfony, tablety-  wszystko to sprawia, że mimo, iż jesteśmy od siebie oddaleni o wiele kilometrów, to możemy się komunikować w tak szybki sposób, jakbyśmy rozmawiali twarzą w twarz. Jednak czy te nowinki mimo swoich niewątpliwych zalet nie czynią kontaktów międzyludzkich mniej efektywnymi? Na to pytanie postaram odpowiedzieć w dzisiejszym artykule.37dbc5259aa484d258ec26b25d32034c282fa695

   Do zastanowienie się nad tym problemem skłoniły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze moje własne obserwacje, po drugie fotografie niejakiego Babycakes Romeo, który na swoich zdjęciach uwiecznił, jak sam to nazwał ,,śmierć konwersacji”. Wspomniany przeze mnie artysta wykonywał te fotografie spontanicznie- na ulicy, w metrze, w kawiarni, sklepie, czy podczas przerwy w pracy. Bije z nich ponura prawda, że ludzie zamiast ze sobą rozmawiać, zazwyczaj uciekają od obecności drugiej osoby. Po wejściu do tramwaju wyciągają z kieszeni czy torebki telefon i sprawdzają, czy ktoś przypadkiem do nich nie napisał esemesa, wchodzą na portale społecznościowe, aby sprawdzić, czy i może tam , ktoś do nich nie wysłał 7cd4df3e2c8d548b8b353809d1e8f1592d99055bwiadomości. Idą na randkę i będąc już na niej , zamiast trzymać się za ręce, chwalą się, gdzie są, co jedzą i jak to jest przyjemnie. Czekając na autobus nikt nie rozmawia z nieznajomym, nie pyta go o to, co myśli o pogodzie, bo przecież łatwiej jest wyciągnąć komórkę i sprawdzić, czy może nasz znajomy nie napisał, że pada deszcz. Nawet jedząc zwykłą kolację z rodziną, bierzemy do ręki smartfona, aby zrobić zdjęcie swojego posiłku i potem, zamiast w spokoju spożyć ją z najbliższymi, z niecierpliwością czekamy na kolejne polubienie i komentarze, tych, którzy będą to zdjęcie oglądać.

   Dlaczego ludzie rezygnują z rozmów? Dlaczego zamiast patrzeć drugiej osobie w oczy c43c571af947aa7b0db1b44c8c5697b2a9b892b4wolą patrzeć w ekran komputera czy telefonu? Może mówienie boli? Chyba nie. Udowodnili to już starożytni, którzy mogli godzinami prowadzić dysputy filozoficzne. Więc skoro oni mogli, to dlaczego my nie możemy. Nie rezygnujmy z kontaktów z drugą osobą w twarzą w twarz. Nie rezygnujmy z prawdziwych uśmiechów, które są czymś naprawdę miłym, na rzecz popularnych obecnie emotikonów.  Nie porzucajmy bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem i pamiętajmy, że od rozmowy zawsze wszystko się zaczyna. A nóż widelec, może przyniesie ona coś wyjątkowego.

,,Zło dobrem zwyciężaj”

   Niemal codziennie, każdy z nas drodzy Czytelnicy musi podejmować jakieś wybory. Z samej definicji wyboru wiemy, że aby o nim mówić, muszą występować przy najmniej dwa warianty spośród, których wybieramy. I tak, idąc ścieżką w lesie często dochodzimy do jej rozwidlenia i musimy podjąć decyzję odnoszącą się do kierunku naszej dalszej podróży- w lewo czy w prawo. Robiąc zakupy w sklepie zastanawiamy się, czy kupić jabłka z polskich sadów, czy może wybrać te pochodzące z importu. Nasze wybory są różne. Często zdarza się tak, że żałujemy podjętej decyzji, że uważamy, iż przyniosła ona nam więcej szkód niż korzyści. Ale musimy pamiętać, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że z każdej źle obranej ścieżki można zawrócić, że zawsze istnieje powrotna droga. Doskonale o tym  wiedział bohater mojego kolejnego artykułu- błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko.

   Dlaczego postanowiłem napisać właśnie o tym nietuzinkowym kapłanie? Skłoniło mnie do tego kilka powodów. Pierwszym z nich było powtórne obejrzenie przejmującego filmu Rafała Wieczyńskiego pod tytułem ,,Popiełuszko. Wolność jest w nas”, kolejnym był fakt lepszego poznania osoby i historii tego niezwykłego człowieka, a trzecim i chyba najważniejszym, fakt, że błogosławiony ksiądz Jerzy wraz z świętym Pawłem od Krzyża patronują mojej osobie. W dniu ich wspomnienia liturgicznego, czyli 19 października, obchodzę bowiem imieniny. Jakże wielkie to szczęście mieć tak mocnych orędowników w niebie.

   Ksiądz Jerzy powinien być przykładem dla wszystkich, którzy uważają, że są sytuacje, w których trzeba ulegać silniejszym, w których trzeba popierać to, co w naszym mniemaniu jest niegodne z naszymi przekonaniami (inni nazwą to sumieniem). Powinien być wzorem dla tych,  którzy szukają łatwych kompromisów, które tylko lakonicznie łagodzą powstałe spory. W końcu powinien być autorytetem dla tych, którzy zbyt szybko się poddają, którzy odrzucają miecz od razu po pierwszym uderzeniu przeciwnika, którzy godzą się na zwycięstwo nie zawsze silniejszego przeciwnika. Jego życie i postawa jest wyrazem tego wszystkiego. Mimo tego, iż jak podają źródła w szkole uczył się dość ,,przeciętnie”, to spełnił swoje największe marzenie i idąc za głosem powołania wstąpił, a następnie ukończył  Wyższe Metropolitarne Seminarium Duchowne w Warszawie. Następnie będąc już kapłanem został kapelanem warszawskiej Solidarności i mimo, iż groziły mu represje ze strony władzy ludowej, odprawił dla strajkujących pracowników Huty Warszawa Eucharystię. Następnie zapoczątkował Msze  Święte za Ojczyznę. Mimo, iż nie było to w smak ówcześnie rządzących, przyciągały one rzesze wiernych. Ksiądz Jerzy porywał tłumy swoimi kazaniami, w których wykorzystując nauczanie świętego Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego, upominał się o poszanowanie godności osoby ludzkiej, o wolność i sprawiedliwość społeczną. Jak sam powtarzał ,,walczył ze złem, a nie z jego ofiarami”. Rozumiał, że ludzie, którzy pracowali dla Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej czy Służb Bezpieczeństwa są jego braćmi i siostrami, i mimo iż popełniają błędy, należy im się miłosierdzie. Był na tyle świętym człowiekiem, że zanosił swoim prześladowcom- tym, którzy śledzili go na każdym kroku- termos z gorącą herbatą, gdy oni przez całą noc siedzieli pod plebanią, w której mieszkał. Bo świętość to nie heroizm, ale życie zgodnie z sumieniem. To wszystko, co czynił błogosławiony ksiądz Jerzy doprowadziło go do męczeńskiej śmierci. Śmierci, która była wyrazem słabości władzy i bezsensowności prowadzonej przez nią propagandy, a stała się symbolem siły Kościoła i ludzi, którzy byli wierni słowom księdza Jerzego.

   Czego dzisiaj, 30 lat po swojej męczeńskiej śmierci uczy nas kapelan warszawskiej Solidarności? Myślę, że ksiądz Jerzy, tak jak już wcześniej wspomniałem, powinien być dla nas wzorem determinacji i bezkompromisowości. Współczesnemu człowiekowi, brakuje bowiem własnego zdania i często idzie za głosem tłumu, nie wiedząc samemu, kim jest i w co wierzy. Powinien być dla nas przykładem walki, która mimo, iż wydaje się przegrana, to po latach przynosi owoce. Walki, która uświadamia człowiekowi, że wielokrotnie chodzenie pod prąd jest czymś trudnym, ale skutecznym, szczególnie wówczas gdy wiemy, że wszyscy dookoła nas się mylą. Powinien być autorytetem dla tych, którzy sądzą, że tylko pieniądze, sława, popularność i rozgłos się liczą. To on właśnie mówi, że wystarczy niewiele, aby osiągnąć wszystko. Bo przecież dla człowieka, najważniejszy powinien być drugi człowiek. W końcu pokazuje nam, że zło nigdy nie ma ostatniego słowa, że mimo iż nasze ciało może zostać zniszczone, my zabici, to  wszystko, kim byliśmy i co robiliśmy zostaje i wydaje owoce. Pokazuje, że każdy z nas może zostać świętym.

Młodość, entuzjazm, kreatywność

  193231 Jak wszyscy dobrze wiedzą, co jakiś czas wszystkie osoby, które ukończyły 18 lat zobligowane są do udziału w wyborach powszechnych- czy to samorządowych, do parlamentu czy prezydenckich. Ile z tych osób spełnia swój obowiązek- pokazuje frekwencja. Od wielu lat jest ona bardzo niska. Może to świadczyć o zdegustowaniu Polaków obecną polityką- zarówno tą lokalną jak i ogólnopolską. Może należałoby to zmienić? Najbliższa okazja już 16 listopada. I właśnie o tym mój kolejny wpis.

   Jakoś zawsze daleko było mi do polityki. Brałem udział w wyborach, bo uważałem, że jest to mój obowiązek,  że od mojego głosu zależy przyszłość naszej ojczyzny. Nadal tak uważam, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że kiedyś i ja będę mógł być wybrany. Tak, drodzy Czytelnicy, wzrok Was nie myli. Zostałem poproszony o kandydowanie na radnego Rady Miasta Obrzycko i po długim namyśle zgodziłem się. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

   W Obrzycku zostały zgłoszone 3 komitety wyborcze: KWW Decydujemy Wspólnie. Dla Obrzycka, KWW Samorządne Obrzycko oraz KWW Mała Wspólna Ojczyzna- z którego to ja startuję w nadchodzących wyborach. Każdy z nich wystawił swoich kandydatów. Jedni z nich już od wielu lat są powiązani z lokalną polityką- sprawują funkcję już od kilku kadencji. Kolejni są nowi, niedoświadczeni, ale to nie oznacza, że nieodpowiedni. Uważam, że Radzie Miasta Obrzycko potrzebne jest nowe otwarcie. Takie metaforyczne otwarcie okien i drzwi, celem zrobienia przeciągu, który wpuści trochę świeżego powietrza. Otwarcia, które odmłodzi średnią wieku miejskich rajców. W końcu otwarcia, które da nowe pomysły, przyniesie innowacje. Kto powiedział, że tylko w siwych włosach i długiej brodzie kryje się mądrość? Może warto dać szansę nowym osobom, tym, którzy jeszcze nie zostali wciągnięci w lokalne układy i układziki, którzy nie chcą prowadzić polityki nienawiści i wzajemnych oskarżeń, ale politykę rozmowy i współpracy- wszystkich ze wszystkimi. Mosty należy budować, a nie burzyć je.

   Dlatego też zapraszam wszystkich, którym zależy na dobru Obrzycka, aby wzięli udział w wyborach, aby postawili swój głos na tego kandydata, którego uważają za najbardziej godnego tego stanowiska, który będzie reprezentował ich interesy, który potraktuje mandat radnego, nie jako spełnienie swojej ambicji, ale jako służbę ludziom.  Ja ze swojej strony obiecuję i to jest jedyna kiełbasa wyborcza- MŁODOŚĆ, ENTUZJAZM I KREATYWNOŚĆ :) .

Zdążyć przed Panem Bogiem…

  maxresdefault Myślę, że wielu z Was, drodzy Czytelnicy słyszało kiedyś o książce  pod tytułem ,,Zdążyć przed panem Bogiem”, autorstwa pani Hanny Krall. Na pewno są wśród Was i tacy, którzy ją czytali. Jest ona wywiadem-rzeką, który autorka przeprowadziła z panem Markiem Edelmanem-  jednym z uczestników powstania w getcie warszawskim i znanym kardiochirurgiem. Jednak to nie jemu chciałbym poświęcić ten wpis. Dzisiaj chciałbym pochylić się nad postacią innego słynnego lekarza, który tak jak bohater książki Hanny Krall, zajmował się ratowaniem ludzkich serc. Mianowicie napiszę o profesorze Zbigniewie Relidze.

   Motorem sprawczym tego artykułu, było obejrzenie przeze mnie filmu Łukasza Palkowskiego pt. ,,Bogowie”. Opowiada on historię młodego lekarza, który po powrocie ze stażu w Stanach Zjednoczonych pragnie dokonać pierwszego w Polsce przeszczepu serca. Z determinacją i wielkim uporem dąży do swojego celu, pokonując przy tym kolejne, piętrzące się zewsząd trudności. Zwalnia się z dotychczasowego miejsca pracy w klinice w Warszawie i udaje do zrujnowanego szpitala w Zabrzu. Organizuje personel, a przede wszystkim stara się pozyskać pieniądze na stworzenie pierwszego w naszym kraju ośrodka, w którym będzie można dokonywać przeszczepów serca.  Mimo borykania się z problemami ówczesnej sytuacji politycznej, układami, decyzjami partyjnymi, ludzką mentalnością, szczęśliwy zbiegiem okoliczności udaje mu się dopiąć swego. Dokonuje pierwszego w Polsce przeszczepu serca. Uczynił coś, co w tamtych czasach było wręcz niemożliwe, co wydawało się utopią a może nawet i science fiction. Rozpoczął tym samym nowy etap w historii polskiej, ale także i światowej medycyny.

   Film ,,Bogowie” nie jest ukazaniem zasług profesora Zbigniewa Religii w glorii chwały. Pokazuje on jak wygląda życie człowieka, który tworzy historię, który dzięki swojej postawie staje się dal wielu ludzi wzorem. Jest on obrazem, w którym wyeksponowana jest w szczególny sposób ludzka determinacja, wola walki, chęć zmiany świata- mimo przeciwności i niesprzyjających sytuacji. Jest przedstawieniem walki ze samym sobą, z własnymi wadami, słabościami. Pokazuje, że profesor, mimo iż był geniuszem w tym, co robił, to także miał swoje słabe strony. Palił papierosy w ilościach zastraszających, swoje smutki i niepowodzenia topił w alkoholu, przeklinał na całego oraz często swoich pracowników zwalniał- aby po 5 minutach na nowo ich zatrudnić. Ale historia świata pokazuje, że wielcy ludzie, to ludzie z problemami. Nikt z nas bowiem nie jest bez wad, a tym bardziej wybitne osobistości.

   W tym miejscu powinniśmy zapytać sami siebie, czy i w nas jest taka wola walki jak w profesorze Relidze? Czy potrafimy iść przed siebie, mimo tego, iż życie cały czas podkłada nam kłody pod nogi? Czy cel, do którego dążymy jest dla nas zawsze ważny, czy przyświeca nam zawsze, mimo, iż wszystkie światła dookoła zgasły i wydaje się, że nie ma już żadnej nadziei? Spójrzmy wówczas na profesora Religę, na jego wielkie marzenie o pierwszym w Polsce przeszczepie serca. Na marzenie, które nie zostało odłożone na półkę niezrealizowanych planów, ale zostało w pełni spełnione i przyniosło ze sobą wiele dobrego.

   I na zakończenie taka mała dygresja. Myślę, że profesor Zbigniew Religa i Marek Edelman mają ze sobą wiele wspólnego. Byli lekarzami, kardiochirurgami, pomagali ludziom, bo chcieli, aby ich życie, tu na tym świecie, było trochę dłuższe. Pan Edelman powiedział w książce, że „Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie życzył”. Oszukiwali Pana Boga. I robił to ten, który był ateistą- profesor Zbigniew Religa.