Czy wypada tańczyć z Buddą?

pobrany plik  Korzystając z ostatniego weekendu wakacji- oczywiście dla tych, którzy zaczynają rok szkolny we wrześniu ( ja na szczęście należę do grona wybrańców, którzy mogą jeszcze miesiąc odpoczywać :) ) wraz ze znajomymi wybrałem się do jednego z poznańskich lokali, który oferuje swoim gościom możliwość zabawy tanecznej. Jakże wielkie było moje zdumienie, gdy na parkiecie tegoż klubu ujrzałem wielki posąg siedzącego Buddy. I od razu w mojej głowie pojawiły się pytania. Czy jego tam obecność jest wskazana? Czy nie obraża to uczuć tych, którzy w niego wierzą? Otóż dzisiaj postaram się na te pytania dać odpowiedź.

  Chcąc zaspokoić swoją ciekawość skorzystałem z dobrodziejstw jakie daje Internet i dowiedziałem się różnych ciekawych rzeczy na temat buddyzmu. Jak podaje Wikipedia, jest to nonteistyczny (czyli nie afirmujący ani też nie negujący istnienia bóstwa) system filozoficzno-religijny, którego założycielem i twórcą był Siddhārtha Gautama. Jednoznaczne określenie czy buddyzm jest religią nie jest możliwe, dlatego też jest on przez wszystkich uważany za religię nieteistyczną. Mimo iż, nie ma tam wskazania na konkretnego Boga, to jednak jego wyznawcy zwracają się w swoich modlitwach do posągów, które mają im w jakiś sposób spersonifikować to, w co wierzą. Dlatego też zastanowiło mnie, czy wypada mi bawić się w obecności wielkiego pomnika Buddy? Bo wyobraźmy sobie sytuację, że gdzieś w innej części świata, na przykład w Indiach czy w Chinach w pomieszczeniu, w którym tańczą młodzi ludzie stoi podobizna Jezusa na krzyżu. Dla nas byłoby to coś niedopuszczalnego, ale myślę, że na osobach nie będących chrześcijanami obecność takiego elementu dekoracji nie robiłaby żadnego wrażenia. Punkt widzenia zależy bowiem od punktu siedzenia. To co dla jednych jest świętością, dla innych nie stanowi żadnego znaczenia.

  Może i muzyka była fajna, może i sam wystrój też (orient ma swoje niewątpliwe uroki), może i towarzystwo dobrze się bawiło, ale we mnie zrodziła się jakaś wewnętrzna niepewność, o to, czy przypadkiem nie wchodzę z butami w święte dla innych tajemnice….

Całkiem inne Habemus Papam

     imagesI spekulacjom stała się zadość. To o czym mówiono od wielu dni jest już faktem. Przedstawiciele 27 krajów wybrali wczoraj późnym popołudniem na przewodniczącego Rady Europejskiej naszego premiera – Donalda Tuska. To wielki dzień dla Polski i wielkie wyróżnienie dla wszystkich Polaków. Niektórzy komentatorzy porównują je nawet do wydarzeń z października pamiętnego roku 1978, kiedy to na Stolicy Piotrowej zasiadł nasz wielki rodak- święty Jan Paweł II. Może to lekka przesada, ale w nastroju euforii różne rzeczy przychodzą ludziom do głowy. My jako Polacy powinniśmy być dumni z tego, że zostaliśmy w taki sposób docenieni. Że przedstawiciele innych państw uznali naszego premiera za godnego tej funkcji. Nominacja ta jest niejako ukoronowaniem obchodów 25 rocznicy upadku komunizmu w Polsce i naszej 10 letniej obecności w strukturach Wspólnoty Europejskiej. Cieszmy się i radujmy, mimo animozji politycznych i różnych zdań na temat rządu. Porzućmy wzajemne uprzedzenia i kąśliwe komentarze, których oczywiście na zabrakło ( no cóż, jest to chyba wyraz zazdrości ze strony opozycji). Wykorzystajmy ten szczególny czas, który jest wyjątkowy w historii Polski. Bo jak na razie na horyzoncie nie widać, aby sytuacja z soboty miała mieć miejsce w najbliższej przyszłości. Ale mam nadzieję, że w tej kwestii się mylę i jeszcze spotka nas jakaś wielka i spektakularna niespodzianka. Kto to wie :) .

Tusk, Pułtusk, Beztusk

 Pułtusk to urokliwe miasto położone w północnej części województwa mazowieckiego. Jak podają lokalne legendy, kiedyś nazwa miejscowości brzmiała po prostu Tusk, ale po wielkim pożarze, który spustoszył ponad połowę miasta z całego Tuska zostało tylko pół i dlatego od tamtego dnia miasto  zowie się właśnie Pułtusk. Jednak przedmiotem mojego dzisiejszego wpisu nie będzie chwalenie uroków tego pięknego miejsca na Mazowszu. Dzisiaj chciałbym pochylić się nad tematem innego Tuska. Od kilku dni bowiem z różnego rodzaju mediów docierają do nas informacje dotyczące prawdopodobnego objęcia przez polskiego premiera stanowiska Przewodniczącego Rady Europejskiej. Co to oznacza dla Polski, jak wpłynie to na dalsze losy partii rządzącej oraz czy zmieni to obecnie panującą sytuację na Starym Kontynencie? Na te pytania postaram się dzisiaj dać wyczerpującą odpowiedź.

  Stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej nie jest byle jakim stanowiskiem. Instytucja ta bowiem ma za zadnie wyznaczanie ogólnych kierunków rozwoju Unii oraz jej priorytetów politycznych, a sama funkcja jaką wykonuje dana osoba nazywana jest nieoficjalnie Prezydentem Unii Europejskiej. Myślę, że wybór obecnego premiera byłby wielkim ukłonem dla naszego kraju, ale także dla wszystkich 10 państw, które przed dekadą wstąpiły w szeregi Wspólnoty. Donald Tusk, jak podają światowe media ma poparcie zarówno Wielkiej Brytanii, Niemiec jak i Francji- czyli trzech wielkich graczy na europejskiej arenie. Uznawany jest także za liberalnego polityka, otwartego na wolny handel, który jest skłonny przeprowadzić daleko idące reformy, których wymaga sama Unia Europejska. Taka nobilitacja byłaby wielkim wyróżnieniem Polski i Polaków oraz dałaby nam niewątpliwie silnego orędownika w gronie krajów członkowskich. Z drugiej strony rodzi się jednak pytanie, czy sam Donald Tusk przyjmie to stanowisko. Jego wcześniejsze wypowiedzi, a szczególnie pamiętne spotkanie w programie ,,Tomasz Lis na żywo” dały Polakom jednoznaczną odpowiedź, że dla premiera priorytetem jest ojczyzna i nie zamierza przeprowadzać się do Brukseli. Ale od ostatniego szczytu przedstawicieli państw Unii Europejskiej, podczas którego nie udało wyłonić się osoby na to stanowisko, wypowiedzi premiera zaczęły się zmieniać. Sytuacja na Ukrainie i płynące z Zachodu poparcie dla kandydatury sprawiły, że Donald Tusk powoli zaczynał przychylać się do nacisków innych przywódców odnośnie jego osoby na tym stanowisku. Czy przyjmie tą funkcję -okaże się jutro. Ktoś w tym miejscy powie, że premier jest niesłowny, że zmienia zdanie jak wiatr zawieje, że poświęca swój ojczysty kraj dla jakiegoś tam stołka w Europie. Ale polityka rządzi się swoimi prawami i wiele było osób, które coś innego mówiły a co innego robiły. Ktoś kiedyś obiecywał Japonię w Polsce a słowa nie dotrzymał. Czasami trzeba przedłożyć interes wspólnoty nad własny interes. Funkcja jaką sprawuje Donald Tusk nie jest dożywotnia. Nie on, to kto inny stanie na czele rządu. A nóż widelec będzie to kobieta – byłaby to druga w historii, po Hannie Suchockiej przedstawicielka płci pięknej, która zostałaby Prezesem Rady Ministrów. A w dobie parytetów i równouprawnia taka sytuacja byłaby jak najbardziej wskazana. Gorzej mogłoby być z partią, którą pozostawiłby jej przewodniczący. Musiałaby poszukać wśród swoich członków innego tak charyzmatycznego polityka, który pomógłby jej utrzymać wysokie wyniki w sondażach i dobry wynik w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Jak na razie żaden taki się nie objawił, a może gdzieś jest a my tego nie wiemy, kto wie. Tylko opozycja zaciera ręce i cieszy się, że polską scenę polityczną mógłby opuścić obecny premier. Padło nawet sformułowanie, że ,,bierzcie go do tej Rady (…) wszędzie, tylko nie tutaj”. Szkoda, że przeciwnicy polityczni premiera nie potrafią zauważyć, że jego wybór byłby szansą dla Polski, szansą abyśmy zaczęli liczyć się na arenie międzynarodowej. Ale tak to już z nami jest- sami nie zjemy a drugim nie damy.

  Ja ze swojej strony muszę przyznać, że cieszyłbym się, gdyby okazało się jutro, że polski premier stanie na czele Rady Europejskiej. Cieszyłbym się również, gdyby nowym premierem została kobieta. Niech Polska zaistnieje w Europie, niech wszyscy wiedzą, że Polacy nie gęsi.

  A polityczni malkontenci niech zazdroszczą, że wśród nich nie ma postaci, które liczą się w  Unii Europejskiej.

Władimir, Franciszek i III Wojna Światowa

      Sytuacja na świecie nie wygląda kolorowo. Każdego dnia docierają do nas informacje o trwających i rozwijających się konfliktach zbrojnych, które swoim zasięgiem obejmują nowe obszary. Słyszymy o prześladowaniu chrześcijan przez dżihadystów pochodzących z nowo powstałego Państwa Islamskiego w Iraku czy o działaniach separatystów rosyjskich, którzy prowadzą walki na terenie wschodniej Ukrainy.  Ktoś nawet wyliczył, że na całej kuli ziemskiej toczą się obecnie aż 44 konflikty zbrojne. Każdego dnia, w każdej godzinie czy nawet minucie na świecie ginie niewinny człowiek. Człowiek, który jest tylko malutkim pionkiem na planszy gry, w którą grają najwięksi mocarze współczesnego świata. Myślę, że Robert Schuman- twórca zjednoczonej pokojowo Europy przewraca się w grobie widząc to, co teraz dzieje się na Starym Kontynencie. Bowiem po najstraszniejszej w dziejach ludzkości wojnie w głowach ówczesnych rządzących zrobił się pomysł na pokojowe zjednoczenie narodów, aby już nigdy nie doszło to podobnej sytuacji, która miała miejsce w latach 1939-1945. Plany nie okazały się tylko mrzonką, czy utopijnym marzeniem, ale stały się faktem i dlatego przez okres blisko 70 lat, Europa mogła cieszyć się względnym pokojem, i rozwijać się gospodarczo, poprzez coraz szersze zacieśnianie więzi ekonomicznych, społecznych i kulturowych. Ale czasy pokoju chyba powoli się kończą. Perswazje ekonomiczne w postaci wprowadzonego embarga, czy innych zakazów wyczerpują się. A działa to przecież w dwie strony. Bo Rosja także może Europę postraszyć widmem zakręcenia kurka z gazem. W obecnej sytuacji tak zacieśnionych stosunków gospodarczych każdy ruch władców tego świata musi być przemyślany. Bo albo dojdzie do poważnego konfliktu zbrojnego, w którym to naprzeciwko siebie staną kraje Unii Europejskiej, Stany Zjednoczone i Rosja, albo za cichym przyzwoleniem tych samych państw kawałek po kawałku Ukraina będzie rozbierana. Czas pokaże. Zobaczymy na ile we Władimirze Władimirowiczu Putinie odezwą się carskie i sowieckie zapędy, na ile w Unii Europejskiej, Organizacji Narodów Zjednoczonych i Pakcie Północnoatlantyckim są osoby, które nie poświecą Ukrainy kosztem dostaw gazu czy ropy oraz na ile w ludzkich umysłach jest jeszcze świadomości, że obecny konflikt zbrojny, który wybuchłby pomiędzy państwami byłby konfliktem atomowym. Może wielkim ludziom polityki przydałby się kubeł zimnej wody na głowę ( w tym przypadku Ice Bucket Challenge ma moją pełną akceptację), który ostudziłby ich osobiste zapędy i sprawił, że zrozumieją, iż od ich decyzji zależy życie wielu ludzkich istnień.

     Na koniec chciałbym jeszcze zauważyć bardzo istotny paradoks, którego obecnie możemy być świadkami. Na tronie świętego Piotra zasiada papież Franciszek. Jego imię odnoszące się niewątpliwie do świętego Franciszka z Asyżu jest nie tylko symbolem życia w ubóstwie. Jest przede wszystkim symbolem pokoju, któremu wyżej wymieniony święty patronuje. Jedni powiedzą zbieg okoliczności, drudzy uznają to za palec boży. Bądź co bądź wierzmy w to, że wojna jednak nie wybuchnie…

Ice Bucket Challenge- czyli zimny prysznic na puste głowy

america-als-africa-water-ice-bucket-challenge      Od pewnego czasu na znanym wszystkim portalu facebook odbywają się zawody w dziwnej i dość rzadko spotykanej konkurencji. Polegają one na oblaniu siebie kubłem zimnej wody. Jak podaje Wikipedia, zadnie to ,,ma na celu promowanie wiedzy odnośnie choroby jaką jest stwardnienie zanikowe boczne (ALS) i ma zachęcać do składania datków na badania”. Cel wzniosły, ale czy sposób jego realizacji też? Wydaje mi się, że twórcy a następnie także i naśladowcy wypaczają właściwy sens słowa pomoc. Bo nie sztuką jest wylać na siebie kilka litrów wody i przelać określoną sumę pieniędzy na konto danej organizacji. Lepszą formą pomocy jest osobiste zaangażowanie się w rozpowszechnianie informacji o tej chorobie, czy altruistyczny gest związany z opieką nad taką osobą. Wiadro wody, mokra koszulka oraz satysfakcja, że zrobiłem coś, co robią inni, jest pójściem na łatwiznę. Uciszeniem swojego  sumienia (inni nazwą to wewnętrznym głosem), które mówi o podaniu pomocnej ręki, byciu z kimś w chorobie, towarzyszeniu mu w cierpieniach. Czyż nie jest lepiej zobaczyć uśmiech na twarzy osoby chorej, której pomogliśmy niż na twarzy znajomych, którzy śmieją się z naszego, bądź co bądź głupiego wyczynu? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ale żeby tego było mało, wiele osób całkowicie wypacza pierwotną ideę Ice Bucket Challange i zamiast wpłacać pieniądze na konto danej fundacji, żąda od nominowanych zakupu piwa czy innego alkoholu. Ludzka głupota nie zna granic. Ale cóż takie zachowania są coraz częstsze. Jeszcze niedawno na tym samym portalu społecznościowym odbywała się akcja związana z picie piwa czy innego alkoholu na czas. Oczywiście też miała swoich zagorzałych zwolenników. Ciekawe, co jeszcze kreatywni ludzie XXI wieku wymyślą?

       Niech umieszczony we wpisie obrazek, który w 100% oddaje głupotę tej akcji da wszystkim osobom, które myślą o podjęciu tego wyzwania trochę do myślenia. Bo może gdzieś na świecie jest osoba, której ten wylany bez sensu kubeł zimnej wody,  mógłby uratować życie….

Internetowy pamiętnik

     Pamiętam, że gdy byłem młodym i pięknym chłopcem (teraz niestety z tego pozostało samotne i :) ) modne było pisanie pamiętników tudzież dzienników. Były to zazwyczaj zwykłe zeszyty w kratkę, w których zapisywało się ciekawe wydarzenia z życia, opisywało przebieg danego dnia czy wklejało zdjęcia ulubionych zespołów muzycznych lub drużyn piłkarskich. Myślę, że teraz można by policzyć na palcach jednej ręki osoby, które taki sposób gromadzenia swoich wspomnień prowadzą, a może nawet i jeden palec wystarczyłby, aby to określić. Obecnie większość ludzi korzysta z Internetu i ze wszystkich jego dobrodziejstw. Za popularnością Internetu przemawia bowiem fakt jego globalności, szybkości przepływu informacji oraz anonimowości.Te wskazane cechy w głównej mierze składają się na to, że ludzie coraz częściej używają do komunikacji ze sobą  portali społecznościowych, zakładają konta na różnych stronach, komentują artykuły na forach czy tak jak ja- prowadzą bloga. Chcą w ten sposób wyrazić samych siebie a przy okazji być na bieżąco z tym, co dzieje się w ich otoczeniu. Musimy iść bowiem z duchem czasu, bo jak mówi powiedzenie ,,kto się nie porusza, stoi w miejscu”.

     Co spowodowało, że i ja postanowiłem założyć bloga? Hmmm myślę,  że wielka chęć dzielenia się swoim zdaniem z innymi, polemizowania, wyrażania swojego spojrzenia na dany temat. A blog jest niewątpliwie takim medium, dzięki któremu to wszystko jest możliwe. Liczę na to, że moje pisanie będzie skłaniało Czytelników do komentarzy a te będą inicjowały nowe, ciekawe sprawy, które mógłbym poruszać :) .

    I na sam koniec należałoby się chyba przedstawić, bo przecież Czytelnik powinien wiedzieć, kto jest autorem tego potoku słów.

   Tak więc, nazywam się Paweł Krysztofiak. Jestem studentem 5 roku ekonomii na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. W wolnych chwilach bawię się cyferkami w biurze rachunkowym prowadzonym przez pana Rafała Chojnackiego, którego polecam wszystkim tym, którzy nie posiadają solidnej obsługi księgowej (może za ten marketing dostanę podwyżkę :) ) . Czytam namiętnie różnego rodzaju książki, chociaż najbardziej lubię fantastykę- z Harrym Potterem i Władcą Pierścieni na czele. Oglądam wszystkie możliwe programy związane z gotowaniem i po kryjomu podkochuje się w Magdzie Gessler (żartuję oczywiście :) ) . Jak to mówią, jestem chłopak do tańca i do różańca :) . Kto mnie zna ten wie, co mi tam w głowie siedzi, a kto jeszcze mnie nie poznał, zrobi to w najbliższym czasie :) . Mam nadzieję, że blog będzie ku temu dobrą sposobnością :) .

Tymczasem życzę dobrej nocy i do następnego wpisu :) .

Pozdrawiam

Pierwsze koty za płoty

   Na dobry początek pozwolę sobie zacytować słowa znanej wszystkim piosenki, które bardzo dobrze odzwierciedlają, to co się właśnie stało. Oto one: ,,niby nic a tak to się zaczęło”. Właśnie niby nic, ale jednak blog, to poważna sprawa. Zobaczymy na ile uda mi się go prowadzić, tak jak sobie to wyobraziłem. Plany zawsze są wzniosłe, ale niekiedy trudniej z ich realizacją. Bądźmy dobrej myśli. Tymczasem życzmy sobie wszystkiego dobrego na nowej drodze życia… nowej drodze bycia blogerem.